Uprzejmie donoszę jak się nie dać wykorzystać

jak się nie dać wykorzystać

MEDIA. Jak nie dać się wykorzystać. W sporze z sąsiadem o płot, walce wyborczej czy zwykłej zemście.

– Nie podaję swojego nazwiska bo mogę mieć kłopot, a jestem zaprzyjaźniony z panem B. – tak brzmi dopisek pod donosem, który właśnie trafił na moje biurko w redakcji Tygodnika Podhalańskiego.

Strudzona ręka na dwóch stronach opisuje w nim niecny proceder jaki rodzina B. z miejscowości P. prowadzi pod przymkniętym okiem inspektorki D. z nadzoru budowlanego, która do tego jest z nimi spokrewniona, bo synowa B. jest właśnie z domu D.

Otóż właśnie brat jej męża (czyli B) wystawił dom zahaczający o pas drogowy. Ale – zdaniem autora listu – nikt go nie kontrolował, bo kontrolerem była właśnie D., która, jak wiadomo, spokrewniona jest z B.

I nikt by o tym nie wiedział, gdyby nie sąsiad R. mieszkający po przeciwnej stronie drogi, który właśnie zatrudnił geodetę i okazało się, że sporna działka zajmuje połowę drogi.

Wszystko kończy dokładny adres owego B. i informacja dlaczego autor jest anonimowy. Oczywiście w liście są pełne nazwiska bez żadnych inicjałów.

A uczciwy człowiek…

-Panie zajmiecie się tym? – słyszę stanowczy, męski głos w słuchawce.  – We wsi B., Władysław G. wystawił dwupiętrowy dom. Ulica P. nr 76. Nie ma ani kwitka, żadnego, zero pozwolenia! A uczciwy człowiek przebuduje kawałek dachu i od razu grzywny, mandaty.

Jeszcze kilka pytań i żądań zapewnienia, że redakcja zajmie się sprawą i uprzejmy donosiciel się rozłącza. A ja, dziennikarz pozostaję z problemem co z tym fantem zrobić. Jest sprawa? A może zostawić ją cywilnym sądom?

Jak się nie dać wykorzystać gdy wieje wiatr halny

To tylko dwie historie sprzed halnego. Sprawa wiatru jest tu istotna – wiadomo, że na Podhalu halny wpływa na wszystkich, którzy mają jakieś skłonności meteopatyczne. Czyli w mniejszym lub większym stopniu działa na wszystkich. Zanim zacznie duć – redakcje i urzędy dostają najwięcej donosów, protestów, skarg i pretensji. Właściwie obserwacja jest bardziej skuteczna niż prognozy meteo.

Ale, co ma zrobić dziennikarz z tego typu zgłoszeniami? Jak reagować na donosy? Szczególnie, gdy widzi dokładnie, że nie chodzi o szerszy interes społeczny, a załatwienie własnych, prywatnych wojenek i sąsiedzkich sporów, niekiedy o przysłowiową miedzę?

Sprawdzać czy koligacje pani D. wpływają na pobłażliwość wobec wejścia z domem w pas drogowy przez B? A może lepiej olać sprawę pozostawiając ją własnemu biegowi? W końcu to tylko anonim. Ale z drugiej strony – chodzi o urzędnika nadzoru budowlanego. Gdyby to była prawda, mógłby być dym.

A jeśli nikt nie chce mówić, to jak dziennikarz bez żadnego dowodu ma sprawdzić czy rodzinne, dalekie koligacje wpływają na urzędnika? Zapytać go? W powodzi nieuregulowanych spraw własnościowych, złych map i planów zalegających urzędy, niewłaściwych ewidencji gruntów oraz licznych pokrewieństw w małych miejscowościach – podobny zarzut można postawić niemal każdemu. W razie sprawy sądowej – dziennikarz pozostanie sam ze swym anonimem w ręku.

Pozostaje więc tylko jeden argument – doniosłości sprawy. Jeśli chodzi o przebieg działki – pal diabli. Gdyby sprawa dotyczyła eksmisji rodziny – nie można takiego donosu ignorować.

Zajmiecie się tym?

Jesteśmy dla ludzi. I mówiąc patetycznie – ludziom mamy służyć pomocą. Tyle, że zawsze pozostanie dylemat jak to zrobić, by nie dać się wykorzystać. W sporze z sąsiadem o płot, w walce wyborczej czy zwykłej zemście.

Bo to najwygodniejsze – zadzwonić i zażądać – zajmiecie się tym? Bez podawania nazwiska. A zwiewaj gościu! Razem z ostatnim podmuchem halnego!

Fot.: https://www.flickr.com/photos/wimmulder/15653748/

[grwebform url=”https://app.getresponse.com/view_webform_v2.js?u=PeoJ&webforms_id=2475702″ css=”on” center=”off” center_margin=”200″/]



(Późniejszy tekst) »