Pobicie dziennikarza i samonakręcająca się tabloidyzacja

pobicie dziennikarza

– Jestem lepszy niż ta hiena, bo tylko sobie oglądam na ekranie to, co ta świnia nakręciła – tak możnaby streścić tok myślenia, którego efektem jest pobicie dziennikarza.

Pożar w Jurgowie. Temat jak inne. Jurek Jurecki, dziennikarz na miejscu robi relację live z kamerą w ręku. Wszystko idzie na żywo na Facebookowym profilu Tygodnika Podhalańskiego. W pewnym momencie słychać podniesione głosy, a mężczyzna stojący przed strażackim wozem uderza. Kamera spada na ziemię.

Złość czy głupota? Frustracja, która znajduje ujście w nieuzasadnionej agresji? Mówienie o pobiciu to może przesada, choć kontakt fizyczny był ewidentny. Zgłaszać sprawę do prokuratury? W końcu dziennikarz  był w pracy.


Pobicie dziennikarza – problem zleceniodawcy

Natychmiast pojawiły się komentarze, które można streścić trzema słowami: dobre mu tak. Łazi, kręci żywi się sensacją. Tylko, drogi agresorze – na czyje zamówienie?

Nie ma wątpliwości, że słupki wejść i oglądalności podbijają właśnie tego typu relacje. Każde z wejść z pożaru w Jurgowie notuje ponad 11 tys. odsłon. Pewnie część oburzonych krzyczy, że dziennikarz to sęp i kanalia oglądając relacje do samego końca. Inni oburzeni rezygnują po dwóch minutach. Kolejni patrzą po prostu jak na przedstawienie rzeczywistości. Bo nie każdy i nie często może zobaczyć dramat „od środka”. Czy pokazanie akcji gaśniczej jest żywieniem się sensacją lub epatowaniem okrucieństwem? Chyba nie. Zresztą organizatorzy zbiórek pieniędzy i darów dla pogorzelców chętnie pokazują relacje, by wzbudzić współczucie i hojność. Wtedy dziennikarz jest w porządku.

Może niektórych dziennikarzy transmisje z miejsc wypadków nakręcają. Mnie nie. Jednak czasem trzeba takie relacje zrobić. Przynajmniej zdjęcie i krótką rozmowę na miejscu. Standard. Mimo to, każdy z nas przynajmniej raz usłyszał gdzieś za plecami drwiący komentarz – przyszła hiena, paparazzi. Mówią to najczęściej gapie, którzy sami tłumnie oblegają miejsce wypadku lub kierowcy przejeżdżający tak wolno na ile to tylko możliwe, by wlepić oczy w najdrobniejszy szczegół z miejsca dramatu. Dałbym sobie rękę uciąć, że po powrocie do domu, pierwsze co zrobią to wejście na Facebooka czy stronę lokalnego portalu, by poszukać zdjęć i opisu.

Nie oszukujmy się – jesteśmy z natury ciekawscy. Wszyscy, bez wyjątku. Tylko, czy agresja kierowana w stronę dziennikarza nie jest formą wybielenia siebie, uspokojenia własnych wyrzutów, by zademonstrować przekonania o swojej wyższości? Jestem lepszy niż ta hiena, bo tylko sobie oglądam na ekranie to, co ta świnia nakręciła?

Ale jeśli uważasz, że to, co zrobił dziennikarz jest złe, to powinieneś mieć sam wyrzuty. Bo klikając – stajesz się zleceniodawcą.

Pobicie dziennikarza – odpowiedź na tabloidyzację

Nie jesteśmy medium narodowym, nie mamy dotacji, nie utrzymujesz nas czytelniku z podatków czy abonamentu. Gazeta lokalna to przedsięwzięcie biznesowe, które musi się zbilansować i w efekcie utrzymać kilkanaście osób na etacie oraz podatkami przyczynić się do wzrostu produktu krajowego brutto.

Piszemy o kulturze, górach, przygotowujemy reportaże, zajmujemy się sprawami społecznymi, edukacją, sportem dzieci i młodzieży. Dlaczego największym zainteresowaniem  cieszą się wciąż zdjęcia z pożarów, wypadków, teksty o przestępczości czy korupcji?

Ktoś powie, nie bez racji, że to my mamy kształtować gusta czytelnicze. Niestety, tym sposobem wiele tytułów padło. Od lat widać samonapędzający się mechanizm, który generuje coraz większy popyt na coraz bardziej nachalną sensację. W świecie konkurencji mediów społecznościowych dziennikarstwo coraz mocniej się tabloidyzuje, szczególnie w Internecie. Wystarczy spojrzeć na nagłówki artykułów dostarczanych codziennie przez przeglądarkę w smartfonie. Nawet mróz i śnieg, jeśli pojawią się zimą to muszą być pokazane co najmniej jak Armagedon i koniec świata. Bo inaczej czytelnik nie kliknie. Ten z kolei szuka nagłówka, który go zelektryzuje niczym dwugłowe ciele.

Jeśli szukasz sensacji czytelniku, to dlaczego bijesz dziennikarza?

Pobicie dziennikarza – prokurator z obowiązku

Jak podaje press.pl – do sejmu trafił projekt zmian zaostrzający odpowiedzialność karną za naruszenie nietykalności cielesnej dziennikarzy. Dziś grozi za to grzywna, a nawet roku więzienia (art. 217 par. 1 Kodeksu karnego). Press Club Polska zaproponował, aby sprawcy odpowiadali z art. 222 par. 1. Kodeksu karnego. Przewiduje on za to przestępstwo grzywnę, ograniczenie wolności albo karę do trzech lat więzienia. Ale nie zaostrzenie kary jest istotne – czyn ten miałby być przestępstwem ściganym „z urzędu”. Czyli prokurator wiedząc o zdarzeniu miałby obowiązek wszczęcia postępowania. Teraz dziennikarz musi składać zawiadomienie o przestępstwie w trybie cywilnym.

Tylko czy  o to chodzi, by wsadzać swoich czytelników do więzienia?