Szacunek w biznesie potrzebny jak tlen

Szacunek w biznesie -

W pierwszych dniach Nowego Roku popuszczam wodze fantazji i idę w kierunku utopii. Ale szacunek w biznesie wcale nie jest niemożliwy do zrealizowania.

„Pańskie oko konia tuczy” i „Jaka płaca taka praca” to przysłowia, które zamiast mądrością są przekleństwem polskiego biznesu, także gazet lokalnych. W pierwszych dniach Nowego Roku popuszczam wodze fantazji i idę w kierunku utopii. Wcale nie takiej niemożliwej do zrealizowania.

Pamiętam rozmowę sprzed wielu lat z dziennikarzem i wydawcą niewielkiej, lokalnej gazety. Opowiadał, że nie jest w stanie zbudować odpowiedniego zespołu. Przez kilka lat prowadzenia firmy przewinęło się przez nią blisko sto osób. Nowych pracowników zwalniał za koleją, bo nie spełniali oczekiwań. Byli słabymi dziennikarzami, bądź też nie byli w stanie realizować linii redakcji. Wylatywali z pracy zanim jeszcze zdążyli się czegokolwiek nauczyć. Albo odchodzili, gdy poczuli, że już coś potrafią i nie muszą się męczyć z upierdliwym chlebodawcą.

A przypominasz sobie stare, wytarte powiedzonko chyba każdego, polskiego szefa? – Słuchaj mam szufladę pełna podań o pracę ludzi chętnych na twoje stanowisko… Nie podoba się? To do widzenia.

Nie słyszałeś tego? Nie wierzę. Dziś szuflady szefów często świecą pustkami. A i znalezienie dobrego dziennikarza z doświadczeniem jest coraz trudniejsze.

Teraz druga strona medalu. Przekonanie, że niska płaca to wystarczające uzasadnienie dla równie słabo wydajnej pracy.

-Za te pieniądze mam się brać za trudne tematy? Ryzykować sąd i zszargane nerwy? Po co? – zapytasz w końcu.

Bo widzisz przykłady kolejnych dziennikarzy śledczych, którzy odchodzą do biznesu. I czytasz miałkie teksty tych, którzy ich mieli zastąpić.

Ale stary, sprawdzony system funkcjonuje. I ma się dobrze w niemal każdej polskiej firmie zaczynając od korporacji.

Wiem, zaczynam zrzędzić jak stara pierdoła. Malkontent bez wizji i pomysłu.

Folwark biznesowy

Szacunek – okazuje się tym, czego najbardziej brakuje w polskich firmach. Tych wielkich jak i tych całkiem malutkich.

To konkluzja wywiadu z Jackiem Santorskim, psychologiem biznesu, który przeprowadził Grzegorz Sroczyński na łamach Dużego Formatu Gazety Wyborczej (Głodni szacunku, 24.XII.2015.).

Podaje on przykład szwedzkiej firmy, która ma problemy, by wdrożyć u nas swój system organizacyjny. Zamiast struktur i zwierzchności chce wprowadzić brak podziałów i współpracę. Dyrektor siedzi w jednaj sali z pracownikami, wszyscy mają podobny dostęp do informacji i narzędzi. Współpracują. A przynajmniej taki był zamiar. Bo akurat w Polsce szybko potworzyły się „silosy” – grupy zrzeszające ludzi realizujących podobne zadania, zaczęła się rywalizacja, oddzielanie, plotki i intrygi. Projekt nie chwycił.

Żeby uratować firmę  zbudowali już realne ściany, dyrektora przenieśli dwa piętra wyżej, ustanowili hierarchię. Santorski zauważa, że to nie jedyny przykład. Po prostu – w naszych przedsiębiorstwach demokracja się nie sprawdza. Dlaczego?

Firmy są pełne autorytarnych szefów mających skłonność do dominacji. Ale ktoś im na to pozwala. Brytyjski psychoanalityk Wilfred  Bion uważał, że grupa wymusza na liderze, czy stanie się demokratą, czy autokratą. Altruistą czy sadystą. Człowiek przedsiębiorczy zwykle jest zdeterminowany, drapieżny. Wchodzi więc do firmy ze swoim bagażem dominacji, a ludzie na to: „Tak, bij nas i tratuj! Będziemy na swoim miejscu”.

Z drugiej strony jednak powstaje niezdrowa wspólnota zjednoczona wokół hasła „przetrwamy każdy zarząd”.

Relikt postkomunistyczny? Skądże. Jacek Santorski dochodzi do wniosku, że tkwi to w nas znacznie dłużej – od czasów folwarcznych. I te folwarki przypomina. Z panem, karbowym i rzeszą parobków – struktura  odwzorowuje cały system odniesień z tamtych czasów. Z czołobitnością z jednej strony, pogardą z drugiej. Wymaganiem dobrej pracy i usprawiedliwianiem się ze swej nieudolności  zrzucanym na karb nieżyciowych wymagań.

Szacunek w biznesie – potrzeba podstawowa

Lekarstwo na ten niezdrowy, polski kapitalizm?

W większości polskich firm brak szacunku frustruje pracowników na równi z uciążliwościami organizacji pracy i niegodziwą płacą. (…) Nasze potrzeby są hierarchiczne, najpierw fizjologia, bezpieczeństwo, ale potrzeba szacunku znajduje się tuż nad nimi. Dopiero po względnym jej zaspokojeniu dochodzą do głosu potrzeby wyższe np.osiągnięć, samorealizacji. Musimy zaspokoić w Polsce tę podstawę, bo inaczej nie będziemy się rozwijać.

Czy struktura wzorowana na plastrze miodu zamiast hierarchii ma szanse się przyjąć? Wymiana poglądów, wysłuchiwanie każdego i krytykowanie pomysłów szefostwa? Współpraca między pracownikami zamiast ostrej rywalizacji? Dostęp do danych, wizji przyszłości firmy i współpraca w jej kreowaniu? Przecież to powinna być podstawa. Bo wszyscy jedziemy na tym samym wózku. I wszyscy za jego poruszanie się odpowiadamy. Musimy zaakceptować się nawzajem. I zerwać z myśleniem, że szef chce nas wyzyskać, a pracownik okraść. I jeszcze jeden cytat z wywiadu:

Struktura hierarchiczna może się sprawdzać, dopóki przedmiotem biznesu jest prosta, powtarzalna produkcja, konkurowanie ilością, ceną oraz układami w dostępie do zamówień, czyli, że kogoś znam, zatrudnię czyjąś córkę (…). I to się właśnie kończy. Wyczerpuje się ekonomia nisko rosnących owoców. Trzeba sięgać po nowe technologie, małe i średnie firmy powinny się łączyć w grupy. (…) Ale małe firmy prawnicze, spożywcze czy budowlane się nie łączą. Bo Polak Polakowi wilkiem, każde sioło woli wegetować osobno. Raz trochę lepiej, raz trochę gorzej, byle przetrwać, co oczywiście zależy od tego  czy ten chłop folwarczny nadal będzie chciał pracować za niskie stawki. . Żeby nie wiem jak duże pieniądze popłynęły  z Unii na innowacyjność polskiej gospodarki, to przy hierarchicznej strukturze naszych firm nic z tego nie będzie.

Szacunek w biznesie – burząc ściany

Pewnie z polskich firm nagle nie zrobimy szwedzkiego Eldorado. Ale warto próbować. Małymi kroczkami. Ograniczać hierarchię, a budować demokrację.

Także w naszych, lokalnych gazetach. Zamiast narzucania tematów i pomysłów – wypracowywanie ich podczas kolegiów redakcyjnych. Zamiast wydzierać klientów i strzec swoich baz danych w działach reklamy – wspólnie pracować nad metodami ich powiększania. Burzyć ściany między pracownikami i zespołami – te fizyczne i mentalne. Podpalić folwark, zbudować nowy system.

Utopia? Może tak, przynajmniej częściowo. Ale nie do zrealizowania w ciągu lat. Tymczasem warto choćby zacząć słuchać się nawzajem, uznawać cudze argumenty i pozwalać się wypowiadać tym, którzy są jeszcze nowi i nie mają doświadczenia. Ale mają pomysły,  których tak nam brakuje.

Bo wszyscy potrzebujemy szacunku. Jak tlenu.

Photo credit: Lars Plougmann via Foter.com / CC BY-SA