Prowokacja dziennikarska jak więzienny eksperyment

prowokacja dziennikarska

Do czego zdolny jest człowiek wobec wizji utraty pracy? Do czego gotowy jestem ja? Ty? Nie chcielibyśmy wiedzieć  jaki może dać efekt prowokacja dziennikarska.

Teoretycznie to miała być dziennikarska prowokacja. Odcinek programu telewizyjnego Betlejewski. Prowokacje miał pokazywać do jakiego stopnia posuną się ludzie w poszukiwaniu pracy. Jak dalece można poniżyć się, przekroczyć granice prawa, by dostać pewną, dobrze płatną pracę. Towar deficytowy szczególnie w małym miasteczku. Jak Radom.

Hiena Roku

Na głowę autora telewizyjnego programu spadły gromy głównie ze strony środowiska dziennikarskiego. Padł pomysł, by przyznać mu tytuł Hieny Roku. Jak donosi portal wirtualnemedia.pl widzowie programu na autora nie donosili do organów nadzorczych.

Dlaczego? Przecież prowokacja dziennikarska nie jest niczym nowym. Tyle, że najważniejszym pytaniem jest: czemu ma służyć. Powinna pokazywać korupcyjne układy, przestępczą działalność, społeczne patologie. A tu miała dostarczyć rozrywki. I poczucia wyższości. Bo my, na pewno byśmy się do tego nie posunęli.

Program polegał na podstawieniu wynajętych aktorów w roli rekruterów. Pomieszczenie było specjalnie przygotowane, za lustrami weneckimi kryły się kamery i prowadzący program niczym bóg obserwujący grzeszne uczynki słabych ludzi wystawionych na próbę.

I spoglądała Polska cała na byłego policjanta, który za kasę zgodził się na szmugiel emigrantów przez granicę. Emeryt przystał na przemyt narkotyków, ktoś podczas „rozmowy kwalifikacyjnej” poniżany zrobił dziesięć przysiadów, ktoś inny przystał na seks z domniemaną szefową. Wszystko dla pracy. Tylko jedna osoba odmówiła.

Z pozycji boga zza szyby wszyscy przyglądali się upadkowi przypadkowych ludzi zwabionych ofertą rozmowy kwalifikacyjnej. I zastanawiali się nad upadkiem moralności.

Ty też potrafisz być okrutny

Ale pozostaje drażliwa sprawa ludzkiej natury. Słynny psycholog Philip Zimbardo przeprowadził w 1971 roku eksperyment na uniwersytecie Stanforda. Uczelniane piwnice zamienił w więzienie odpowiednio aranżując pomieszczenia. Potem umieścił tam 24 uczestników, z których część miała odgrywać role więźniów, a część strażników. Już szóstego dnia trzeba było doświadczenie przerwać. Choć ochotnicy byli wcześniej przebadani i żaden nie wykazywał skłonności sadystycznych to okazało się, że poziom znęcania się strażników przekracza normy. Z kolei więźniowie poddali się upokorzeniom, co spowodowało zgubny wpływ na ich psychikę.

Teoretycznie zupełnie zdrowi ludzie, nadzorowani przez naukowców, potrafili się zmienić w potwory. I to w krótkim czasie.

Eksperyment stanfordzki pokazał jak zgubny wpływ na człowieka może mieś otoczenie. Jeśli 45 lat temu pokazał to ów przypadek to dlaczego wciąż komuś przychodzi do głowy wymyślanie różnorakich jego wariacji na potrzeby telewizyjnej gawiedzi?

Człowiek potrafi być okrutny. Każdy. Także ja i ty. Do czego potrafimy się posunąć? Tego pewnie sami nie jesteśmy w stanie sobie wyobrazić. Dlatego nie gorszmy się postępowaniem innych. Pomyślmy o sobie.

Do czego jesteśmy zdolni

Pomysłodawcy radomskiej prowokacji z bezrobotnymi w roli głównej powinni dobrze się zastanowić nad jego następstwami. A przede wszystkim pomyśleć o sobie. Bezrobocie jest stanem dramatycznym. Pozbawiającym tymczasowo nadziei i wiary. Odcinającym od możliwości realizowania podstawowych potrzeb egzystencjalnych. Dlatego nie dziw się redaktorze, że widmo biedy prowokuje do różnorakich zachowań

I pomyśl o sobie. Dziś pojawił się komunikat, że Agora zwalnia 135 pracowników, w tym część dziennikarzy Gazety Wyborczej. Bezrobocie zagląda w oczy także ludziom innych mediów. Do czego bylibyśmy zdolni, by zachować pracę, albo zdobyć lepszą?

Wolimy nie wiedzieć.

Photo credit: Thomas Hawk via Foter.com / CC BY-NC

[grwebform url=”https://app.getresponse.com/view_webform_v2.js?u=PeoJ&webforms_id=7570902″ css=”on” center=”off” center_margin=”200″/]



« (Wcześniejszy tekst)



  • Nina Otęska

    „Prowokacja …” mną wstrząsnął, choć może nie powinien. Wszak wielu z nas znane są relacje osób, którym dane było przeżyć niemieckie czy sowieckie/rosyjskie kacety. Prawda stara, jak ten świat. Nikt z nas nie wie jakby się zachował w określonych, ekstremalnych warunkach. Psychika ludzi, mimo daleko idącego postępu technologicznego, przez tysiąclecia się nie zmieniła ani o jotę, niestety.