Dziennikarski warsztat 7. Tytuł jest najważniejszy

tytuł

To wisienka na torcie. Nie jakaś ozdóbka, zbędny dodatek czy stylistyczny wygibas. To coś, co przykuje wzrok i wzbudzi zainteresowanie na tyle, by pozostać przy tekście do jego końca.  To esencja twojej pisaniny. To TYTUŁ.

Wydaje się , że to najłatwiejsze zadanie. Po prostu tytuł. Coś jak postawienie kropki, czy podpis pod tekstem. Można go zbyć, wpisując krótką informację w stylu: „Wójt Dudek potwierdził start w wyborach samorządowych”. Jest treść, konkret, informacja. Nie ma czegoś, co mną poruszy. Nawet jeśli owego Dudka bym znał, a jako czytelnik lubił bądź nienawidził. Ot, nuda – jakby powiedział inżynier Mamoń.

Dobór sposobu pisania tytułów to często przyjęta z góry przez redakcję linia. Jedne gazety preferują właśnie długie, informacyjne zdania. Cóż, musisz się zgodzić – nie poszalejesz wyobraźnią. Ale nie ignoruj tematu – tu też jest wiele do zrobienia.

Kiepski tytuł = kiepski tekst

Są różne szkoły – z reguły tytuł zostawiam sobie na koniec. Chyba, że gotowa formuła krąży mi po głowie, śni po nocach i wiem, że to będzie to, co idealnie uzupełni mój tekst. Ale to rzadkość. Dlatego nawet mając notatki, głowę pełną myśli – wisienkę na torcie – niczym zawodowy  cukiernik – zostawiam sobie na koniec. Wtedy wiem, co mam w tekście, jakich cytatów użyłem i jakie sformułowania mogą ciekawie zagrać. A wracając do mojego wójta Dudka – chętnie sięgnąłbym pewnie po coś więcej, niż informację o tym, że kandyduje. Jakby nie patrzeć w moim terenie właśnie tę samą dobrą nowinę ogłasza kolejnych siedmiu wójtów i trzech burmistrzów. Czy decyzję każdego opatrzę tym samym tytułem? Głupio by wyszło.

Może sięgnąć po program wyborczy? „Dudek obiecuje basen – o ile wygra”. Kusi mnie, by  poironizować i wrzucić „Dudkowe wodotryski”, choć i tak wiem, że nie pobiję nigdy inwencji jednego z zakopiańskich dziennikarzy. Gdy ówczesny burmistrz Zakopanego Adam Bachleda Curuś wybudował oczko wodne na Krupówkach – jeden z tytułów brzmiał po prostu: „Wytrysk Curusia”. Jak mawiają hokeiści – autor pojechał po bandzie, ale sensacji nie było. Sprawy w sądzie też.

Zanim oddasz gotowy tekst redakcji wypisz sobie na kartce kilka, a nawet kilkanaście wersji tytułu. To nie tylko sposób na wypracowanie czegoś ciekawego, ale i dobre ćwiczenie na przyszłość. Jeśli masz czas – zostaw sobie tytuł na rano czy wieczór -świeży, wypoczęty umysł może zdziałać cuda.

Renata Gluza w Biblii Dziennikarstwa (rozdział pt.: Pisz, nie nudź) zauważa, że w dobrym tekście łatwo znaleźć wiele pomysłów na dobry tytuł.

Redaktorzy powiadają, że sprawdzianem, czy tekst jest dobry, może być wymyślenie do niego tytułu. Zgodnie potwierdzają, że do wartkiego, dobrego tekstu łatwo jest wymyślić parę niezłych tytułów, podczas gdy do złego artykułu pasuje jak ulał tylko zły tytuł i nijak nie da się wymyślić lepszego. Tymczasem dobry tytuł jest jak perła w koronie, może podnieść wartość twojego tekstu o klasę wyżej.

 

Gdy tytuł do dupy

Załóżmy, że tekst o wójcie Dudku jest świetny, lekki i napisany z poczuciem humoru. Nie wiemy, czy Dudek też humorem tryska, ale to nas akurat najmniej obchodzi. Można popróbować parafrazy Wyspiańskiego co w połączeniu z wyborczym pomysłem na pływalnię dałoby tytuł: „Dudek: basen mój widzę ogromny”.

Jeśliby akurat zdarzyłoby się, że wójt ogłasza swój wyborczy program na jakimś tarasie, pewnie dziennikarza mogłoby skorcić skojarzenie z głupią pioseneczką: „Dudek siedział na dachu”. Cóż, już liznęlibyśmy tabloidu. Ale jeszcze gorzej byłoby pójść krok dalej w stronę dalszego natrząsania się z nazwiska. Nie przystoi. Choć tytuł „Wyborcy wydutkani” aż się ciśnie na klawiaturę cynicznego złośliwca. Nie idźcie tą drogą. Zabawa słowem – owszem jest wskazana przy wymyślaniu tytułów. Ale musisz pamiętać, że trzeba to robić inteligentnie i ze smakiem. Bo inaczej sam wyjdziesz na… dupka.

Ja tylko pytam – słyszałem tę frazę w radiu ilekroć odwiedzałem babcię. O ile klasyk może w ten sposób myśleć, że ominie wymóg dziennikarskiej rzetelności – ty tego nie rób. Szczególnie w tytułach. Znak zapytania sugeruje jedno – że autor nie zna odpowiedzi. A jeśli tak, to po co czytać jego wypociny? „Czym wójt Dudek zaskoczy wyborców?”. „Co wójt obiecuje wyborcom?” – to frazy, które zniechęcają. Jak nie wiesz o czym piszesz to nie pisz. – W dupie byłeś i gówno widziałeś – mawiała pewna starsza pani, gdy próbowałem wyłożyć  jej sens życia.

Niektórzy próbują wyłożyć swój geniusz tajemnymi znakami. Przymrużenie oka, coś jak emotikon, filuterny uśmieszek w stronę czytelnika. Zaczyna się świetnie, prawda? Tyle, że w praktyce oznacza natłok znaków interpunkcyjnych, które podniecą tylko autora. „Wójt Dudek obiecuje… Ale co!?”. Albo: „19,5 mln zł. – Dudka skok do… basenu!!!”. „Co złego to nie ja; wójt startuje z… basenu?”. Może i ktoś spróbowałby w tym zauważyć jakiś sens, gdyby nie niepotrzebna gmatwanina znaków. W tytule najlepiej żeby nie było ich w ogóle.

Tytuł. Trening czyni mistrza

Wystarczy wziąć do ręki najnowszą gazetę, by znaleźć wiele przykładów tytułów świetnych, dobrych i fatalnych. Warto unikać błędów, które popełniają inni. O tym, że tytuł nie może być długi i przegadany – nie muszę cię przekonywać. Jaki jeszcze być nie powinien? Gotowej recepty ci nie dam, bo takiej nie ma nikt. Do tego z roku na rok trendy się zmieniają. Jednak, warto pracować. Najlepiej wspólnie z redaktorem, albo podczas dziennikarskich warsztatów, do których nieustająco namawiam.

Ciąg dalszy:
DZIENNIKARSKI WARSZTAT 8. PYTANIE JAKO PODSTAWOWE NARZĘDZIE PRACY DZIENNIKARZA

Wszystkie wpisy tej kategorii znajdziesz w zakładce Dziennikarski warsztat






  • K-a W-k

    Święta prawda, najtrudniejszy w całym tekście! W porównaniu z nim, reszta jest easy 🙂 Nie wiem, czy kiedyś nauczę…

    • Trening czyni mistrza! A na blogu masz okazji do niego mnóstwo. Tym bardziej, że jest możliwość podejrzenia w statystykach na ile tytuł chwycił – nie tyle wyszukiwarki, ale przede wszystkim czytelników. Bo można ustawiać wszystko pod SEO, ale wówczas treść będzie nijaka. I ludzkość nas oleje…