Świadkowie zła czyli historia widziana inaczej

świadkowie zła

Nie jest to może najlepsza pozycja na wakacyjną lekturę. Jednak moja podróż przez „ziemie odzyskane” po przeczytaniu 1945 Wojna i Pokój  Magdaleny Grzebałkowskiej nabiera zupełnie innego wymiaru.

Należę do pokolenia wychowanego w szkole na propagandzie mówiącej o „powrocie do macierzy”, „piastowskich ziemiach”, „sprawiedliwości dziejowej” dającej nam niesłusznie zagarnięte ziemie zachodnie. Wreszcie zbiorowej odpowiedzialności Niemców za II wojnę światową, którą kwitowano krótko – sami sobie winni i –  po przegranej – swoje muszą odcierpieć.

I z taką wizją historii ja jak i tysiące Polaków przez  dziesiątki lat wychodziliśmy ze szkoły. I wyjeżdżaliśmy na wakacje na zachodnie wybrzeże czy w góry Dolnego Śląska. Czasem oburzając się na widok sąsiada zza zachodniej granicy, który przybył pewnie po to, by zobaczyć to, co mu słusznie zabrano. A może śmiał nawet się o to upomnieć?

Prawda niewygodna

Jak zwykle wszelkie uogólnienia są zabójcze. I pokazuje to doskonale Grzebłkowska, która nie analizuje historii tylko  przedstawia reportażowe historie konkretnych ludzi w konkretnych czasach. I często nie są to opowieści przyjemne dla przepełnionych narodowym mitem moralnej prawości Polaków.

Czytając opowieści Wernera Henseleita przedzierającego się jak 450 tysięcy Niemców z Prus Wschodnich przez zamarznięty Zalew Wiślany mam przed oczami ludzką gehennę. I wcale nie myślę o tym, by snuć porównania, który naród wycierpiał więcej. Konkretna historia, konkretni ludzie. Podobnie jak dzieje rodziny Maxarów, Niemców z Ellguth-Hammer, dziś Kuźnicy Ligockiej. Klara i jej dzieci lądują w  obozie pracy w Łambinowicach. Sadystyczny komendant Czesław Gęborski i jego podwładni zamieniają życie ludzi w piekło niewiele różniące się od tego, które zgotowali naziści w Auschwitz.

Tych opowieści jest wiele. Także o Polakach w ruinach Warszawy, Ukraińcach w Bieszczadach czy przesiedleńcach zajmujących ziemie odzyskane. Przebija się nich jeden wspólny wniosek – wojna kaleczy wszystkich. Bez względu na to, po której stronie się znaleźli. Niszczy psychikę, zasady, poczucie sprawiedliwości. Dlatego tak trudno dziś oceniać  ludzkie czyny.

Historia bez tonów pośrednich

Czytając Grzebałkowską przypomina mi się filozoficzny  wywód spotkanego nieopodal Zawoi stolarza, o którym pisałem już na tym blogu TUTAJ. Tworząc szachy dla trzech graczy Jan Żurek zainspirował się filozofią Jacka Filka. Krótko mówiąc – tradycyjny podział świata na dobro i zło jest uproszczony. Oprócz postawienia się po którejkolwiek stronie jest jeszcze trzecia postawa – bycie świadkiem.

Bo, jeśli nikomu krzywdy nie czynię ani sam go nie doświadczam czy stoję poza złem? Ono mnie nie dotyczy? Jest jeszcze trzeci rodzaj zła – bycie świadkiem zła. Jest ono pośrednio i doznawaniem i czynieniem tego zła. Trzecim elementem.

Zło wojny dosięga wszystkich. Dlatego nie można uważać, że opowiadanie przypadków zbrodni popełnianych przez niektórych żołnierzy AK jest sponiewieraniem etosu polskiej podziemnej armii. Podobnie jak przypadki wydawania Żydów Niemcom czy też mordowania ich przez Polaków nie oznacza dołączenia przez nich do galerii sprawców holokaustu. Mówiąc o stosunkach Polaków i Ukraińców nie można bez przerwy bazować na zbrodni wołyńskiej. Rewanże wcale nie były takie rzadkie.

Na Podhalu nie cichną dyskusję o Józefie Kurasiu Ogniu. Żołnierz niezłomny, czy łajdak i antysemita? Jakoś pośrednich tonów nigdzie nie widać.

Świadkowie zła

Nie mamy innego wyjścia jak czytanie historii na nowo. Nie po to, by zmieniać fakty, ale uciec od uproszczeń i stereotypów. I jak pokazuje przykład Magdaleny Grzebałkowskiej – ważną role w tym procesie mają do odegrania dziennikarze. O ile nie będziemy się bali poruszać tematy historycznie niewygodne i uciekniemy od sztampowych historii bazujących na  narodowych mitach.

Być może wówczas bolesna prawda choćby o Jedwabnem nie będzie tak kontrowersyjna. Wojna jest złem. I człowiek w jej warunkach potrafi dokonać rzeczy strasznych. Nawet jeśli jest tylko świadkiem zła. I stoi milcząc obok płonącej stodoły, pod którą ogień podłożył jego syn.

Author : Józef Figura

Dziennikarz Tygodnika Podhalańskiego i trener, właściciel firmy szkoleniowej Warsztat Medialny. Prowadzi warsztaty dla dziennikarzy, pracowników mediów, ale także zajęcia dla studentów oraz uczniów. Właściciel sklepu internetowego ze sprzętem przydatnymi w dziennikarstwie i nie tylko.