Transplantacja – dar powtórnego stwarzania

transplantacja

Wiola, Michasia, Iga i wiele innych dla których transplantacja oznaczała życie. Warto przypomnieć sobie ich twarze, gdy dyskutuje się o etyce.

Mówi, że media niezbyt często poruszają ten temat. Ma rację. Choć możnaby złośliwie odbić piłeczkę dodając, że jeszcze rzadziej słychać, by ksiądz na kazaniu namawiał do noszenia przy sobie oświadczenia woli. Tym większe było moje zaskoczenie, gdy ksiądz, rektor Podhalańskiej Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Nowym Targu bez ogródek apelował o deklarowanie chęci oddania narządów do przeszczepów.

– Każdy powinien nosić przy sobie oświadczenie woli pozwalające – gdyby coś się stało – użyć jego organów do przeszczepu. Pamiętajmy, że każdy z nas dziś jest potencjalnym dawcą, ale jutro może się okazać, że jest także potencjalnym biorcą – podkreśla duchowny, nie ukrywając swego poparcia dla idei.

I zauważa, że Kościół katolicki od początku daje zielone światło transplantacjom. Właśnie ten mocny głos duchownego otworzył poniedziałkowe sympozjum na temat mukowiscydozy. Choroby, która jest wyrokiem. Dramatem rozłożonym na lata powolnego konania. Gdzie nadzieję otwiera czyjaś śmierć. I czyjeś płuca. Bo transplantacja jest jedyną nadzieją na przedłużenie życia chorych na mukowiscydozę.

Transplantacja. Gdy życie jest cudem

Spotykałem się z nimi wielokrotnie. Wciąż facebook przypomina mi „pogratuluj urodzin Wioli„. Facebook nie wie, że można co najwyżej uczcic rocznice śmierci Wioli. Szczupłej, kruczoczarnej dwudziestopięciolatki, która nie doczekała swej szansy. Spotkaliśmy się niegdyś w rabczańskim Instytucie Gruźlicy i Chorób Płuc. Zajrzałem, by opisać spotkanie Janka Ziobro, skoczka narciarskiego z chorymi na mukowiscydozę. Mówiła, że stoi w kolejce do nieba.  Miała szansę na przeszczep i nowe życie. Nie udało się.

Podobnie jak Michasi. Spotkałem ją, gdy przygotowywałem tekst o tym jak chorzy na mukowiscydozę kibicują występującej na igrzyskach w Soczi Justynie Kowalczyk. Mistrzyni z Kasiny Wielkiej nieustannie i bez rozgłosu aktywnie wspiera chorych. Michasia miała zaledwie 12 lat. Potrzeba było zebrać 150 tys. euro na przeszczep w Wiedniu. Mimo tłumów ludzi dobrej woli, akcji, aukcji i łańcucha pomocy – nie udało się. Średnia życia chorych na mukowiscydozę w Polsce oscyluje wokół dwudziestu kilku lat. Przypadek Michasi był tym, który mocno zaniżył statystyki. Zmarła trzy lata temu. Miała 13 lat.

Podobnych historii śmierci i narodzin znają w rabczańskim instytucie wiele.

To właśnie dziś, bawiąc się stokrotką w wyliczankę, wyliczyłam sobie, kiedy pojadę na przeszczep. Wyliczanka polegała na wyrywaniu płatków, tylko zamiast „kocha, nie kocha” mówiłam: „dzień, tydzień, miesiąc”. Wypadło na tydzień, ale postanowiłam zabawić się jeszcze raz, tym razem mówiąc: „tydzień, dwa, trzy”. Wynik był następujący: na przeszczep wyjeżdżam za trzy tygodnie lub w trzecim tygodniu – to fragment wspomnień Igi Hedwig „Moje życie jest cudem.”

Cud trwał 22 lata. Trzy lata dłużej, dzięki transplantacji. Była pierwszą polską chorą na mukowiscydozę, która przeszła przeszczep płuc w Wiedniu. Zmarła w 2010 roku. Ostatnie jej trzy lata to nowe życie. Zrobiła prawo jazdy, skończyła wymarzony kurs barmana, wyjechała na 3 miesiące do Anglii, nauczyła się tańczyć. Zakochała się. Cieszyła się życiem jak mało kto. Ostatecznie jednak organizm zaczął odrzucać przeszczep.

Transplantacja. Cena roztropności

To tylko trzy historie, które mogłyby być emocjonalnym uzupełnieniem wykładu ks. Gulaka z etyki. Przypadki, które powinny przemówić do tych, którzy zastanawiają się czy transplantacja jest darem czy może uzurpacją cudzego życia.

Nie brak pytań w kwestiach etycznych, które dotyczą głównie sposobu pobierania narządów – szczególnie wówczas, gdy pochodzą od zmarłego dawcy.
Ks. prof. Stanisław Gulak nie ma wątpliwości. Podkreśla przy tym, że polscy transplantolodzy postępują w tej kwestii ostrożnie i roztropnie. Choć zgodnie z polskim prawem lekarze nie muszą pytać o zgodę zmarłego, ani jego rodziny – w Polsce nie było ani jednego przypadku, by z tego skorzystali. Sprawa jest zbyt delikatna, by pozwolić sobie na takie działanie.

Ponieważ takie organy jak płuca czy serce można pobrać jedynie od osoby zmarłej  – niezbędna jest pewność, że dawca nie żyje. To daje dopiero stwierdzenie przez lekarza śmierci pnia mózgu – dopiero wówczas można przystąpić do pobrania narządów. Granica bywa jednak cienka, gdy dotyczy praktyki uporczywej terapii. Współczesna technologia umożliwia podtrzymywanie organizmu przy życiu nawet wówczas, gdy mózg umarł. Wówczas to lekarz musi określić, kiedy odłączyć aparaturę. Zawsze jest to trudna decyzja.
Jak podkreśla ks. Gulak – transplantacja jest często jedyną drogą ratowania ludzkiego życia.

– Stąd mój apel także do mediów – twórzmy właściwy klimat, sprzyjający właściwemu zrozumieniu i kształtowaniu postaw. Nie ma większego daru dla drugiego człowieka – apeluje rektor.

Apel tej samej treści trzeba też skierować do duchownych, by nie bali się głosić, że nie ma większego daru. Że trzeba dzielić się życiem. A rodzina pogrążona w żałobie może mieć pociechę, że syn, mąż, ojciec wciąż żyje. Bo bije jego serce, oddychają płuca. Dał drugie życie.

A wystarczy poinformować bliskich, że jest się gotowym. Wydrukować oświadczenie woli i nosić je przy sobie np. z prawem jazdy czy dowodem osobistym. I nadzieją, że nigdy nie będzie potrzebne.

A chcący wesprzeć chorych na mukowiscydozę mogą kliknąć tu!




(Późniejszy tekst) »