Dobity mozolnym łażeniem z ulgą przysiadłem.
I ta muzyka podziałała na skołatane nerwy,
zagoniony umysł i zdesperowaną wolę.
Jak plasterek na ranę.
Typowa sobota w wielkim mieście. W galerii tłumy. Oczywiście nie na jakimś tam wernisażu, ale w prawdziwej galerii – tej handlowej. Ludzie pokonują setki metrów w drodze od jednego do drugiego butiku. Rzucają gdzieś po drodze okiem na wystawy towarów ekskluzywnych. Tu wrażenie robi cena. Pióro za kilka tysięcy złotych! Rzut oka i prześlizgujemy się wzrokiem gdzieś pomiędzy sportowe buty, a biustonosze. Idziemy dalej. Instynkt stadny wiedzie, by w powodzi masówki wybrać coś co podkreśli nasz indywidualizm. I wtedy zaskoczenie. Dźwięk. Zupełnie obcy, wręcz tu niepasujący. To nie bit z popularnej rozgłośni. Dźwięczny, czysty. Inny.
A kto tego słucha!
Jako wspólnik wypadu z chęcią siadam na stołku niewielkiej widowni. Tam gdzie zwykle bucha gejzerami fontanna – tym razem znalazła się scena. A na niej fortepian. I dźwięki muzyki Chopina. Alicja Oktabska gra balladę i nokturn, akompaniuje też Alicji Ciesielczuk, która śpiewa Życzenie czy Piosenkę litewską. Wreszcie Katarzyna Vernet wykonuje mazurki, by przejść do żywiołowej Etiudy rewolucyjnej.
Przyzwyczajone są do innych sal i innej publiczności. A tu – kilkadziesiąt osób przed sceną i tysiące uwijające się między sklepami. Ktoś przystanie przy barierce na piętrze, ktoś kliknie fotkę komórką. A i na krzesłach rotacja – ktoś przysiądzie z papierowymi torbami pełnymi markowych łupów. Ktoś inny zerknie na zegarek, by zdecydować się, że czas wrócić na łowy. Wreszcie ktoś poderwie się, by dołączyć do pozostawionej na zakupach partnerki.
A muzyka przebija się przez zakupowy zgiełk, walczy z cofającą na piętrze maszyną do froterowania podłóg. Pikanie cichnie, za to słychać rewolucyjne dźwięki wybijane w 205 urodziny Chopina.
Ale po co? I kto tego słucha?- zapyta tradycyjny malkontent snujący się bez celu korytarzem.
Rzeczywiście, trudno w tym miejscu zakochać się w dźwiękach fortepianu. Ktoś, kto woli Weekend nie przesiądzie się z dyskoteki do filharmonii. Fan RMF-u nie przestroi radia choćby na klasycznie – komercyjne RMF Classic.
Podłóż nogę biegnącemu
Czy ten koncert, podobnie jak cała trwająca do 1 marca codzienna akcja są bez sensu? Nie jestem melomanem, znawcą klasyki i wielbicielem Chopina. A jednak dobity mozolnym łażeniem i czekaniem, aż dzieciaki wyjdą z kina – z ulgą przysiadłem. I ta muzyka podziałała na skołatane nerwy, zagoniony umysł i zdesperowaną wolę jak plasterek na ranę.
To nie tak, ze wszyscy jesteśmy nieczuli na muzykę, mamy gdzieś kulturę, a malarstwo kojarzy nam się jedynie ze zbliżającą się koniecznością odświeżenia ścian w mieszkaniu. Czasem po prostu gdzieś biegniemy i w tym biegu nikt nie wie, że trzeba nam podłożyć nogę, przewrócić, uderzyć obuchem zaskoczenia.
Oczywiście można w tym momencie wpasować obrazek „całego społeczeństwa”, które nic, tylko porwane wirem konsumpcjonizmu zatraca się w zakupach zostawiając na boku wartości, uczucia wyższe czy choćby skołatany mózg błagający, by wreszcie odpocząć w ciszy. Można z pozycji mędrca utyskiwać nad stanem kultury, sztuki, a wreszcie duchem narodu. Ale czy aby na pewno?
Ci, którzy rwą szaty i lamentują niech pójdą kupić bilet do teatru. Krakowska Bagatela? W najlepszym przypadku za miesiąc, a bywa, że i w kwartale, na wiele spektakli się nie wyrobimy z rezerwacją. Opera Krakowska? Co z tego, że bilety drogie, jak i tak o nie trudno. Ludowy? Rezerwuję bilety na przyszły miesiąc, by na drugi dzień otrzymać mail z odpowiedzią, którą można skwitować jednym, krótkim słowem: niestety.
Media nasze zagubione
Może mam pecha, może nie szukam zbyt wytrwale, może są spektakle, gdzie są wolne miejsca na sali, a aktorzy modlą się o widza. Ale cieszę się, że obraz społeczeństwa nie jest tak fatalny, jak wynikałoby to z pobieżnej lektury prasy. Może nie wszyscy, ale chodzimy do teatru, bywa, ze i na operę, a czasem posłuchamy Chopina. Choćby między sklepami..

