Folwark Zakopane kontra zdrada Krakusów

Igrzyska pod Tatrami udać nie mogą. Tu, gdzie od kilkunastu lat nie można nawet zaprojektować zakopianki ma się odbyć olimpiada? Na góralskiej ojcowiźnie, ziemi baranom na wyłączność przeznaczonej?

Można szukać winnych niepowodzenia i pokazywać palcem Jagnę Marczułajtis, ale jeśli się to robi w oparach świętego oburzenia to już hipokryzja.

 Medialny wkład w porażkę

Najpierw było podbijanie antyolimpijskich nastrojów, a teraz wielkie zdziwienie, że Krakowianie zagłosowali ma „nie”.
Olimpiada pod Tatrami już dawno weszła na dobre do kalendarza poczynań podhalańskich samorządów. Mrzonki o naszej szansie i postrzeganie się w roli czarnego konia towarzyszą nam od początku tego wieku, gdy ktoś sprytny wymyślił projekt pt.: Zakopane 2006.
Potem były kolejne starania i wyjazdy członków różnorakich komitetów w kolejne egzotyczne miejsca, gdzie bogowie MKOL sprzedawali nadzieję na wejście na szczyt Olimpu. Tymczasem my, dziennikarze z lubością opisywaliśmy kolejne porażki.
Jeśli przyjrzeć się organizacji obecnych przygotowań to zapamiętujemy rozgrzane do czerwoności dyskusje nad logo. Bo jak można było wydać taką kasę? Potem wpadki z fotomontażem na którym Kraków wygląda jak alpejskie Chamonix.  Wreszcie prawdziwa „afera”, która zmiotła szefową komitetu organizacyjnego. Wciąż zagadkowe pozostaje pytanie po co ktoś miał obiecywać nie swoje pieniądze portalowi, o którym mało kto słyszał? Ostatecznie święte oburzenie zrobiło swoje. Ludzie zagłosowali jak podpowiadał im zdrowy rozsądek. Przecież i tak Putina nie przebijemy wysokością utopionych pieniędzy, po co więc ja w ogóle wydawać? Czysta logika.

Teraz zdziwienie jakie dominuje w naszych mediach może tylko… dziwić. Jak mogłeś narodzie naiwny wierzyć naszym opiniom? Jak mogłeś pójść na lep naszych argumentów? Jak mogłeś zaprzepaścić taką szansę – zdają huczeć dzienniki i komentatorzy. Miałeś chamie złoty róg.

 Śleboda inaczej rozumiana

Czy na pewno? A może rzeczywiście wreszcie trzeba było sobie powiedzieć jasno i bez ogródek – to nie jest dobry pomysł! Igrzyska pod Tatrami nie udają się, bo udać nie mogą. Bo nie ma infrastruktury, tradycji,  pieniędzy na wybudowanie, a tym bardziej utrzymanie obiektów. Tu, gdzie od kilkunastu lat nie można nawet zaprojektować zakopianki do końca ma się udać zorganizować igrzyska? Na góralskiej ojcowiźnie, ziemi baranom na wyłączność przeznaczonej? Jeśli sprzeciw jednego gazdy wypasającego w tym miejscu owce, nie pozwolił zbudować stacji narciarskiej w Nowym Targu,  to może powstać wioska olimpijska czy trasy biegowe?

Żeby była szansa na Olimpiadę potrzebna jest zakopianka. A tę, można zrobić chyba dopiero po wprowadzeniu kolejnego stanu wojennego i pod lufami czołgów. Bo jeśli wyrysowanie prawie dwudziestu wersji przebiegu przez same Szaflary nie przekonało mieszkańców z wójtem na czele, to nie ma takiej siły, która by to zrobiła.

Zakopiańscy samorządowcy  nie szczędzą uszczypliwości pod adresem Krakusów. Sami jednak zdali się zapomnieć, że tę olimpiadę mieliśmy przygotować wspólnie ze Słowakami. Tymi samymi, przed którymi jak Kordecki Częstochowy dopiero co bronili kolejki na Kasprowy Wierch. I wybronili. Za jaką cenę? Zobaczymy.

 

Author : Józef Figura

Dziennikarz Tygodnika Podhalańskiego i trener, właściciel firmy szkoleniowej Warsztat Medialny. Prowadzi warsztaty dla dziennikarzy, pracowników mediów, ale także zajęcia dla studentów oraz uczniów. Właściciel sklepu internetowego ze sprzętem przydatnymi w dziennikarstwie i nie tylko.