Jakiś głupek stawia słupek

 

Cudowna trasa, fantastyczne widoki i nagle to – skrajem czerwonego szlaku z Rabki na Maciejową stoją zasieki.

Właściciel lasu postanowił odgrodzić włości drutem kolczastym. Kilkanaście grubych stalowych prętów zbrojeniowych wbite głęboko w ziemię, pomiędzy nimi na wysokości pół metra – drut kolczasty. Dobrze, że chociaż pomysłodawca przewiązał co kilka metrów biało – czerwoną taśmę. Wygląda jak jakaś trzeciomajowa instalacja. Dość makabryczna jeśli wziąć pod uwagę fakt, ze jakiś rowerzysta mógłby w błotnistej nasi zalegającej na szlaku stracić równowagę. Nie świadome zagrożenia dziecko może wyciągnąć rękę, by dotknąć kolorowo ozdobionego płotka. Wreszcie jakaś sarna czy dzik mogłyby otrzeć się o taki „grzebyk”.

Można się zastanawiać co ma w głowie pomysłodawca takiego ogrodzenia?

Pustkę? Przynajmniej sądząc po braku znajomości przepisów. Prawo budowlane zabrania grodzenia w ten sposób swojej własności. Można grodzić pole, las, ale nie w sposób zagrażający innym.

Bezmyślność? Chyba nawet w nadmiarze. Tak kuriozalna idea nie mogłaby powstać w plątaninie neuronów.

Brak wyobraźni? To najmniej dosadne określenie.

Ktoś po prostu musi nie lubić ludzi. I to w kraju chlubiącym się gościnnością i regionie, gdzie wszyscy wyczekują turystów jak zbawienia. Bo pieniądze, biznes, praca i szansa na lepszą przyszłość.

Gen zawiści

Skąd się to wzięło? Można jedynie przypuszczać. Na pobliskim stoku Maciejowej w tym roku nie było narciarzy. Nie z powodu braku śniegu – już jesienią było wiadomo, że znany wyciąg nie ruszy. Powód? Pokłócili się dwaj sąsiedzi, których pola są dzierżawione pod trasę. Ale nie walczą z właścicielami stacji tylko między sobą. I na złość postanowili sobie poodmrażać uszy. I nie zarobić nic. Niedaleko na stoku Starych Wierchów samosiejki zarastają pordzewiałe liny i słupki dawnego wyciągu narciarskiego. Musiał zostać zamknięty po tym jak przyszła demokracja i wróciło święte prawo własności. Jedna z gaździn pojmuje je na swój sposób.

Prawdopodobnie właściciel grodzonego lasu nie ma nic wspólnego z tymi przypadkami, ale mentalność musi mieć podobną.

Póki co, poza Tygodnikiem Podhalańskim, nikt nie zrobił wokół tego hałasu, nie było zgłoszeń na policję, nie wzięły się za to żadne służby. I pewnie dopóki nikomu nic się nie stanie – sprawa Kolczastego Gazdy nie wzbudzi większych kontrowersji. Chyba, że dojdzie do jakiegoś wypadku. Wtedy odezwą się media, zjadą dziennikarze z nieśmiertelnym pytaniem: czy można było tego uniknąć?

Author : Józef Figura

Dziennikarz Tygodnika Podhalańskiego i trener, właściciel firmy szkoleniowej Warsztat Medialny. Prowadzi warsztaty dla dziennikarzy, pracowników mediów, ale także zajęcia dla studentów oraz uczniów. Właściciel sklepu internetowego ze sprzętem przydatnymi w dziennikarstwie i nie tylko.