Szachy dla trzech – gdy heglowską dialektykę trafia szlag

 

Gdy zewsząd atakują nas informacje o ukraińskiej wojnie siadamy do szachów. We trójkę. I rozgrywamy partię. Między dobrem, złem i tym trzecim.

Do Jana Żurka trafiłem przez przypadek. Przygotowywałem właśnie tekst na ferie o atrakcjach turystycznych Zawoi. A, że śniegu było jak na lekarstwo – narciarskie atrakcje nie wchodziły w grę. I dowiedziałem się o Przysłopiu – niewielkiej wiosce leżącej u styku trzech gmin, wysoko w górach. Co ciekawe – w tym odległym przysiółku szkoła ma ogniwa fotowoltaiczne i oczyszczalnię ścieków, proboszcz postawił wiatrak, a Żurek – wymyślił jedyne na świecie szachy dla trzech graczy. Zanim zasiadłem z autorem do pierwszej partii usłyszałem o genezie pomysłu. Tu wcale nie chodziło o sposób na biznes. Chodzi o filozofię… I Jan Żurek, stolarz z zawodu i leśnik z wykształcenia przekłada wizję profesora Jacka Filka, etyka, na szachowe pola.

Cały świat wciąż wydaje się podzielony na dwie przeciwstawne części. Jeśli jest anioł, to musi być diabeł, jeśli jest dobro, to musi być i zło. To samo jest z samym złemSą dwa jego rodzaje – albo ja wyrządzam komuś krzywdę, albo jej doznaję. Takie postrzeganie świata ma historyczne uzasadnienie – wystarczy spojrzeć na dzieje wojen. Nawet jeśli weźmie w nich udział dowolna liczba walczących, to szybko zawiązują się sojusze i w efekcie mamy dwie walczące strony.

Ale takie spostrzeganie świata prowadzi do uproszczeń. Wynikałoby z niego, że jeśli ja nikomu krzywdy nie czynię ani sam go nie zaznam to  stoję całkowicie poza złem? Ono mnie nie dotyczy? Przecież to nieprawda! Trzeba więc wyróżnić jeszcze trzeci rodzaj zła – bycie świadkiem zła. Jest ono pośrednio i doznawaniem i czynieniem tego zła. Trzecim elementem.

Stąd Żurkowe szachy zawierają jeszcze figury i pionki czerwone, a plansza ma kształt sześciokąta. Trzeba się przyzwyczaić, że goniec jadąc po skosie może atakować tak w jedną stronę jak i w drugą. Przejście przez środkową rozetę pozwala wybrać dalszą drogę – w stronę białych jak i czarnych.

Ale co zrobić, by w grze dla trojga nie zaczęły tworzyć się sojusze by wyeliminować jednego przeciwnika? Wyjście okazało się wyjątkowo proste. Wystarczyła zasada, że wygrywa ten, kto zada pierwszego mata – pozostali dwaj przegrywają. I rzeczywiście to działa. Bo widząc, że zagrożony jest jeden z graczy muszę mu pomóc, by przedłużyć swoja szanse na zadanie mata.

*

Wysłuchując relacji z Ukrainy  tak chciałoby się zaprosić strony konfliktu do wspólnej partii szachów: Ukraina – Rosja – Świat. Nie po to, by wygrać, ale pomóc słabszemu i znaleźć tę trzecią drogę – między dobrem, a złem.

Tylko, kto z wielkich potrafi zagrać w Żurkowe szachy?



« (Wcześniejszy tekst)
(Późniejszy tekst) »