Władza kontra media czyli jak dowalić dziennikarzowi

Władza kontra media

Mija pół roku działania nowych, polskich samorządów. Zaczyna się bój na linii władza kontra media. Zdążyliście już podpaść i zostać znienawidzeni?

To chyba prawidłowość. Lokalna opozycja lubi lokalnych dziennikarzy. Szczególnie przed lokalnymi wyborami. A nawet jak nie toleruje – to zaciska zęby i udaje, że lubi. Ale jak wygra wybory, to sytuacja się szybko zmienia. I odwraca.

 Władza kontra media. Odpowiedź na piśmie

Zdetronizowani wójtowie i burmistrzowie przypominają sobie o naszym istnieniu. Nawet uśmiechają się, choć wcześniej nie bardzo chcieli odbierać telefonów.

A nowi włodarze – jeszcze niedawno tak szczerzy, jowialni, sympatyczni zaczynają przebąkiwać o medialnych przekłamaniach czy wręcz manipulacjach.

Przestają odbierać telefon, choć jeszcze niedawno oddzwaniali z komórki przepraszając, że naprawdę nie mogli, bo pilne spotkanie, ważna wizyta, akurat wstęgę przecinali czy kropidło podtrzymywali. Żebyśmy sobie nie pomyśleli, że nie chcieli odpowiedzieć na pytania.

Teraz już wiadomo, że nie chcą. Więc żądają pytań na piśmie i tylko tak odpowiadają. Miałem nawet przypadek, że po otrzymaniu pisemnego elaboratu, na dole był jeszcze przypisek, że burmistrz chce autoryzować tekst. To co, nie był świadomy tego, co sam napisał?

O przypadku, gdy usłyszałem, że burmistrz nie będzie nic komentował, po czym zażądał autoryzacji – już pisałem na blogu. Już nie jest burmistrzem. Stał się miły, serdeczny i chce rozmawiać.  Polityką przestał się zajmować. Od razu widać, że znormalniał.

Władza kontra media. Dziennikarska manipulacja

Gdy pierwszy raz rozmawiałem z kandydatem na burmistrza w małym miasteczku otwarcie zarzucił, że media i dziennikarze są na pasku władzy i piszą pod dyktando. Skandal! Teraz sam jest burmistrzem. Nie mówi, już, że trzyma media na pasku. Wręcz przeciwnie – teraz my manipulujemy. Cóż, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.

Zaczynam się zastanawiać, czy naprawdę jestem tak wredny? A może to taka dziennikarska przypadłość zawodowa? Taka odmiana choroby filipińskiej?

Nowa pani burmistrz jeszcze niedawno podchodziła do stolika prasowego podczas sesji dziękując, że przychodzimy, by opisywać sprawy lokalnej społeczności. Jak miło… Ale już tego nie robi. Za to unika pytań, a gdy zatrzymałem ją po zakończonej komisji z prośbą o komentarz usłyszałem, że nie życzy sobie, by ją nagrywać. Burmistrz w swoim urzędzie pytana o sprawy miasta!

– No, pismaki poszły, teraz możemy porozmawiać – padło z ust radnego w momencie, gdy dziennikarze wyszli z sali obrad.

 A wyborcę mają w dupie

Nie jesteśmy  po to, by nas lubić. Przeciwnie. Gdy władza się z nami pieści – to sygnał ostrzegawczy, że coś w naszej pracy jest nie tak. Ale otwarcie gardząc dziennikarzami, a przede wszystkim unikając wypowiedzi – gardzą swoimi wyborcami. Po 25 latach polskiej samorządności to wciąż nie jest oczywiste.

A Wy, jakie macie doświadczenia?

Author : Józef Figura

Dziennikarz Tygodnika Podhalańskiego i trener, właściciel firmy szkoleniowej Warsztat Medialny. Prowadzi warsztaty dla dziennikarzy, pracowników mediów, ale także zajęcia dla studentów oraz uczniów. Właściciel sklepu internetowego ze sprzętem przydatnymi w dziennikarstwie i nie tylko.


0