Wolne media czyli dziennikarstwo się skończyło

wolne media

Podstawą demokracji jest nie tylko trójpodział władzy z niezawisłym sądownictwem. To również wolne media – także od poglądów redakcji.

Tego jeszcze nie było – miesięczna cisza na blogu. Wyłączyłem się. Zrobiłem cyfrowe samooczyszczenie, reset. Odłączyłem od Internetu, telefonu, radia i telewizji. Choć po tygodniu zajrzałem do gazety. Zdenerwowałem się i przestałem.

Gdy wracałem do rzeczywistości ktoś w radiu odczytał hasło widoczne na wiecowym transparencie – wrócisz z wakacji, a tu nie ma demokracji. Jest gorzej niż myślałem. Szybko doszedłem do wniosku, że o ile jeszcze można dyskutować czy jeszcze jest demokracja, to już można obwieścić – skończyło się dziennikarstwo.

(Nie)wolne media czyli zgadnij kto nadaje

Media zamieniły się miejscami z blogosferą. I zabierają jej to, co było jej wyróżnikiem czyli subiektywizm. Redakcje prześcigają się w epatowaniu własnymi poglądami, opiniami i sądami. Bez względu po której stronie stoją. Bo każde z nich po którejś stoi, czego nie próbują nawet ukryć.

Po kilku zdaniach dziennika można poznać, która stacja go nadaje. I tak, gdy włączam w drodze z wybrzeża w góry ulubioną (ze względu na muzykę) Trójkę słyszę o grupce demonstrantów, która pod pałacem prezydenckim manifestuje  zadowolenie z ogłoszonego właśnie weta. W tym samym czasie serwis w RMF już na początku przedstawia relację z wielotysięcznego tłumu pod pałacem. Tu grupka, tam tłum. Tu komentują głównie politycy koalicji, tam opozycji. Drobne szczegóły, z których stacje budują swoją politykę informacyjną.

Już nikt nie próbuje zachować choćby pozorów obiektywnej przyzwoitości.  A przecież widzowie, słuchacze  i czytelnicy nie są idiotami, którym trzeba bez przerwy przypominać o jedynie słusznej, partyjnej linii. Dlaczego, tak jak politycy, także dziennikarze ustawiają się w opozycji do siebie? I okopują się coraz bardziej na z góry upatrzonych pozycjach?

Wolne media albo pogarda dla inteligencji czytelnika

Czy dziennikarz nie ma prawa do politycznych poglądów? No, ma. Ma prawo też demonstrować jak wszyscy. Tylko czy forsowanie własnych poglądów członków redakcji nie jest na dłuższa metę podcinaniem  gałęzi, na której ona siedzi? Czy pisząc, by schlebiać poglądom jednej strony partyjnego konfliktu na pewno chce pokazać pozostałej części społeczeństwa jak głęboko ma go w dupie? Musimy relacjonować, opisywać i pokazywać świat. Ale w tym momencie trzeba ostudzić emocje i zostawić swoje poglądy.

Demonstracje, podczas których nieświadom niczego wylegiwałem się na plażach Chłapowa pokazują  coś jeszcze. Przyszli ludzie zwabieni nie przez polityków, ale namowy kolegów, nawoływanie w mediach społecznościowych. Okazało się, że można stworzyć akcję bez partyjnych barw. Stąd już o krok do wyciągnięcia kolejnego wniosku – można także poczytać o demonstracjach bez pośrednictwa mediów. Komentarzy dostarczą znajomi na Facebooku. Zdjęcia z samego centrum wydarzeń momentalnie są na Instagramie, a relacje na żywo – znajdę i nadam sam na You Tube.

Czy naprawdę dziennikarzom powinno zależeć na rywalizacji z social mediami? Czy wierzą, że swoimi opiniami zastąpią blogerów? A może przyświeca im przekonanie o misji danej od Boga, by uczyć głupie społeczeństwo zasad demokracji według własnego pomysłu?

Jej podstawą jest nie tylko trójpodział władzy z niezawisłym sądownictwem. To również wolne i niezależne media. Także od poglądów redakcji.

Photo credit: gregor.zukowski via Foter.com / CC BY-NC





  • | Ci, którzy dzisiaj plotą androny, że „trójpodział władzy jest fundamentem demokracji”, popełniają podwójny błąd – teoretyczny i historyczny. Błąd zasadniczy polega na wyrywaniu z historycznego kontekstu teorii Monteskiusza.
    Profesor Jacek Bartyzel mówi: „W koncepcji monteskiuszowskiej władza wykonawcza należy do dziedzicznego króla, który rządzi przy pomocy swobodnie dobieranych ministrów. Władza ustawodawcza należy do dwuizbowego parlamentu, z których izba wyższa składa się z dziedzicznych parów królestwa, a niższa jest wybierana na podstawie bardzo wyśrubowanego cenzusu majątkowego bądź wykształcenia. Władzę sądową sprawują przedstawiciele lokalnych, prowincjonalnych notabli, którzy mogą kupować i sprzedawać urzędy sądowe. Na pewno nie jest to władza demokratyczna”.

    Dlatego ci, którzy plotą, że trójpodział władzy to fundament demokracji, dokonują milczącego utożsamienia demokracji z jednym jej typem – demoliberalizmem.

    • Ale tekst nie jest o trójpodziale władzy tylko o braku obiektywizmu mediów…

  • Nie obiektywizm tylko bezstronność. Ma się dobrze.

  • Bezstronność ale chyba w pomijaniu roli drugiej strony…

  • I tym sposobem sam wpadłem w pułapkę, której zawsze staram się unikać – generalizowanie. Oczywiście jest jeszcze mnóstwo dziennikarzy, którzy trzymają się zasad. Nie przyszłoby mi do głowy, by wypominać każdemu brak bezstronności i obiektywizmu. Sam też się staram trzymać dziennikarskiej rzetelności. Tylko jakoś słuchając i oglądając wiele serwisów informacyjnych trudno oprzeć się wrażeniu, że ma się do czynienia z partyjnym biuletynem… A, że to zjawisko zauważalne myślę, że warto nad tym się zastanowić. Bo do polaryzowania się społeczeństwa przyczyniają się nie tylko politycy.

  • Adam Kiedrowski

    Józefie, niestety, smutne to, ale prawdziwe. Co jakiś czas spotykam się z takim zjawiskiem, że napisał na fb ktoś nie będący dziennikarzem jakiegoś – nazwijmy to „newsa” czyli zdjęcia i parę subiektywnych zdań. Np. sprzed sądu. I poszło. Czy mamy konkurować z tłumem wyposażonym w komórki?

  • Adam, dramatyczne jest to, że to dziennikarstwo zaczyna schodzić do poziomu Facebooka, zamiast wyciągać użytkowników Fb na wyższy poziom. Ale cóż się dziwić skoro w internecie dominują darmowe treści pisane za nędzna wierszówkę. Jeśli ktoś pisze za nędzny ochłap albo i za nic – trudno, by się przykładał do pracy… Moim zdaniem – tak jak kiedyś ukrócono kasetowe piractwo muzyczne, tak teraz trzeba skończyć z darmowymi portalami. Przynajmniej jeśli chodzi o opiniotwórcze treści!

    • Adam Kiedrowski

      Jestem tu pesymistą. Chyba, żeby stworzono prawo, które regulowałoby, określałoby czy twór w internecie należy do mediów działających w oparciu o Prawo prasowe czy to strona-portal prowadzona przez hobbystę czy kogokolwiek spoza mediów. Dziś, żeby zostać wydawcą (a co dopiero dziennikarzem) wystarczy dowód osobisty. Jedyne kryterium.