Dziennikarski Warsztat 12. Redagowanie wywiadu

redagowanie wywiadu

To, co w mowie potocznej jest normalne i zrozumiałe – po przelaniu na papier nabiera charakteru słownej sraczki. Spisując – nie zgub charakteru, najważniejszych punktów czy stylu wysławiania się twojego rozmówcy. Dlatego tak ważne jest redagowanie wywiadu.

Wracamy do Dziennikarskiego Warsztatu. To już dwunasty odcinek. Zerknij pod nr 11 naszego – pisałem o przeprowadzaniu wywiadu. Samej rozmowie z naszym bohaterem, jej przebiegu, sposobie prowadzenia, by nie wymknęła się spod kontroli.

Teraz wracasz do redakcji. Masz pod pachą zeszyt z notatkami, a w kieszeni dyktafon z zapisem całej rozmowy. Trwała godzinę, może kilka. Teraz czeka cię benedyktyńska praca.

Redagowanie wywiadu czyli nożyce cenzora

Najpierw przepisywanie. Niektórzy radzą, by przelać na papier wszystko jak leci, żeby niczego nie pominąć, ani nie zapomnieć. Wiedząc oczywiście, że z tego na papierze zostanie tylko część. Czasem niewielka.

Jestem leniwy. Może to źle, ale wolę  spisywać konkretne odpowiedzi. Mam przed sobą listę przygotowanych (wcześniej) i zadanych (później) pytań. Mam notatki, w których skrótowo spisałem to, co usłyszałem. A, że nie jestem stenotypistą – wolę przebieg odtworzyć z dyktafonu.  Bezpieczniej.

Odsłuchując nagranie spisuję te fragmenty, w których rozmówca odpowiada konkretnie na pytanie. Wybieram to, co ważne i istotne.

Powiesz – manipulacja? Nie. Po prostu redagowanie wywiadu.

Większość ludzi  mówi dużo. By być dobrze zrozumiałym – powtarzasz pewne kwestie. By podkreślić tezę – wracasz do tego samego sformułowania. Na piśmie to niepotrzebne. Powtórzenia, poza nielicznymi wyjątkami spowodują zamęt, rozproszenie, a wreszcie zburzenie logicznej całości tekstu.

Musisz pamiętać, że teraz zmieniasz pióro na nożyce surowego cenzora. Gdy spiszesz wywiad – nawet moim sposobem czyli przepisując tylko wybrane fragmenty – musisz go solidnie skrócić.

Jeśli jeszcze tego nie robiłeś – przeprowadź krótki test. Opowiedz jakąś historię i nagraj ją. A teraz przepisz, słowo w słowo z dyktafonu. Widzisz zdania długie na kilka linijek? To, co w mowie potocznej jest normalne i zrozumiałe – po przelaniu na papier nabiera charakteru skomplikowanej paplaniny, słownej sraczki. Mówiąc – masz do dyspozycji różne rodzaje intonacji, modulacji głosu czy wreszcie cały wachlarz gestów i mowy ciała. Na papierze wszystko wyblakło. Zniknęło, podobnie jak ulotne wrażenia,  zapachy i skojarzenia, które pojawiły się podczas rozmowy.

Jak widzisz, musisz stać się cenzorem. Teraz zaczniesz wycinać zdania, fragmenty wypowiedzi, powtarzające się słowa. Musisz też zacząć redagować wypowiedź. Ale koniecznie w ten sposób, by nie zgubić jej charakteru, najważniejszych punktów czy stylu wysławiania się twojego rozmówcy.

To żmudna i czasochłonna robota jeśli chcesz, by wywiad dał się czytać a rozmówca nie poczuł, że zrobiłeś z niego idiotę. Ale z drugiej strony bardzo wdzięczna, gdy przyjrzysz się jak z bezładnej gadaniny wyłaniają się zręby rozmowy.

Redagowanie wywiadu. Autorytarna autoryzacja

Niby z powodu konieczności redagowania wypowiedzi, polskie prawo prasowe zawiera zapis o obowiązku autoryzacji. Nie masz wyjścia – musisz się zgodzić i przesłać rozmówcy wszystkie jego bezpośrednie wypowiedzi. Tak naprawdę to relikt komunistyczny i przejaw zupełnie współczesnego braku zaufania do dziennikarza. Jeśli mi nie wierzysz, to po co zgadzasz się na rozmowę? Jeśli jesteś przekonany, że zmanipuluję twoje wypowiedzi to znaczy, że masz mnie za oszusta. Dlaczego przyjmujesz moje zaproszenie i odpowiadasz na moje pytania?

Autoryzacja w naszych realiach najczęściej służy nie tyle poprawianiu dziennikarskiej niestaranności co zwykle wygładzaniu swego wizerunku. Krótko mówiąc – by po przemyśleniu, udzielić takiej odpowiedzi ją by się chciało udzielić. By wszystkie głupoty, które się palnęło wyciąć, i pododawać  wszelkie możliwe grzeczności i przymilności.

I tu zaczyna się orka na ugorze. Nie raz ze zdziwieniem zauważysz, że wywiad odesłany ci po autoryzacji nie jest twoim wywiadem. Są tacy, którzy potrafią nawet pozmieniać zadane pytania. Dlaczego? Bo wiedzą lepiej. I nikt tak jak oni nie znają siebie samych. I wiedzą co naprawdę chcieli powiedzieć.

To właśnie autoryzacja najczęściej jest manipulacją.

Do dziś pamiętam wywiad po autoryzacji czerwony od poprawek.  Ówczesny wojewoda nieistniejącego już województwa nowosądeckiego pozmieniał totalnie wszystko. Właściwie napisał sam od nowa odpowiedzi. Co można było zrobić? Całą rozmowę szlag trafił – wszystko poszło do kosza. Nie było sensu spierać się i kłócić o to czego nigdy nie powiedział.

Warto jednak próbować i stawiać na swoim. Jeśli ktoś coś dopisał, przypomnij, że masz nagranie, w którym tego nie ma. Jeśli masz stuprocentową pewność co do swojej racji, a rozmówca nie ustępuje – możesz pójść na całość i opublikować tekst nieautoryzowany. Tak zrobił choćby Press publikując nieautoryzowany wywiad z Danielem Passentem, a równolegle na stronie internetowej – także wersję po „autoryzacji”.

Swoją drogą – to ciekawe, jak bardzo  zmieniają tekst dziennikarze, którzy sami na autoryzację notorycznie utyskują.

Redagowanie wywiadu. Podglądaj najlepszych

Jak wszędzie – ćwiczenie własnego warsztatu to wynik nie tylko własnej pracy i pisania, ale przede wszystkim oczytania. Nie pomogą kursy, studia czy mądre rady jeśli zasklepisz się we własnym światku i będziesz pisać wyłącznie tak, jak sam czujesz. Zmienia się świat, trendy i język wypowiedzi. Warto podglądać najlepszych nie po to, by kopiować ich pomysły (co w dobie internetu jest najłatwiejsze), ale by wyrobić sobie własny styl i pogląd na życie.

Oczywiście można poprzestać na pismach kobiecych czy plotkarskich, gdzie czytelnikowi się serwuje fragment życia na niby. Dziennikarz udaje, że dociekliwie pyta, a gwiazda udaje, że  właśnie zdradziła wielką tajemnicę, odarła się z prywatności, palnęła jakieś głupstwo. A tak naprawdę nad wszystkim czuwa sztab PR-owców, którzy dbają o wizerunek bohatera wywiadu. Obie strony ściśle od siebie zależą – gwiazdy nie istnieją bez pism o nich, a same pisma nie istnieją bez gwiazd. I tak toczy się zgrabnie świat show biznesu.

Musimy to potraktować jako osobliwość, rodzaj specyficznej symbiozy i nie traktować jako dziennikarstwa w pełnym tego słowa znaczeniu.

W pamięć zapadają zwykle zupełnie inne wywiady, w których bohater rzeczywiście się otwiera, a rozmowa jest zapisem swoistego boju między obiema stronami o prawdę. Czasem może zaboleć, trzeba odpowiedzieć na złośliwości ze strony dziennikarza, ale to musi być prawdziwe.

Kolejny wpis cyklu: Dziennikarski Warsztat 13. Reportaż czyli wniebowstąpienie








  • konkursydlawybranych

    pouczające suplementydlakobiet.blogspot.com/