Justyna Kowalczyk i jej 10 milionów

Justyna Kowalczyk

Justyna Kowalczyk niezmiennie zaskakuje. Także teraz nie pozostawia wyboru. Zakładam buty i w nogi!

Justyna Kowalczyk. Kobieta, która wszystko czego dotknie, przemienia w złoto. Najczęściej szlachetny kruszec wyciska ze śniegu szurając po nim dwoma deskami. Teraz próbuje odkryć pokłady szlachetności także w nas.

Razem od lat

Może to i był przypadek, chwilowa niedyspozycja. Ale mi w pamięci wciąż staje Justyna Kowalczyk kucającą w korytarzu kliniki mukowiscydozy. Blada z twarzą schowaną w dłoniach. Dopiero co chodziła od łóżka do łóżka. Uścisk dłoni, chwila rozmowy. Sympatycznie, fajnie. Tylko gdzieś w tyle głowy pozostaje pytanie jak rozmawiać z dzieciakiem umierającym. Tym bardziej rażąca dysproporcja – kobieta, która ma żelazne płuca, potrafi wbiec pod Alpe Cermis jakby to był truchcik w parku. Tym razem musi zmierzyć się z tymi, którzy z bólem wyłapują pojedyncze łyki powietrza. Których oddech z każdą chwilą staje się płytszy, słabszy. Którzy wiedzą, że kresem ich życia ma być uduszenie. Którym brakuje palców by zliczyć koleżanki i kolegów ze szpitalnych sal, którzy już odeszli. Cierpiąc. Dla których jedyną nadzieją na kolejne kilkanaście lat życia jest kosztowny przeszczep płuc. Czasem także serca, czy wątroby.

Rok temu Justyna przekazała na aukcję samochód, który otrzymała jako wygraną w Pucharze Świata. To nie jedyny jej gest, bo od lat wspiera rabczańskie Mukoludki. Teraz też nie pozostawia chorych na mukowiscydozę bez wsparcia. A robi to na swój sposób. Genialnie!

10 milionów kilometrów walki z mukowiscydozą

Wystarczy się poruszać. I przebiec 10 milionów kilometrów. Dużo? Niekoniecznie. To dystans, który musimy pokonać wszyscy, by sponsor Justyny Raiffeisen Polbank przekazał 100 tys. zł na rzecz podopiecznych Polskiego Towarzystwa Walki z Mukowiscydozą. Jak w wywiadzie dla RMF FM kalkuluje Justyna Kowalczyk – licząc, że jest nas 40 mln Polaków – każdemu rodakowi wypada pokonać zaledwie 250 metrów. Błahostka!

Żeby nie skończyło się na deklaracjach i pustych obietnicach – wszystko będzie dokładnie sprawdzane. Bo biegać trzeba ze smartfonem, na którym uruchomimy aplikację Endomondo. Ta zliczać będzie wszystkie dystanse i pokaże jak daleko dobiegliśmy. Piszę „my”, bo choć biegacz ze mnie żaden, to przecież muszę wystartować. Jak daleko dobiegnę? Nieważne. 250 metrów na pewno…

Na stronie Endomondo już zapisało się 2,5 tysiąca chętnych. Liczba stale rośnie – dołącz i Ty! I to z podwójnym pożytkiem. Mamy szansę na lepsze zdrowie, a przy okazji wesprzemy chorych. Bo, jak wyliczają pomysłodawcy akcji:

Zdrowy człowiek podczas biegu wykonuje ok. 40 oddechów na minutę, a dystans jednego kilometra pokonuje średnio w 6 minut. To daje nam 240 oddechów na każdy kilometr, a to oznacza, że nasze 10 milionów kilometrów to 240 milionów oddechów podarowanych chorym!  Pozwólmy im głęboko odetchnąć!

Biegniesz?



(Późniejszy tekst) »