Wolność jak składane origami

Nie wszyscy  przyszli. Ktoś się rozchorował, ktoś nie chciał. W końcu do domu bez żadnej tabliczki przy ul. Czyżówka w Krakowie dotarło kilkanaście osób. Co ich łączy? Wyrok.

 

Rysiek niezdarnymi palcami nakleja ozdoby na styropianową bombkę, Leszek od rana smaży naleśniki na wieczerzę. To najbardziej niezwykły wigilijny wieczór w jakim uczestniczyłem.

Znalazłem się tu przez przypadek. Telefon do redakcji. Dzwoni mężczyzna, który wyszedł z więzienia. Odsiedział 10 miesięcy. Wrócił do domu, ale nie widzi szans na powrót do zwykłego życia. W domu wszystko zmierza do rozwodu. Aniołem nie był. Ale czy wszystko stracone?

Próbuję się dowiedzieć czegoś o organizacjach pozarządowych, które niosą pomoc byłym więźniom i ich rodzinom. Bo przecież wyrok „odsiadują” rodziny po obu stronach muru. Żona i dzieci też cierpią.

W internecie znajduje namiary na fundację Sławek, ale aż z Warszawy. Dopiero od rzecznika prasowego służby więziennej dostaję namiar na krakowskie stowarzyszenie Probacja. Telefon, rozmowa, zaproszenie – i trafiam do hostelu, w którym trwa krzątanina przed  wigilijną wieczerzą. A ja pytam, piszę i przygotowuję reportaż do noworocznego numeru Tygodnika Podhalańskiego. I zaskoczony obserwuję jak niewielu potrafi zrobić tak wiele.

Kiedyś zacznę nowe życie

Każda opowieść nadaje się na osobny tekst. O wszystkich pewnie możnaby zebrać materiał na książkę. Ale o tym napiszę w gazecie. Ja tymczasem chłonę atmosferę. Niezwykłą. Wcale nie bajkowo – bożonarodzeniową. Nie ma w tle kolęd i rumianych bobasków  grzebiących za prezentami pod choinką. Wszystko jest do bólu normalne, surowe. Stary, drewniany dom, niewielki stół w pokoju, przy którym Rysiek z żoną i córką oklejają bombki. Nikt by nie pomyślał, że twarde chłopisko o dłoniach drwala, który cierpliwie maluje brokatem styropianowe kulki jeszcze dwa lata temu odsiadywał wyrok w więzieniu. On tam, ona z piątką dzieci po tej stronie muru. Zostawiona sama sobie. Ale z pomocą przychodzą wolontariusze.

Leszek opuścił więzienie dwa miesiące temu. W domu przy ul. Czyżówka znalazł tymczasowe schronienie. Wyszedł po ponad dwuletniej odsiadce. Plany na przyszłość? Gdzieś pod wschodnią granicą czeka poznana jeszcze na wolności kobieta. Nawiązał kontakt, po świętach wyjeżdża do niej. Z nadzieją na nowe życie.

Ewelina Startek, terapeutka opowiada o projekcie, który realizuje w krakowskich więzieniach. Skazani nagrywają płytę, na której swojemu dziecku czytają wybraną bajkę. Na koniec dodają własną dedykację. „Kocham Cie córeczko” – w końcu wydobywa się z gardła niejednego wytatuowanego twardziela o szerokim karku. I twardziel płacze jak dziecko. Tak samo zapłacze za ojcem mała dziewczynka słuchając płyty do poduszki.

Budowanie więzi z rodziną to najlepsza forma resocjalizacji.

I Ewelina wydeptuje ścieżki do naczelników, by pozwolili na organizację – jak w Anglii – rodzinnych widzeń. Nie tylko w  dzień dziecka czy na mikołajki. Ale cyklicznie. By w sali widzeń nie usadzać rodziny przy stolikach, ale na rozścielonym na podłodze dywanie wśród zabawek. By poczuli więź.

Bo rodzina to najlepsza forma resocjalizacji.

Jest jeszcze inny projekt – niczym z filmu „Bandyta”. To pomoc skazanych w opiece nad osobami upośledzonymi. Po długich namowach udało się przekonać władze więzienia w Nowej Hucie jak i dyrekcję domu pomocy społecznej w Łyszkowicach. Jedni i drudzy mieli ogromne wątpliwości. Negocjacje trwały kilka miesięcy. Efekt jest niezwykły. Osoby upośledzone podchodzą bardzo blisko, lubią dotykać, tulić się – naturalnie burzą barierę, którą wznoszą latami wokół siebie więźniowie. Jeden ze skazanych, mający za sobą burzliwą kryminalną przeszłość napisał, że zrozumiał, że on sam ma szansę zmiany swojego życia, której im brakuje.

Ich kara nigdy się nie kończy, a moja ma określoną datę, po której będę mógł zacząć nowe życie – napisał skazany.

Barbara Wilamowska, prezes Probacji za każdym razem, gdy przypomina sobie tę sytuację czuje pojawiającą się gęsią skórkę.  Te słowa najbardziej podkreślają, że jest sens tego co robią.

Poskładać życie

W stowarzyszeniu stale działa zaledwie kilkanaście osób. Wielu to wolontariusze – studenci prawa czy resocjalizacji, którzy w ten sposób zaczynają zarażać się zawodową pasją. Niewielki dom podobnie jak biuro przy Al. Krasińskiego to tygiel nowych pomysłów i projektów. Nie wszystkie udaje się zrealizować. Przed blisko dziesięciu laty przepadł ten, który wydawał się najważniejszy – adaptacja jednego z poaustriackich fortów na potrzeby stowarzyszenia. Udało się nawet załatwić pieniądze na remont od austriackiego rządu. Gdy wydawało się, że wszystko jest dopięte na ostatni guzik – zaczęły się protesty mieszkańców. Nie chcą koło siebie kryminalistów. Radni się ugięli. Mieszkańcy dopięli swego. Fort nadal popada w ruinę.

 

Tymczasem przy ul. Czyżówka Rysiek opowiada o origami, które składali w więzieniu. I pewnie zastanawia się czy swoje życie równie łatwo jak papierowego łabędzia pozagina w harmonijna całość.

Jeśli chciałbyś pomóc jemu lub innym podopiecznym stowarzyszenia – możesz przekazać 1% podatku lub przelać pieniądze. Wszelkie dane znajdziesz na ich stronie internetowej tutaj.



(Późniejszy tekst) »