Wiola Brzeźniak i jej droga do nieba

Wiola Brzeźniak

Dlaczego pomagaliśmy? Bo poczuliśmy się lepsi. Dotarło do nas, że możemy coś zrobić. Odkryliśmy w sobie odrobinkę dobra. Ale Wiola Brzeźniak odeszła.

Gdy przez kraj przetaczają się pochody narodowców, parady niepodległości i festiwal udawanej radości – gdzieś koło Radomia przechodzi właśnie milczący kondukt. Pogrzeb jak pogrzeb powiesz. Może. Ale to także pogrzeb i naszych nadziei i wiary, że się uda. Że potrafimy. Że wszystko w naszych rekach.

Znałem ją tylko ulotnie. Krótkie spotkania, rozmowy. Kontakt gdzieś na Facebooku, przez maila. Na stronie SiePomaga  zaglądanie na ile „się pomogło”. W albumie zdjęcie z Janem Ziobro, narciarskim skoczkiem podczas wizyty w rabczańskiej klinice.

Wydawało się, że zwyczajnie możemy przechytrzyć śmierć. Nie udało się. I tylko pozostaną krótkie wspomnienia i z każdym dniem gasnąca pamięć.

Odrobina dobra

Wiola Brzeźniak, filigranowa dziewczyna miała zaledwie 25 lat. I pecha jaki spotyka jedno na kilkadziesiąt tysięcy niemowlaków w Polsce. Mukowiscydoza. Choroba śmiertelna, nieludzka, pozbawiająca powoli, systematycznie tego co najważniejsze – oddechu.

Tym razem wydawało się, że jest wszystko, by przeszczep się udał. Nie powinien być specjalnie skomplikowany ani trudny. Takich transplantacji robi się coraz więcej. Także w Polsce. Nowe płuca – nowe życie. Jedyna szansa. W tym przypadku nie było też kłopotów z pieniędzmi.  Dzięki darczyńcom, wystarczyło ich, by przeprowadzić zabieg w Wiedniu. Tam była większa szansa na znalezienie dawcy. Bo Wiola miała jeszcze tego pecha, że oprócz mukowiscydozy miała rzadką grupę krwi  ORH+.

Był już nawet alarm o trzeciej nad ranem. Niestety odwołany po kilku minutach. Niezgodność. I czekanie miesiącami. Od marca. Oddech zanikał. Wiola odeszła w rabczańskiej klinice w sobotę, 7 listopada.

Podobno się zakochała. Odrobina nieba zanim do nieba ostatecznie trafiła. W sobotę, 7 listopada.

Dlaczego tak się rozpisuję o dziewczynie, której niemal w ogóle nie znałem?

A dlaczego tak wielu ludzi zaoferowało jej pomoc? Ktoś przekazywał gadżety na licytację, ktoś zorganizował zawody, imprezy charytatywne, zbiórki. Cała lawina pomocy. Ludzi kompletnie obcych, niezwiązanych. Jak Bartek, redakcyjny kolega, który odstąpił jej swą całą fotoreporterską nagrodę. Mnóstwo wolontariuszy, którzy jeśli nie mieli pieniędzy – zaoferowali czas.

Znów pytanie: dlaczego? Bo poczuliśmy się lepsi. Dotarło do nas, że możemy pomóc, tak po prostu czasem nawet nie wychodząc z domu. Odkryliśmy w sobie odrobinkę dobra, którym możemy się podzielić. Taka transplantologia nadziei.

Cud się zdarza

Bo jest w nas jeszcze wiara w cud. Jak w przypadku ośmioletniej Oliwki. Właściwie w styczniu umierała w drodze do wiedeńskiej kliniki. Był moment, gdy lekarz kazał zawrócić karetkę wiozącą ją do czekającego już samolotu. Wydawało się, że już odeszła.

Poleciała wraz z rodzicami, by dokonać ryzykownego w jej wieku rodzinnego przeszczepu. Po jednym płucu mieli przekazać jej mama i tato. To była jej ostatnia szansa. Na miejscu stało się to, czego nikt nie mógł się spodziewać. Do ośrodka trafiły płuca od ośmioletniego dawcy. Pasowały idealnie. Transplantacja się udała. Oliwka już wróciła do domu, a jej historię opisała Anna Skoczylas-Ligocka w lipcowym wydaniu periodyku Mukowiscydoza.

Komunia

Za pozbawionym emocji terminem „dawca” kryje się czyjaś tragedia. „Nowe płuca” to także czyjaś śmierć. Nikt nie potrafi powiedzieć co czują w tym momencie bliscy odchodzącego człowieka. Nie da się zmierzyć czyjegoś bólu. I trzeba uszanować każdą decyzję. Także taką, by odmówić transplantacji, ciało spalić, szczątki pochować.

Mimo to, coraz więcej osób decyduje, by organów „nie zabierać do nieba” – jak głosi slogan społecznej reklamy. Dać życie po raz kolejny. Komuś innemu, nieznanemu, potrzebującemu, także umierającemu. Przekazanie serca, płuc, wątroby czy innych części ciała dziecka, małżonka to także rodzaj komunii, duchowej więzi,  przedłużenia życia, pamięci.

Dla Wioli nie udało się znaleźć dawcy.  Może rzeczywiście nie odszedł nikt z tak rzadką grupą krwi. Może ktoś z bliskich, lekarzy nie wiedział, że transplantacja może uratować młode życie. Może za mało tłumaczymy, przekonujemy, namawiamy. Może gdyby ktoś przeczytał o takiej możliwości nie zawahałby się nad łożem zmarłego bliskiego?



« (Wcześniejszy tekst)



  • Dziękuję za ten tekst. Chciałbym żeby cały świat go przeczytał …

  • Dziękuję za miłe słowa, choć wolałbym, gdyby ten tekst nie powstał. Ale skoro może komuś dalej pomóc lub zmienić nastawienie do transplantacji – proszę udostępniać link komu tylko się da!