Jadą pięćdziesięcioletnim Ursusem do Afryki. Traktoriada to podróż, ale podparta gospodarczym patriotyzmem. A mi udało się na chwilę do niej dołączyć.
Lakoniczna informacja dotarła mailem. W telegraficznym skrócie sprowadziła się do kilku haseł: traktor, Afryka, przystanek Mszana Dolna. Tak spotkałem kolejnych szaleńców, którzy pasją nakręcają wszystko dookoła. I rozsadzają rzeczywistość niezwykłą dawką energii.
– O ósmej? – dopytuję nieśmiało bojąc się, że będę musiał stawić się jeszcze wcześniej, mimo, że za oknem trzaskał siarczysty, styczniowy mróz.
– Najpóźniej, bo właściwie wtedy będziemy wyjeżdżać.
Zdążyłem. Ale wcale nie wyjeżdżali. Był czas na długą rozmowę w kuchni przy ciepłym, kaflowym piecu. I opowieści jeszcze gorętsze, bo przesycone opisami miejsca docelowego – Etiopii.
Stary, pięćdziesięcioletni C-328 wyglądał niezwykle. Przyczepa kempingowa Niewiadów, dodatkowa kanapa na błotniku, z której widać świat niczym z grzbietu słonia. Żółty kogut i biało-czerwona flaga.
Cały zestaw stał w pogotowiu, by wyruszyć. Przynajmniej tak się nam wydawało. Bo gdy tylko Marcin Obalek z Piotrem Śliwińskim próbowali odpalić maszynę – ta niezbyt chętnie odpowiadała na próby rozruchu na prawie dwudziestostopniowym mrozie. Musieli się sporo nagimnastykować i dopompować tyle paliwa, by w końcu z rury buchnął czarny dym.
Ursus dobry na każdą glebę
Potem szlak Napoleona poprowadzi ich do Egiptu i dalej śladem Stasia i Nel dotrą Etiopii. Dlaczego akurat tam? Podczas wywiadu dla Tygodnika Podhalańskiego przekonywali, że Traktoriada to coś więcej niż wycieczka.
– To nie jest jedynie wyprawa turystyczna – wyjaśnia Marcin Obałek, z wykształcenia zootechnik. – Jedziemy do dużej firmy, z którą nawiązaliśmy kontakt podczas targów rolniczych w Nadarzynie. Chcemy im pokazać, że mamy tak świetne ciągniki, że nawet 50-letnim Ursusem można dotrzeć do Afryki.
A skoro można – to można także pracować w afrykańskie upały. W kraju, w którym brakuje ciągników cenowo dostępnych i jakościowo dobrych – używane Ursusy mogą podnieść z upadku miejscowe rolnictwo.
Traktoriada. Pełny bak wariata.
– Ludzie mówią o nas: wariaci – dodaje ze śmiechem Marcin. – Ale to, co robimy, jest podszyte patriotyzmem, tym gospodarczym. Nie mamy wpływu na wielką politykę, ale mamy na to, co kupujemy. Kupujmy więc polskie. A my polskie towary promujemy w świecie. Cały czas pojawiają się nowe pomysły!
Traktoriadę można śledzić na Facebooku. Mają też swoją stronę traktoriada.org, gdzie można nie tylko znaleźć wszelkie informacje, ale i wesprzeć pomysł. Bo Traktoriady nie napędzają wielkie firmy (wszak Ursus padł), ani bogaci sponsorzy. Więc jeśli chcesz wlać trochę ropy do baku – zatankuj go przelewem bankowym, lub kup kilometry za pośrednictwem PayPal.
Powiesz, że dobrze się bawią i podróżują więc niech to robią za swoje? Może i masz rację. Ale za infekcję optymizmem jaką każdemu aplikują – należy im się choć złotówka. Skoro żyjemy w zwariowanych czasach i na wariackich papierach – warto wariatów wspierać.

