Dziennikarski Warsztat 18. Wizerunek – ochrona i prawne dylematy

wizerunek

Chroniony przez prawo, traktowany z lekkomyślnością przez właściciela, za to naruszany przez paparazzich. Wizerunek.  Prawnego zamieszania nie brakuje.

To prawdziwa zmora każdego dziennikarza, a szczególnie fotoreportera. Co zrobić, by za wykonane zdjęcie nie wylądować przed obliczem Temidy? Reguły pozornie są jasne, ale założę się, że każdy ma na sumieniu jakie drobne wizerunku naruszenie.

Wizerunek i problemy fotografa

Zasada nr 1 – każdy ma prawo do ochrony wizerunku. Ale nie w każdej sytuacji. – Dlaczego pan fotografuje?  Nie zgadzam się! – krzyczy do mnie sprzedająca suszone grzyby kobieta na nowotarskim jarmarku. Uspokoiłem, że fotografuję ale nie ją. Bo tak było. W miejscu publicznym robienie zdjęcia zgromadzenia ludzi, krajobrazu czy imprezy zbiorowej nie wymaga obowiązku pozyskania zgody. Ale jeśli bym w tym samym miejscu obiektyw nastawił na zbliżenie jej postaci – to mimo, że robię zdjęcie w tym samym miejscu  i czasie – powinienem poprosić o zgodę. Nawet jeśliby bohaterka zdjęcia sama na to nie wpadła – są już prawnicy, którzy specjalizują się w oferowaniu swych usług osobom przedstawionym w mediach. Ich honorarium będzie część wygranego przed sądem odszkodowania. A w przypadku osoby sfotografowanej wizja dodatkowej  kasy  na życie, którą można będzie wydrzeć od wydawcy gazety często wystarczająco koi ewentualne wyrzuty czy niechęć do łażenia do sądu.

Dlaczego szeroki plan czy uliczny ruch nie wymaga zgody? Wystarczy sobie wyobrazić sytuację dość powszechną jak fotografowanie trybun podczas meczu. Skandujący tłum, doping, emocje okrzyki czy race są elementem tworzącym wydarzenie. Trudno sobie wyobrazić, by robiąc fotoreportaż nie zamieścić w nim ujęcia tłumu.  Oczywiście, nikt nie każe nam zbierania na piśmie wizerunkowej zgody od każdego kibica. Byłoby to nie tylko niewykonalne, ale także niebezpieczne. No, zaczep gościa nabuzowanego adrenaliną po przegranym meczu podsuwając mu pod nos druczek ze zgodą na publikację wizerunku…


Wizerunek polityka czyli damski bokser potępiony

Jest jednak jeden wyjątek jeśli chodzi o portrety. Ustawa o prawie autorskim w par. 81 wymienia, że nie wymaga zezwolenia na rozpowszechnianie wizerunku fotografowanie osoby powszechnie znanej w momencie wykonywania przez nią funkcji publicznej.

Czyli rozmawiając z dyrektorką szkoły skonfliktowaną z nauczycielami nie muszę pytać jej o zgodę, ani zgadzać się na na nierobienie zdjęć, bo uważa, że jest niefotogeniczna. Podobnie jak z robieniem zdjęć burmistrzowi i radnym podczas sesji czy w urzędzie.

Cóż – jednym ze składników honorarium wypłacanego z miejskiej kasy jest ograniczenie prywatności naszych polityków. Ale nic nie jest nieskończone. Tu także sięga ograniczenie. A jest nim granica wykonywanej funkcji. Dopóki wizerunek wiąże się z wykonywana funkcją  nie musimy prosić o zgodę.  Nawet jeśli w pewnych przypadkach wkraczamy w sferę prywatności.

Czy dziennikarze mogą wkraczać w intymną sferę życia polityka? Mogą, o ile te okoliczności maja związek z jego publicznymi działaniami (np. ujawnienie faktu, że polityk po pracy korzysta z usług prostytutek, choć publicznie piętnuje takie zwyczaje i udaje przykładnego ojca rodziny). Wyraźnie zezwala na to poniższy przepis:

Prawo prasowe Art. 14 (…) 6. Nie wolno bez zgody osoby zainteresowanej publikować informacji oraz danych dotyczących prywatnej sfery życia, chyba, że wiąże się to bezpośrednio z działalnością publiczną danej osoby” (Robert Socha, Piórem i paragrafem. Praktyczny przewodnik dla dziennikarzy).

Zacisze domu musi więc już pozostać poza zasięgiem wścibskiego nosa przedstawicieli mediów. Chyba, że ujawnienie tych spraw wiązałoby się ze zdemaskowaniem hipokryzji czy przestępstwa. Niedawno media obiegło nagranie wykonane potajemnie przez bitą i poniżaną żonę lokalnego radnego. Wszystko działo się w domu, jednak nie można mieć wątpliwości, że  damski bokser nie powinien pełnić publicznych funkcji. Radnym już nie jest. O naruszeniu wizerunku ani o zniesławieniu nie może być mowy.

Wizerunek – zgoda pisana, zgoda odwołana

Co ciekawe, przepisy nigdzie nie precyzują jaką postać ma mieć wymagana zgoda. Nie musi to być oświadczenie na piśmie! Dziennikarze telewizyjni często dopytują podczas nagrania czy rozmówca wyraża zgodę na publikację wizerunku. Potem muszą pamiętać, by ten fragment nagrania zarchiwizować. Z drugiej jednak strony osoba, która wypowiada się przed mikrofonem z logo stacji i przed kamerą siłą rzeczy wyraża zgodę na publikację wizerunku. I takie domniemanie powinno wystarczyć przed sądem, choć oczywiście pisemna deklaracja jest najpewniejsza. Podobnie nagranie takiej zgody na dyktafon podczas  przeprowadzania wywiadu powinno sprawę załatwić.

Co ważne – zgodę na publikację można odwołać. I tak pewien biznesmen,  który kilka miesięcy wcześniej chętnie pozował mi do zdjęć – po kolejnym krytycznym artykule wkurzył się i zagroził sądem jeśli jeszcze raz pokażę jego twarz i opublikuję nazwisko. Cóż, nie jest przy tym osobą publiczną więc nie mam wyjścia. Zdjęcie mogę sobie oglądać na monitorze komputera i tyle.

Wizerunek gdy etyka jest najważniejsza

Oprócz względów prawnych trzeba zawsze myśleć o etyce. Bo nie wszystko, co prawnie dozwolone jest moralnie dopuszczalne. Gdzie jest granica pomiędzy pokazywaniem  scen z wypadków czy pożarów, a epatowaniem cudzym nieszczęściem i tragedią? Gawiedź, szczególnie ta zgromadzona przed pulpitem laptopa żyje w świecie zerojedynkowym i chętnie szuka łatwych rozwiązań. Sprawca wypadku będzie wyzywany i poniewierany, bez względu na rzeczywiste przyczyny wydarzenia. Z drugiej strony pokazując nieszczęście katastrofy możemy uruchomić cały łańcuch ludzkiej solidarności i pomocy.

Zawsze przed kliknięciem przycisku „publikuj” trzeba się zastanowić nad konsekwencjami.

Fot.: Robert Szcząchor