Smog i wietrzenie umysłów

Zajmujemy się

milionem

bzdurnych

tematów.

Olewamy to,

co najważniejsze.

 

Oddychanie.

 

To standardowy widok nawet na wydawałoby się czystym Podhalu. Smugi porannych/południowych/wieczornych dymów unoszą się z kominów. Na dawnych obrazach był to znak, że wieś nie jest wyludniona, żyje. Dziś to symbol, że wieś umiera. Bezwiednie truje się  na własne żądanie. I nikt się nie dziwi.

 Egzystencja

Podobno najważniejsze poruszane dziennikarskie tematy dotyczą zdrowia i bezpieczeństwa. Wszak to podstawa ludzkiej egzystencji. Piszemy więc o pobiciach, napadach, wypadkach. Strajkach w służbie zdrowia czy tragedii chorego na raka. Nawet niewielkie gazety donoszą o zagrożeniach wojną, konflikcie na wschodzie.

Wszystko ważne. Tyle, że przyzwyczailiśmy się do tego, że się dusimy. I ten temat ignorujemy. Chyba, że, jak w Krakowie, pojawi się jakiś Alarm Smogowy i ludzie zaczną walczyć o likwidację kopcących pieców. Podobnie jak wcześniej inni walczyli o ich pozostawienie.

 Konflikt

Niedawno temat powrócił przy okazji konfliktu o stację monitoringu powietrza w Suchej Beskidzkiej. To jedyny przypadek w Polsce gdy burmistrz zażądał usunięcia urządzenia, bo pokazywane przez nie wyniki psują wizerunek miasta. Fatalne dane, duże stężenie benzo(a)pirenu powodują, że ludzie nie chcą do Suchej przyjeżdżać.

Na przekór   intencjom samorządowców cała sprawa została nadęta do monstrualnych rozmiarów. W dodatku na idiotów wyszli sami radni, którzy przegłosowali petycję. O sprawie zaczęły się rozpisywać największe gazety, pod  karczmą Rzym ustawiają się wozy transmisyjne, by pokazać miasto, w którym rajcy postanowili walczyć z gorączką tłukąc termometr.

Potem przyszło odcięcie prądu od stacji, a wreszcie poszukiwanie dla niej nowego miejsca. Oczywiście nadal w Suchej Beskidzkiej.

Czy powietrze jest lepsze? Może teraz, gdy zawieje halny i przedmucha smog. Konflikt trwa. Burmistrz zarzuca Wojewódzkiemu Inspektorowi Ochrony Środowiska złośliwość, tendencyjność i zemstę za odwołanie przed wielu laty. Inspektor był bowiem niegdyś burmistrzem, ale został odwołany w dużej mierze z inicjatywy obecnego następcy. WIOŚ przekonuje, że właśnie te złe dane mogą być największym orężem w walce o środki na ekologię, choćby wymianę pieców.

Tymczasem  wszyscy wdychają syf, który unosi się w powietrzu i to bez względu na to czy stacja działa czy nie.

Życie

W całej sprawie nie można odmówić racji burmistrzowi, który wścieka się, że odczytując wyniki pomiarów mówi się o nich tylko w kontekście jednego miasta. Stacja miała odzwierciedlać obraz powietrza jakie wisi nad mieszkańcami trzech powiatów. Przecież taka sama chemiczna zupa jest tak w pobliskim Makowie Podhalańskim jak i w odleglejszych Wadowicach czy Andrychowie. Nie lepiej jest w Myślenicach, nie mówiąc o Nowym Targu. Że nie mają swoich pomiarowych stacji? Nie szkodzi.

Spór  o postawioną w Suchej budkę znów odwraca uwagę od istoty problemu. I my, dziennikarze z  lubością zagłębiamy się w gmatwaninie niuansików osobistych animozji i prztyczków. A przecież chodzi o życie. Przedstawiciele całej tablicy Mendelejewa, które unoszą się w naszym powietrzu odkładają się w organizmach naszych i naszych dzieci. I trują nas równo.

Krakowski Alarm Smogowy pokazał, że jak się skrzyknąć to ludzi myślących okazuje się być więcej niż tych lobbujących za tanim węglem.

Czy inaczej jest w mniejszych miejscowościach?

Pojawia się ogromna szansa zmiany nie tylko mentalności ale i technicznych rozwiązań. Wprowadzane są programy ochrony powietrza jak choćby KAWKA czy PONE, z których można otrzymać pieniądze na wymianę kopcących kotłowni na bardziej ekologiczne. Także na węgiel!

I trzeba wywierać nacisk na samorządy, ale i promować trendy wśród mieszkańców. Musimy znaleźć sposób na pisanie o ekologii. Nie jako dziwactwie czy fanaberii ale walce o życie. Nasze życie.

*

A na koniec – do obejrzenia krótki film przygotowany na potrzeby Polskiego Alarmu Smogowego. Warto obejrzeć…

[grwebform url=”http://app.getresponse.com/view_webform.js?wid=7865602&u=PeoJ” css=”on”/]

Author : Józef Figura

Dziennikarz Tygodnika Podhalańskiego i trener, właściciel firmy szkoleniowej Warsztat Medialny. Prowadzi warsztaty dla dziennikarzy, pracowników mediów, ale także zajęcia dla studentów oraz uczniów. Właściciel sklepu internetowego ze sprzętem przydatnymi w dziennikarstwie i nie tylko.