Medialne polskie jabłko

Dziś Polak niczym Steve Jobs bryluje nadgryzionym jabłkiem.

Entliczek pentliczek czerwony stoliczek – pamiętam do dziś wierszyk Brzechwy do znudzenia czytany pociechom o każdej porze dnia i nocy. Jak wiadomo, sprawa poszła o robaczka, co to dosyć miał jabłek. Miał chęć na befsztyczek i poszedł do miasta – klepałem na pamięć kolejne linijki ulubionej przez moje dzieci rymowanki.

I tu się zaczyna prawdziwe proroctwo. Bo Brzechwa wcale nie był zwykłym bajkopisarzem. Potrafił przewidzieć nową epokę i wiek, którego dożyć mu dane  nie było. Toż to Polska epoki nowej zimnej wojny z Putinem. Poruszona akcją rozpoczętą przez internautów zmienia się w kraj już nie jabłka eksportujący, ale jabłka zjadający.

Jak pamiętamy nasz robaczek w końcu dociera do baru, gdzie „przychodzi doń kelner, podaje mu kartę”. A w niej dania nowej epoki embarga na polskie owoce:

„Jest zupa jabłkowa i knedle z jabłkami, 
Duszone są jabłka, pieczone są jabłka 
I z jabłek szarlotka, i placek, i babka!” 

Jakby nie patrzeć, zjedzenie jabłka to już nie kwestia zdrowia, ale obywatelski obowiązek. Wyczytałem dziś w Wyborczej, że aby sadownikom zniwelować skutki rosyjskiego embarga na polskie jabłka, trzeba ich zjeść dodatkowo 15 kg rocznie. Oczywiście w przeliczeniu na obywatela – tak tego już bezzębnego jak i uzębienia jeszcze nie posiadającego.  To wychodzi jakieś 41 gramów dziennie czyli jakąś 1/8 średniego jabłka.

Nie mogąc stać z boku zjadam już nie jedno, ale dwa jabłka dziennie. Nabijam statystyki podobnie jak setki innych polskich robaczków chwalących się swymi dokonaniami w internecie. Teraz wklejenie zdjęcia z jabłkiem w zębach jest super trendy i cool.  Ciekawe, że od lat chodząc ulicą i gryząc przy tym jabłko, nigdy nie spotkałem innego ulicznego jabłkożercy –  jakby jedzenie jabłek było zakazane. W tym samym czasie  mijałem gości z torbą frytek, kapiącymi sosem hamburgerami, cuchnącymi na kilometr spalenizną kebabami, a w najlepszym wypadku z lodem w wafelku. Z tym swoim ogryzkiem byłem nie z tej epoki. Czasem nawet jakiś znajomy zagadnął – co odchudzamy się? Albo: na witaminki się przerzucamy? czy z grubej rury: co, żona dietkę wymyśliła? Żenada.

Aż w końcu przyszedł Putin na ratunek. Zakazał importu jabłek i teraz to ruskim szkorbut zęby zeżre. Nie chcą zdrowych jabłek – niech sobie znów wstawiają złote zęby. Ja czuję się ze swym jabłkiem w ręku niczym Steve Jobs. Też nadgryzam mackintosha.

Powrót do źródeł

Jest jeszcze drugi sposób na jabłczane embargo. Pijcie cydr! – namawiają eksperci. Do sporządzenia tego musującego napitku o mocy słabego piwa zużywa się dużo jabłek. Czyli rolnika uratujemy.

Ale przecież mieszkam nieopodal Mszany Dolnej. To w tamtejszych dawnych zabudowaniach folwarcznych za czasów PRL-u kwitła produkcja jabcoka. Wino patykiem pisane produkowano tu w skali miliona butelek rocznie. Nawet z Francji przyjechała wycieczka winiarzy, by sprawdzić jak  możliwe jest osiągnięcie tak gigantycznej produkcji. Co prawda oficjalnie nie wiadomo z jakimi przemyśleniami wracali, ale możemy być pewni, że ich pojęcie na temat tego, co można winem nazwać zmieniło się diametralnie.

Gdyby tak chociaż część jabcokowej produkcji wznowić! Można by ją wyeksportować na wschód. Pewnie, by się przyjęła, bo i  flaszkę łatwiej złotym zębem otworzyć.

Entliczek, pentliczek, czerwony stoliczek.

jabol2
Resztki kolekcji mszańskiej wytwórni jabcoków zalegające tamtejsze piwnice.

Author : Józef Figura

Dziennikarz Tygodnika Podhalańskiego i trener, właściciel firmy szkoleniowej Warsztat Medialny. Prowadzi warsztaty dla dziennikarzy, pracowników mediów, ale także zajęcia dla studentów oraz uczniów. Właściciel sklepu internetowego ze sprzętem przydatnymi w dziennikarstwie i nie tylko.