Nadzieja Michasi

Michasia

Wiem, dziennikarz musi zachować dystans, spoglądać z boku, na chłodno. Ale tak się nie da, patrząc na dwunastolatkę w wieku własnej córki, która zamiast o wypadzie do kina marzy o przeszczepie.

Wczoraj trafiłem na informację, że zbiera pieniądze. Czyli jest dobrze – pomyślałem – widać przeszła kwalifikacje. Gorsza wiadomość, że koszt operacji w wiedeńskiej klinice może sięgać 150 tys. euro.

Michasię spotkałem, gdy przygotowywałem reportaż o kibicach Justyny Kowalczyk. Chodziło mi o fanów z rabczańskiej kliniki mukowiscydozy. Pomysł był prosty – zajrzeć i opisać co myślą, czują ci, którym Justyna bez rozgłosu  mocno pomaga. Jak zaciskają kciuki w momencie gdy ona biegnie po olimpijski medal. Przechodziłem od sali do sali rozmawiając z pacjentami – tymi małymi jak i starszymi. Słuchając kolejnych historii coraz mniejszą uwagę przywiązywałem do tego co dzieje się na trasie w Soczi.

Klinika mukowiscydozy

Michasia dopinguje Justynę Kowalczyk.

Michasia siedziała na swym łóżku z zadartą głową wpatrując się w wiszący nad drzwiami telewizor. W Rabce wciąż jest częstym gościem.  Zagląda tu średnio co dwa tygodnie, by zostać na kolejne dwa. W klinice spędziła nawet Boże Narodzenie. Jest Ślązaczką, mieszka w Rydułtowych. Uśmiecha się mniej, niż rówieśnicy. Mukowiscydoza coraz mocniej niszczy jej organizm. Płuca są coraz mniej wydolne, oddech przychodzi z coraz większym trudem. Już nie rozstaje się z wąsami – charakterystyczną rurką z tlenem przeciągniętą pod nosem.

 Zdążyć z pomocą

Mukowiscydoza jest nieuleczalna. Michasia dobrze wie, że ciężka i ryzykowna operacja to dla niej jedyna szansa. Strach przed nią miesza się z nadzieją.  Nie wiem jakie pytania zadawać, o czym z nią rozmawiać. Po głowie krąży mi wciąż jedna uporczywa myśl – a jeśli nie zdążą?

Michasia ma tyle lat co moja córka. Ale zamiast myśleć o zajęciach pozalekcyjnych i zabawie z koleżankami rzeczywistość zderza ją z poważnymi tematami.

Kolejny raz spotkaliśmy się podczas wizyty Janka Ziobry, słynnego skoczka narciarskiego rodem z pobliskich Spytkowic. Przyszedł on na zaproszenie Polskiego Towarzystwa Walki z Mukowiscydozą, by spotkać się z chorymi, dać im chwile odskoczni , pozwolić myślom urwać się od dramatycznych tematów. Michasia znów była na leczeniu. Te same smutne oczy i nieśmiały uśmiech. Kilkanaście minut rozmowy, wspólne zdjęcie z mistrzem. I powrót do swego, niełatwego świata, do którego oprócz myślenia o życiu wkroczyło myślenie po pieniądzach.

Czytam po raz kolejny pismo od doktora Andrzeja Pogorzelskiego. „Michalinka dzielnie walczy o każdy rok życia, a jej mama i najbliżsi stają na głowie, by jej pomóc i ulżyć w cierpieniu związanym z tą straszną chorobą”. I kolejne o tym, że koszty operacji i leczenia w wiedeńskiej klinice sięgają 100-150 tys. euro.

Licytacja

Klinika mukowiscydozy

Janek Ziobro podczas odwiedzin u Michasi.

Zaczyna się wyścig z czasem. Janek Ziobro niedawno osobiście przywiózł Michasi swój narciarski kombinezon z podpisami całej reprezentacji. Pójdzie na licytację, a pieniądze ze sprzedaży na specjalne subkonto. Zgodnie z prawem każda złotówka musi być przeznaczona wyłącznie na pokrycie kosztów leczenia, co musi być udokumentowane fakturami. To może i uciążliwe, ale ważne by podkreślić, że żaden grosz nie może być źle wydany.

Michasia tymczasem, nieco podleczona pojechała do domu. Wróci za dwa tygodnie. Po kolejną dawkę leków i ćwiczeń oraz nadzieję, że kiedyś będzie w stanie zaczerpnąć powietrza pełną piersią.

Jeśli zdążymy.

 

W tym miejscu był wcześniej numer subkonta Michasi. Niestety… nie zdążyliśmy. Michasia zmarła 13 sierpnia 2014. Wszystkie pieniądze, które na nie wpłynęły rodzice przekazali innym chory na mukowiscydozę.

Jest smutek i żal. Ale nie wolno się poddawać. Jest jeszcze tyle potrzebujących…



« (Wcześniejszy tekst)