Reklama czyli wydawcy sposób na przeżycie

reklama

Reklama musi oznaczać katastrofę dla skołowanego czytelnika? Nawet jeśli – to na własne życzenie. Wydawcy muszą poszukiwać nowych źródeł dochodu.

Dla jednych będzie to content marketing lub reklama natywna, dla innych odpłatność za wejście na portal.

Wyskakujące okienka, banery, linki? Wszystko to, co doprowadza cię do szewskiej pasji powoli odchodzi do lamusa. Z pomocą przyszła aplikacja do blokowania reklam. Z AdBlocka korzysta już coraz więcej internautów. A to sygnał dla biznesu, że czas coś zmienić. I się zmienia. Czy nam się to podoba czy nie. No właśnie.

A może content marketing

Dopadło i mnie. Krótka wiadomość z banku sprawiła, że nie oglądając się na nic postanowiłem z tę instytucją zerwać. Definitywnie. Początkowo miało być fantastycznie. Konto za zero, wszystkie bankomaty za darmo, karty również bez opłat.

I tak było. Po paru miesiącach sympatyczna pani przez telefon zaproponowała tysiąc złotych. Taka premia. Właściwie za nic – wystarczyło zmienić konto. Na lepsze. Co prawda z opłatą, 29 zł, no, ale ten tysiąc… Nie wiem czy zadziałał urok osobisty blondynki z banku czy tej tysiąc. Efekt? Bankomaty już płatne, a brak operacji na koncie w ciągu miesiąca windował opłatę już do 49 zł.

Ale bank fajny jest. Zadzwonił telefon. Gdybym potrzebował gotówki – najniższe oprocentowanie. Tylko przyjść. Padł mi aparat, musiałem szybko kupić nowa lustrzankę. Z nieba mi spadli. Wziąłem.

Potem jednak doszedłem do wniosku, że opłaty za konto są za drogie. Impulsywny czasem jestem. Likwiduję. Pospłacałem wszystko, zwróciłem to co trzeba było zwrócić z darowanego tysiąca.

I z poczuciem zadowolenia mogłem zasnąć snem sprawiedliwego.

Do czasu. Parę tygodni później listonosz przyniósł polecony. Pismo zajmowało niecałą stronę i było to przypomnienie o obowiązku wpłaty środków na zamknięte niedawno konto, co było warunkiem mniejszego oprocentowania kredytu. Zamiast je podnieść – bank przysłał monit, którego koszt wycenił na… 200 zł!

Stanąłem na głowie, by spłacić kredyt, uregulować należności, by raz na zawsze pożegnać się z tym bankiem. I już nigdy nie musieć nawet wymienić jego nazwy.

Firma jednak konto mieć musi. Zacząłem szukać. Porównywarki, opracowania, polecenia – i dotarłem do Konta Direct dla Firmy w ING.

Znów bezpłatne, darmowa karta, bezpłatne przelewy przez internet. Ideał. Kolejny. Tyle, że tym razem – póki co – w balona mnie nie zrobili. Było darmowe i takie pozostaje. Jedyna opłata to zlecenie stałe i czasem, gdy nie zapłacę kartą 300 zł za miesiąc – doliczą mi 7 zł.

Pytanie czy taka forma  reklamy nas czeka w przyszłości? Oczywiście z nadtytułem „tekst promocyjny”?

Bardzo prawdopodobne, choć content marketing lepiej się będzie trzymał na blogu niż portalu informacyjnym.

Może reklama natywna?

Pierwsze miejsce w  rankingu kont dla firm z dwuletnim stażem zajęło Konto Direct dla Firmy  w ING Banku Śląskim. Zestawienie opracował portal TotalMoney.pl. Redakcja szukała konta dla firmy działającej aktywnie, która do tego nie jest w stanie zadeklarować wysokości obrotów.

Jak w wielu przypadkach małych przedsiębiorstw – raz obroty są większe, raz mniejsze, innym razem trzeba jedynie przetrwać. Mimo to, co miesiąc trzeba uregulować zobowiązania wobec ZUS i skarbówki. Część dochodów otrzymuje w gotówce, więc przydatne będą wpłatomaty. Suma opłat jakie przyszło uregulować klientom ING okazała się najniższa. Do tego można skorzystać z debetu na rachunku, co również zostało zauważone przez ekspertów.

Trochę bardziej formalnie, oficjalnie, nieco fachowo z powołaniem się na źródła. Coś jak tekst sponsorowany, choć pewnie możnaby to nazwać reklamą natywną. Tym bardziej, gdy pod spodem podczepimy baner, w który można będzie kliknąć. Oczywiście, gdzieś w nagłówku musi się pojawić drobnym drukiem magiczne słowo „reklama” lub „promocja” albo „tekst sponsorowany”.

Sposób na przeżycie

I pewnie coraz bardziej reklama będzie wpychać się na pole zarezerwowane dla informacji. Będzie imitować newsa, wspomnienie, czy recenzję, by zagrać na emocjach, przyciągnąć uwagę, pokazać, że produkt czy usługa jest jedyna, lepsza i godna polecenia.

– Content marketing i reklama natywna zyskują na popularności i trend ten będzie się nasilał. Skuteczność „klasycznej” reklamy on-line maleje stąd presja na ciągłe poszukiwanie nowych pomysłów jak skutecznie dotrzeć do konsumenta – przekonuje Michał Gąś z Digital Resolution (Grupa OMD) w artykule Nadchodzi internet użytkownika.

Katastrofa dla skołowanego czytelnika? Może, ale spowodowana  nieco na własne życzenie. AdBlock blokując reklamy, odcina również źródło dochodu dla wydawców portali czy blogów. A, że strony nie robią się same, a tym bardziej nie dzieje się to za darmo – konieczne jest poszukiwanie źródła dochodu. Dla jednych będzie to content marketing lub reklama natywna, dla innych odpłatność za wejście na portal.

Choć to wciąż wielu Polakom nie mieści się z głowach – za teksty i informacje w internecie trzeba będzie płacić coraz powszechniej. Chyba, że na dobre zadomowią się alternatywne formy reklamy zamiast nachalnych i wszędobylskich okienek.

PS.

Opisywana na początku historia bankowa jest autentyczna i moja własna. Nie ma tu nic z autorskiej fantazji. A konto w ING wciąż mam i jest mi z nim dobrze.

Photo credit: Roberto.Trombetta via Foter.com / CC BY-NC



« (Wcześniejszy tekst)