Lokalny dziennikarz i miliony jego czytelników

władza kusi media

Szok i niedowierzanie – zapewne taki tytuł wrzuciłyby w tym miejscu tabloidy.

To ogłoszenie z gatunku tych  niemożliwych.

Prędzej możnaby natknąć się na ofertę pracy dla kołodzieja czy bednarza.

Ale redaktora naczelnego?

 

Ogłoszenie znalazłem na stronie Stowarzyszenia Gazet Lokalnych. Standardowo lapidarne w swej treści. Ot po prostu:

Wspólnota Łukowska zatrudni osobę na stanowisko redaktora naczelnego. Wymagana dyspozycyjność, zaangażowanie i doświadczenie w pracy dziennikarskiej. CV i list motywacyjny proszę wysyłać na maila: …

Współcześnie coś takiego? Ktoś szuka naczelnego? Przecież żyjemy w czasach, gdy wydaje się, że na to stanowisko nadaje się każdy. Ot, poproś kumpla z podwórka! By parać się dziennikarstwem wystarczy choć ogólnie opanować zasady gramatyki, bo ortografią zajmie się komputerowy korektor. A wydawcy uważają, że każdy stażysta poprowadzi cały dział gazety. Albo będzie jej jedynym przedstawicielem w terenie.
Bo czasy takie, że kryzys jest i szukanie oszczędności. Umiesz pisać? Pisz. Umiesz liczyć? Nie licz na wiele.
To ogłoszenie działa na wyobraźnie niczym gołębica, która nie wróciła na pokład Arki Noego znalazłszy pierwszą wyspę wyłaniającą się spośród otchłani zatopionej planety. Ktoś jeszcze szuka dziennikarzy! Dziennikarstwo nie jest więc zawodem wymarłym, zbytecznym, zbędnym w oceanie wszelkiego rodzaju piaru. Jest gazeta, która dziennikarza nawet potrzebuje. I to takiego, który ma doświadczenie. Bo, że ma być dyspozycyjny – to oczywiste nawet dla początkującego stażysty.

 Zrób sobie badanie…

Czyli jest dobrze. A, że jakieś tam badania sprzedaży pokazują wciąż spadki?  Nic bardziej mylnego. Spadki spadkami, ale jak pozbierać gazety do kupy – wyjdziemy na plus. Mało! W naszych lokalnych gazetach czytelników jest więcej niż nieczytelników. Do tego ilość tych drugich sukcesywnie maleje, co potwierdza pracownia MillwardBrown SMG/KRC. I znów wracam na stronę Stowarzyszenia Gazet Lokalnych:

Jedną z najważniejszych informacji, które dostarczyło badanie wskazało, że liczba „nieczytelników” sukcesywnie maleje i ich liczba spadła z 22,7 mln w 2005 roku do 16,1 mln w 2013 roku a czytelnicy gazet lokalnych charakteryzują się dużym przywiązaniem i lojalnością wobec swoich tytułów.

Z badań wynika, że w ciągu miesiąca po gazetę lokalną sięgnęło ponad 6 mln Polaków, a połowa z tej liczby czytała najnowszy numer lokalnego tygodnika. Oczywiście nie znaczy to, że miliony rodaków czyta Tygodnik Podhalański. Ale, gdy pododawać wszystkie lokalne gazety – to wychodzi, że mamy czytelników rzesze. I to wiernych czytelników!  Więcej niż cała Angora (2,1 mln) czy Newsweek (1,4 mln).

… a będzie Ci dobrze

Och, jak to dobrze poprawić sobie nastrój, gdy ciśnienie za oknem leci na łeb, kurs franka wyhamował na poziomie i tak dużo za dużym, a nowy numer leży w kioskach i tylko czekać na telefon z awanturą.
Nic to! Gdzieś, ktoś szuka dziennikarza, a miliony rodaków czekają tylko by przeczytać co napiszesz!

Author : Józef Figura

Dziennikarz Tygodnika Podhalańskiego i trener, właściciel firmy szkoleniowej Warsztat Medialny. Prowadzi warsztaty dla dziennikarzy, pracowników mediów, ale także zajęcia dla studentów oraz uczniów. Właściciel sklepu internetowego ze sprzętem przydatnymi w dziennikarstwie i nie tylko.