Main Menu

Katastrofa klimatyczna i dziennikarski grzech zaniechania

katastrofa klimatyczna

Bardziej zainteresuje nas plotka o babie z trzema cyckami niż nadchodząca katastrofa klimatyczna. A są naukowcy, którzy dają nam tylko 12 lat życia.

Idziemy za szybkim newsem. Gdy zaczyna się susza – zastanawiamy się nad zmianami klimatu. Ale gdy tylko spadnie deszcz – w ślad za tymi niezbyt rozgarniętymi czytelnikami powtarzamy jak mantrę: kiedyś też tak było. Albo i gorzej, bo latem sześćdziesiątego któregoś roku termometry w Koziej Wólce zanotowały +45 stopni. I nic się nie stało! Spadł deszcz i po strachu. Wszyscy żyją.

Katastrofa klimatyczna nie za 200, a za 12 lat

I wciąż wierzymy, że spadnie deszcz i będzie po strachu. Podobnie ze smogiem. Nasi dziadkowie palili węglem, śmieci wrzucali do pieca i było w porządku. Dziś też jest super. A słyszał kto, by lekarz stwierdził śmierć od smogu? Rak, pylica, astma – owszem. Ale smogu nikt w kartę zgonu nie wpisuje, więc i nie ma takiego zagrożenia. I tak sobie powtarzamy w duchu zaciskając kciuki i czarując rzeczywistość. Bo pewnie ludzie mają rację. W końcu pojęcie ludowej mądrości nie wzięło się znikąd.

Czytaj też: Smog zabija. Ekologia przedostaje się do naszej świadomości

W marcu, po przejściu gwałtownych wichur na Podhalu miałem okazję porozmawiać z prof. Piotrem Skubałą z Wydziału Biologii i Ochrony Środowiska Uniwersytetu Śląskiego. Trudna to była wymiana zdań – przyjmując rolę adwokata diabła próbowałem przeciwstawić naukowym argumentom popularne przekonania, że kiedyś wiało, że lało, nie takie susze bywały. A jednak dreszcze przeszedł po plecach już nie ze strachu o przyszłość ewentualnych wnuków. Katastrofa klimatyczna? To dzieje się już teraz!

Owszem, wichury były zawsze, ale teraz obserwujemy, że zdarzają się one znacznie częściej i mają większą siłę. Niestety to dopiero uwertura do tego, co nas czeka, bo te zjawiska wciąż nabierają dynamiki. Nawet gdyby była to perspektywa 200 lat, to trzeba się tym przejmować, należy coś zrobić dla następnych pokoleń. Niestety coraz częściej mówi się nie o perspektywie 200, a 12 lat! Badania pokazują, że do 2030 roku temperatura ziemi podniesie się o 1,5 stopnia, a to punkt krytyczny. Przekroczenie tego progu spowoduje gwałtowne zmiany klimatyczne. Wówczas będzie za późno – niezależnie od naszych późniejszych działań – przekonuje Piotr Skubała.

Uwertura do tego co nadchodzi? Brzmi okrutnie, gdy się to słyszy. Wygląda tragicznie, gdy się przeleje te słowa na papier. Przedstawia się już miej dramatycznie, gdy się zobaczy to na którejś tam stronie gazety pomiędzy innymi mniej istotnymi tematami.

Minister w piecu pali

Bo wszyscy zaklinamy rzeczywistość tak naprawdę pielęgnując w sobie przekonanie, że to wszystko tylko mrzonki. Nie takie kataklizmy ziemia znosiła. Tak naprawdę nie będziemy patrzeć na koniec. A w ogóle, to pewnie jakieś lobby ekooszołomów za ciężkie pieniądze kolportuje bzdury.

Okłamujemy się wzajemnie. Niedawno miałem okazję uczestniczyć w spotkaniu z ministrem środowiska, który odwiedził Podhale. Spotkanie odbyło się w sali nowotarskiej uczelni z widokiem na Tatry. Był maj, dobra pogoda, nie tak długo po zakończeniu długiego sezonu grzewczego.

Nikt nie zapytał o smog, choć jeszcze niedawno słychać było głosy, że Nowy Targ to polska stolica polskiego zapylenia. Problem zniknął wraz z wygaszeniem ostatniego pieca po wiosennych chłodach. Wójtowie i burmistrzowie wszystkich samorządów debatowali z ministrem przez dwie godziny. Dopiero podczas króciutkiej konferencji prasowej zadałem pytanie o normy węgla i ich egzekwowanie. Usłyszałem lakoniczną odpowiedź ministra, że normy są, a inspekcja handlowa ma czuwać nad ich przestrzeganiem. A to, że podczas rozpalania pieca z komina unosi się dym – to rzecz normalna. Zawsze tak było. Słysząc słowa Henryka Kowalczyka, ministra, który ma zajmować się środowiskiem przestaję się dziwić. To normalne, gdy do Tygodnika Podhalańskiego dzwoni z pretensjami właściciel znanej restauracji, z której komina wali gęsty dym i wrzeszczy, że węgiel kupił na składzie. I to ja się mam od niego odpieprzyć. Antyreklama? Jaka tam antyreklama. Ludzie i tak przyjdą, gdy zgłodnieją.

Dużo, szybko i żeby się dobrze sprzedało

Gorzkie słowa padły z ust pod adresem dziennikarzy z ust dr hab. Pauliny Kramarz, biolożki z Uniwersytetu Jagiellońskiego w wywiadzie opublikowanym przez portal smoglab.pl pt.: Ludzi zmieniono w maszynki do robienia pieniędzy.

Media dziś funkcjonują tak, jak i reszta świata – dużo, szybko, żeby się dobrze sprzedało – co sprawia, że najważniejsza jest sensacja. Ale to znowu wynika z wolnorynkowego neoliberalizmu i tego, że dziennikarstwo zostało przekształcone, podobnie jak nauka, w maszynkę do robienia pieniędzy. Co ciekawe, i w przypadku nauki, i środków masowego przekazu, chodzi o zysk między innymi koncernów wydawniczych.

Dwa tygodnie temu młodzież z Zakopanego w ramach piątkowego strajku dla klimatu zorganizowała demonstrację przed urzędem miasta. Nie było tłumów, przyszły głównie dzieciaki pod opieką nauczycieli. Zaangażowani, chcący coś zrobić, liczący, że uda się przekonać dorosłych do drobnych kroków w lokalnej przestrzeni.

Krótka informacja i materiał naszej telewizji wywołały niepochlebne komentarze. Co oni chcą? Dlaczego dzieci nie siedzą w szkole i czy rodzice wiedzą, gdzie są i co robią ich pociechy? Kolejnego strajku nie było. Może komentarze zrobiły swoje. Na Podhalu nie ma dobrego klimatu dla postaw proekologicznych. Zresztą tu się ekologia źle kojarzy – z odbieraniem ziemi pod parki narodowe, tworzeniem obszarów ochronnych, gdzie są problemy z budowaniem. Czepianiem się tego, że się konia traktuje lepiej niż człowieka, a psa nie wolno przetopić na zdrowotny smalec.

Dziennikarskie zaniechanie

Tymczasem zegar tyka i czas odmierza. Tych młodych, gniewnych i aktywnych powinniśmy hołubić, cenić i popierać. W końcu i my do nich dołączymy, byle nie za późno.

Bardzo się cieszę, że pojawiły się te protesty młodzieży, Greta Thunberg, Alexandria Ocasio-Cortez, że pojawiają się młode osoby, które mówią, że nie tylko musimy ograniczyć emisję gazów cieplarnianych, ale że potrzebne są również głębokie zmiany społeczne. Boję się jednak, że nie mamy na to czasu – podsumowuje Paulina Kramarz.

A my, dziennikarze? Wciąż udajemy, że nic się nie dzieje. Też popełniamy grzech zaniechania, który kosztować będzie życie naszych dzieci i nas samych. Bo wciąż w naszych mediach większe zainteresowanie wzbudzi wypadek na drodze, ślub gwiazdy czy przekręt lokalnego kacyka niż katastrofa klimatyczna. Ekologia się słabo sprzedaje. Oby tylko grzech zaniechania nie okazał się śmiertelny.

Author : Józef Figura

Dziennikarz Tygodnika Podhalańskiego i trener, właścicielem firmy szkoleniowej Warsztat Medialny. Prowadzi warsztaty dla dziennikarzy, pracowników mediów, ale także zajęcia dla studentów oraz uczniów szkół średnich i gimnazjów.