Traktoriada czyli wariactwo lekiem na zwariowane czasy

Traktoriada

Jadą pięćdziesięcioletnim Ursusem do Afryki. Traktoriada to podróż, ale podparta gospodarczym patriotyzmem. A mi udało się na chwilę do niej dołączyć.

Lakoniczna informacja dotarła mailem. W telegraficznym skrócie sprowadziła się do kilku haseł: traktor, Afryka, przystanek Mszana Dolna. Tak spotkałem kolejnych szaleńców, którzy pasją nakręcają wszystko dookoła. I rozsadzają rzeczywistość niezwykłą dawką energii.

TraktoriadaMróz był siarczysty. Do Mszany Dolnej już nie zdążyłem. Umówiłem się na następnym przystanku. W Sidzinie u Lipków.

– O ósmej? – dopytuję nieśmiało bojąc się, że będę musiał stawić się jeszcze wcześniej, mimo, że za oknem trzaskał siarczysty, styczniowy mróz.

– Najpóźniej, bo właściwie wtedy będziemy wyjeżdżać.

Zdążyłem. Ale wcale nie wyjeżdżali. Był czas na długą rozmowę w kuchni przy ciepłym, kaflowym piecu. I opowieści jeszcze gorętsze, bo przesycone opisami miejsca docelowego – Etiopii.

Stary, pięćdziesięcioletni C-328 wyglądał niezwykle. Przyczepa kempingowa Niewiadów, dodatkowa kanapa na błotniku, z której widać świat niczym z grzbietu słonia. Żółty kogut i biało-czerwona flaga.

Cały zestaw stał w pogotowiu, by wyruszyć. Przynajmniej tak się nam wydawało. Bo gdy tylko Marcin Obalek z Piotrem Śliwińskim próbowali odpalić maszynę – ta niezbyt chętnie odpowiadała na próby rozruchu na prawie dwudziestostopniowym mrozie. Musieli się sporo nagimnastykować i dopompować tyle paliwa, by w końcu z rury buchnął czarny dym.

Ursus dobry na każdą glebę

TraktoriadaAle co ma wspólnego Ursus z Afryką? Maszyna pochodzi jeszcze z czasów, gdy niemal wszystkie jej części wyrabiano w kraju. Ciągle są dostępne, tanie, a całość łatwa w naprawie. Traktoriada przejechała już Polskę (startowali w Mońkach, na dłużej zatrzymali się w Bieszczadach), pokonała Słowację, Węgry i dotarła na Słowenię. Dalej ma ruszyć do Włoch. skąd przepłynie promem do Izraela. Takie są plany.

Potem szlak Napoleona poprowadzi ich do Egiptu i dalej śladem Stasia i Nel dotrą Etiopii. Dlaczego akurat tam? Podczas wywiadu dla Tygodnika Podhalańskiego przekonywali, że Traktoriada to coś więcej niż wycieczka.

– To nie jest jedynie wyprawa turystyczna – wyjaśnia Marcin Obałek, z wykształcenia zootechnik. – Jedziemy do dużej firmy, z którą nawiązaliśmy kontakt podczas targów rolniczych w Nadarzynie. Chcemy im pokazać, że mamy tak świetne ciągniki, że nawet 50-letnim Ursusem można dotrzeć do Afryki.

A skoro można – to można także pracować w afrykańskie upały. W kraju, w którym brakuje ciągników cenowo dostępnych i jakościowo dobrych – używane Ursusy mogą podnieść z upadku miejscowe rolnictwo.

Traktoriada. Pełny bak wariata.

TraktoriadaI tak podróżnicza pasja podklejona gospodarczym patriotyzmem zaowocowała niezwykłą wyprawą. Trzeba przypomnieć, że nie pierwszą. Bo Obałek na traktorze zjechał już Amerykę Południową. Tyle, że był to znacznie młodszy Ursus. Teraz jadą niemal zabytkowym. W planach na lata mają objechanie traktorem całego świata.

– Ludzie mówią o nas: wariaci – dodaje ze śmiechem Marcin. – Ale to, co robimy, jest podszyte patriotyzmem, tym gospodarczym. Nie mamy wpływu na wielką politykę, ale mamy na to, co kupujemy. Kupujmy więc polskie. A my polskie towary promujemy w świecie. Cały czas pojawiają się nowe pomysły!

Traktoriadę można śledzić na Facebooku. Mają też swoją stronę traktoriada.org, gdzie można nie tylko znaleźć wszelkie informacje, ale i wesprzeć pomysł. Bo Traktoriady nie napędzają wielkie firmy (wszak Ursus padł), ani bogaci sponsorzy. Więc jeśli chcesz wlać trochę ropy do baku – zatankuj go przelewem bankowym, lub kup kilometry za pośrednictwem PayPal.

Powiesz, że dobrze się bawią i podróżują więc niech to robią za swoje? Może i masz rację. Ale za infekcję optymizmem jaką każdemu aplikują – należy im się choć złotówka. Skoro żyjemy w zwariowanych czasach i na wariackich papierach –  warto wariatów wspierać.