Starość i bohaterowie nieocenieni

Niezauważana, niedoceniana, pełna cudownych rozmówców. Starość – idealny temat dla dziennikarza. Wystarczy tylko zagadnąć

Właściwie każde spotkanie to gotowy wywiad, reportaż, sylwetka. Wystarczy usiąść i słuchać. Przenieść się do świata ich dzieciństwa, młodości. Wówczas na parę godzin staję się stenografem cudzych wspomnień. Potem projektorem cudzego życia. Zwykle są fantastyczni, otwarci chętnie odpowiadając na pytania.

Jak pani Janina, która opowiadając o ranie z czasów okupacji nagle podciąga spódnicę do góry, by pokazać bliznę na biodrze. Szczerze i bezpośrednio jak małą dziewczynka. Jak pan Wojtuś, który w domu pomocy społecznej obchodził 105 urodziny. Słyszał słabo, chodził samodzielnie, radził sobie całkiem nieźle, ale dopiero przy pielęgniarkach (szczególnie młodszych) był cały w skowronkach. Nie zamieniliśmy ani słowa. Wystarczyło na niego spojrzeć, by zrozumieć sekret długowieczności. Kobiety…

Mistrzowie mowy polskiej

Hrabiego Juliana Tarnowskiego, syna dawnego właściciela dóbr suskich  można było słuchać bez przerwy. Nie chciało się mu przerywać. Ze względu na wymowę, dbałą, czystą, dystyngowaną i piękną. Mimo 70 lat spędzonych w Paryżu.

Jeszcze bardziej zachwycił mnie Henryk Goldberg, nowotarski dentysta, który wyruszył na wojnę w 39 roku i z wojskiem przedarł się na Zachód, przez co uniknął holokaustu. Mimo, że całe dorosłe życie spędził w Izraelu i Stanach Zjednoczonych – nie sposób było dopatrzeć się w jego wymowie naleciałości obcego akcentu. I słuchać go można było z zapartym tchem. Szczególnie gdy opowiadał o Nowym Targu, którego już nie ma. W którym trzydzieści procent mieszkańców stanowili Żydzi. Ze swą synagogą, hotelem Hertza, sklepami, handlem i biedotą. Mieście, w którym stała jedyna na świecie skocznia narciarska należąca do żydowskiego klubu sportowego Makawi Nowy Targ.

O klubie i żydowskich kolegach ze szkoły opowiadał mi z kolei inny nieoceniony gawędziarz ujek Lutek, jak na niego wołali wszyscy w Mieście.

A niezwykle pouczające rozmowy z Andrzejem Kudasikiem, poloniście zakochanym do szaleństwa w góralszczyźnie? Dyskutowałem niejednokrotnie z samym Sokratesem, bo w tej roli umieścił go w swej Historii Filozofii po Góralsku ks. Józef Tischner. Znam i Ksantypę – wdowę po panu Andrzeju czyli poetkę Wandę Szado – Kudasikową.

Z góralskich filozofów miałem za to na pieńku z Empedoklesem, tragicznie zmarłym Janem Fudalą. Gdy jeszcze był dyrektorem rabczańskiego Muzeum Orkana, długo opieprzał mnie za to, że ośmieliłem się napisać o zbyt długo czekających na swój występ dzieciach z zespołu regionalnego. Niestety, nie nagrałem tego krasomówczego monologu, bo tak barwnie nie zrugał mnie nikt. Na koniec dodał, że jeśli spróbuję pojawić się koło jego muzeum – osobiście da mi w mordę. Teraz kilka razy w tygodniu odmawiam zdrowaśkę przechodząc koło jego grobu na mogiłę mego taty.

Świadekstarość

Historie żydowskie doprowadziły mnie  do poznania innego niezwykłego człowieka. Henryk Zdanowski z Mszany Dolnej opowiadał mi o swych kolegach i koleżankach spędzonych przez volksdeutschowskiego burmistrza Wilhelma Gelba na Rynek, a potem rozstrzelanych na Pańskiem. W sumie 881 ludzi. Starców, kobiet i dzieci. Jego sąsiadów, z których wielu znał po imieniu. Opowiadając tę historię pewnie po raz setny, dziewięćdziesięcioletni Henryk płakał rzewnymi łzami. Jakby to wszystko działo się wczoraj.

Starość. Historie dramatów

To nie tylko historie bohaterskie i godne podziwu. Czasem mimowolnie stają się ofiarami. Niesprawny, starszy człowiek chcąc nie chcąc, stał się ofiarą nienawiści  między swoimi dziećmi. Ustawiany przez córkę tak, by jak najgorzej wypowiadać się o synu. Sam z oczami wyrażającymi bezradność i kompletne zagubienie.

Inny, sparaliżowany, pozostawiony na łaskę brata, który nie miał serca wyrzucić go z domu, a nie miał za co go utrzymać. Tym bardziej, że chory nie wypracował sobie wystarczającego stażu pracy, by otrzymać choć minimalną rentę. Czy jeszcze żyją? Pewnie nie.

A gdy twój bohater kłamie

Ale to nie tylko historie podniosłe i z morałem. Nie żyje już inny bohater mojego reportażu. Siwowłosy, niebieskooki starszy pan. Chodził podpierając się laską. Patrzył głęboko w oczy. I opowiadał historię swego życia. O niewdzięcznych dzieciach, które mieszkając po drugiej stronie drogi skąpią mu talerza zupy. Złym sąsiedzie, który podczas awantury zaciął go nożem w brzuch. Wszystkich, którzy sprzysięgli się przeciw niemu. I gdyby na tej historii poprzestać – miałbym rzewnie łzawą historię udręczonego staruszka. Tyle, że sprawdzanie faktów pokazało zgoła inną prawdę. Męża, który katował swą żonę i dręczył dzieci. Terroryzował sąsiadów, z których jeden broniąc się sięgnął po nóż. Do końca życia, na wypadek, gdyby córka przyszła z talerzem zupy – niebieskooki staruszek trzymał przy drzwiach siekierę. I taka może być starość.

Kronikarz samego siebie

A, żeby nie kończyć smutną historią – niedawno córka starszego małżeństwa zainteresowała mnie historią ich życia, niezwykłej miłości, która przetrwała wojnę i trwa do dziś. Umówiłem się bez wahania. Pobiegłem na spotkanie układając sobie jeszcze pytania w głowie. Pan Kazimierz trzymał w ręku najnowszy numer Tygodnika Podhalańskiego. Kazał mi się jeszcze raz przedstawić po czym poszukał ile tekstów napisałem. – No nieźle – mruknął pod nosem.

Potem pokazał mi pożółkły papier z lat siedemdziesiątych – świadectwo ukończenia kursu dziennikarskiego na potrzeby zakładowego radiowęzła w zakładach obuwniczych Podhale Nowy Targ.

-Jak pan widzi, ja też jestem dziennikarzem – zauważył. – A w końcu kto o mnie napisze lepiej jak ja sam? Kto zna mnie lepiej niż ja sam? Wie pan co? Jak napiszę artykuł to dam znać, byście go opublikowali. A teraz nie zabieram panu czasu  – przyznał kierując mnie w stronę drzwi.

Kochajmy naszych sędziwych bohaterów. Słuchajmy ich mądrych historii. Ale zawsze sprawdzajmy je, by czasem nie dać się wpuścić w maliny.

starość

Spodobał ci się ten tekst, jesteś zainteresowany tematyką? Podaj go dalej – wystarczy kliknąć którąś z poniższych ikonek.