Przypadek czy przeznaczenie

Są historie, których nie wymyśliłby hollywoodzki scenarzysta.

A jeśli nawet – posądzilibyśmy go o wykorzystywanie ludzkiej naiwności.

 

 

 

Niedawno media w całym kraju obiegła tragiczna wieść o wybuchu w katowickiej kamienicy. Zginęła trzyosobowa rodzina – małżeństwo dziennikarzy oraz ich dwuletni syn. Ogromna tragedia.

Przypomina mi się podobna historia, tyle, że jeszcze bardziej nadająca się na rozmyślanie o przeznaczeniu, albo choć niezwykłym przypadku.

Wybuch, który nie miał prawa nastąpić

Nowy Targ, 5 grudnia 2008. Przy ul. Waksmundzkiej niemal w samo południe dochodzi do potężnego wybuchu. Siła jest ogromna – z dwupiętrowej kamienicy pozostaje jedynie dach, a na ścianie na piętrze – obrazek papieża. Reszta to gruzy, spod których strażacy wydobywają ciało blisko 90-letniej właścicielki oraz połowę młodszej kobiety, która właśnie przyszła umyć jej okna. Chciała dorobić do kiepskiej pensji. Przyszła pierwszy raz. Wcześniej się nie znały.

Choć wszystkie znaki wskazywały na wybuch gazu – okazało się, że to jedyny dom przy ulicy, do którego gazu nie doprowadzono. Właścicielka panicznie bała się tego paliwa. Sieć zakładano kilka lat wcześniej. Staruszka nie dała się przekonać. Nie pomogło. Przeczucie? Przeznaczenie?

Akcja ratownicza na nowotarskim gruzowisku - grudzień 2008.

Akcja ratownicza na nowotarskim gruzowisku – grudzień 2008.

Okazało się, że wszystkiemu winne było rozszczelnienie rury biegnącej pod ulicą. Wyciekający gaz przedostawał się do piwnicy akurat tej jednej stojącej w szeregu kamienicy. Nie wiadomo co wywołało eksplozję. Jej skutki okazały się tragiczne. Choć nie dla kolejnej kobiety.

Podatkowe szczęście

Strażacy szukali w gruzowisku jeszcze trzeciej ofiary. Miała nią być właścicielka niewielkiego punktu sprzedaży ubezpieczeń mieszczącego się na parterze feralnej kamienicy.  Kobieta zwykle cały dzień urzędowała w swym biurze. Tym razem, niedługo przed wybuchem poszła do urzędu skarbowego. Wezwanie czy konieczność dostarczenia rozliczenia – nie wiem. Fakt, że przeklinany przez wszystkich przedsiębiorców „obowiązek podatkowy” uratował jej życie. Przypadek? Przeznaczenie?

Ta historia, mimo że rozegrała się 6 lat temu często staje mi przed oczyma. Byłem na miejscu tego dramatu, robiłem zdjęcia pracujących ciężko strażaków dokumentując ogrom zniszczeń dla Tygodnika Podhalańskiego. I do dziś zastanawiam się  – jaką człowiek ma wykupić w życiu polisę ubezpieczeniową? Czy jest się w stanie zabezpieczyć przed tragedią, nieszczęśliwym wypadkiem?

Przypadek czy przeznaczenie? A jeśli to drugie – to czy jesteś w stanie mu zapobiec? A może raczej poddać się mu przyznając – będzie co będzie?

Cóż jedyne, co przychodzi mi do głowy szukając jakiejś puenty dla tej historii – w życiu możemy być pewni tylko dwóch rzeczy: śmierci i podatków.

A zdarza się, że podatki ratują przed śmiercią.

[grwebform url=”http://app.getresponse.com/view_webform.js?wid=7865602&u=PeoJ” css=”on”/]



(Późniejszy tekst) »