Wiadomości lokalne na Facebooku i spokój wydawcy

Na walce z fake newsami niewinni nie polegną. Wiadomości lokalne na Facebooku  dotrą do swoich czytelników w okolicy także za pośrednictwem socialmedialnego giganta.

Facebook rusza na wojnę. Larum podnoszą „wydawcy” szczególnie ci, którzy na Fb próbują zarabiać sprzedając kursy, swoje produkty i usługi. Łzy wylewają ci, którzy żywią się hejtem, produkują ploty i rozsiewają pomówienia określane staropolskimi słowami „fake news”.

– Facebook tnie zasięgi – alarmują, a niektórzy nawet na znak protestu likwidują swoje profile.

Tymczasem Mark Zuckerberg ze spokojem mówi o powrocie do źródeł i tworzeniu medium przyjaciół i znajomych. Mają rację „wydawcy” wpadając w panikę. Zwykli użytkownicy jednak mogą odetchnąć. Na tablicy będzie więcej wieści od przyjaciół i rodziny, mniej biznesporad, zaproszeń na szkolenia, reklamowych tekstów i politycznego jadu.

Wiadomości lokalne na Facebooku. Zuckerberg z nami

Ale jest i zmiana. Właśnie Facebook ogłosił, że wśród preferowanych treści znajdą się też wiadomości lokalne.

– Wiadomości lokalne pomagają budować społeczność – zarówno w trybie offline, jak i offline – przekonuje Mark Zuckerberg.

W kanale wiadomości pojawiać się będą te, które pochodzą z twojej okolicy bez względu czy od wielkiego wydawnictwa czy małego portalu. Jeśli będziesz do nich wracać – ich priorytet wzrośnie. Wszystko po to, by poczuć się jak w domu – wśród znajomych, rodziny i z ulubioną lokalną gazetą w ręku.

Początkowo wiadomości lokalne na Facebooku testowane będą w Stanach Zjednoczonych, ale z czasem ma obowiązywać na całym świecie. Warto więc stawiać na ciekawe wiadomości, które publikujemy na Fb, by  nie były to tylko linki czy jednozdaniowe zajawki.

– Ludzie mówią nam, że chcą zobaczyć więcej lokalnych wiadomości na Facebooku – pisze Mark Zuckerberg. –  Pomagają nam zrozumieć problemy, które są ważne w naszych społecznościach i mają wpływ na nasze życie. Badania sugerują, że czytanie lokalnych wiadomości jest bezpośrednio związane z zaangażowaniem obywatelskim. Ludzie, którzy wiedzą, co dzieje się wokół nich, częściej angażują się i zmieniają świat – przekonuje założyciel Facebooka.



RODO czyli prawo do bycia zapomnianym

W czasach, gdy wszyscy dążą do tego by być dostrzeżonym – takie prawo wydaje sie kuriozalne. A jednak.

Unijna dyrektywa krytykowana jest w każdy sposób. Płaczą pracownicy firm, które przechowują dane.

– Nie wolno mi będzie trzymać żadnych dokumentów na biurku. Jak pan przyjdzie za pół roku to będę musiała mieć czyste biurko, wszystko pochowane – irytuje się agentka, gdy ubezpieczam samochód.

Przedsiębiorcy łapią się za głowę wciąż nie wiedząc czy i jak przechowywać dane swych pracowników i klientów. Firmy szkoleniowe mają czas żniw – strach przed nowym ma coraz większe oczy. Można się zastanawiać, czy baza mailingowa, która z trudem kompletowałem i zgłosiłem do Głównego Inspektora Ochrony Danych Osobowych jest wciąż legalna czy już nie.

Jednak to, co jest uciążliwością dla właściciela firmy staje się wybawieniem dla klienta. To właśnie prawo do bycia zapomnianym w cyberświecie, który wszystko pamięta wydaje  się być zbawienne.

Pani Leokadia?

Sam opisywałem na łamach Tygodnika Podhalańskiego przypadek  nowotarżanki, którą miesiącami nagabywali pracownicy banku. Gdyby jeszcze chodziło o prawdziwe dane. Ale ktoś zapisał panią Kasię jako… Leokadię Mazur. I pracownicy banku notorycznie wydzwaniali.

– Dzień dobry, czy rozmawiam z panią Leokadią Mazur? – to zdanie rozpalało ją do czerwoności, doprowadzało do szału, a szał wyładowywała na Bogu ducha winnej telefonistce.

Kolejne żądania usunięcia danych nie skutkowały. Nie wiadomo czy nikomu nie chciało się usunąć nazwiska Leokadii Mazur czy może była w wielu bazach, na różnych komputerach i biurkach nie do zliczenia. Ostatecznie dopiero interwencja dziennikarska i tekst w gazecie spowodował, że Leokadia Mazur z Nowego Targu wyzionęła cybernetycznego ducha.

Sam też po szczęśliwym rozwodzie z jednym z banków starałem się raz na zawsze zapomnieć jego nazwę. Nie dało się. Miesiącami odbierałem telefony z propozycją kredytu, debetu, karty, faktoringu i wszelkich form kapitalizacji mojego finansowego szczęście. Nie pomagało odkładanie słuchawki, złośliwości – skoro i tak za każdym razem dzwonił kto inny. Nic nie dawały prośby o usunięcie mnie za bazy, bo dawno nie jestem, ani nie będę klientem, a o samym banku mam najgorsze zdanie z możliwych. Zapomnisz mnie wreszcie wredny banku?

Punkt widzenia

Analizując zmiany w świecie obowiązujących nas przepisów czasem warto dostrzec też ich dobrą stronę. Pewnie niedociągnięć jest równie wiele, ale pocieszmy się choc tym, że dzięki RODO uciekniemy przed natrętami, a Facebook podsunie nam lekturę tekstów ulubionej gazety lokalnej. Może świat nie jest taki zły?

Czytaj też: Facebook dla opornych – dziennikarzy i nie tylko

Photo on Foter.com