Paywall czyli jak poprawić sprzedaż gazety

Jak poprawić sprzedaż gazety

Hołubimy przeświadczenie, że publikacje w internecie zabiją dziennikarstwo podcinając gałąź, na której wszyscy siedzimy. A może po prostu – źle siedzimy?

Jak poprawić sprzedaż egzemplarzową gazety – to jeden z punkt zaplanowanej wśród załogi Tygodnika Podhalańskiego burzy mózgów.  Tylko czy jest w ogóle o czym dyskutować? Sprzedaży nie poprawimy. Możemy co najwyżej powstrzymać jej spadek. Jak każda lokalna gazeta.

Wzrosty sprzedaży? To już było i nie wróci. Chyba, że będzie to jednorazowy strzał, jak w przypadku Wprost i afery taśmowej. Jaka dziś jest sprzedaż tygodnika? A kogo to obchodzi…

Podcinanie gałęzi?

Dosięgnęliśmy sufitu i to lata temu. I nie warto sobie dziś zaprzątać głowy myślami jak powtórzyć sukces. Nie powtórzymy. Co nie znaczy, że trzeba myśleć o rezygnacji z wydania papierowego. Jeszcze wiele wody upłynie w Dunajcu nim wymrą ostatni czytelnicy papierowej gazety.

Czas jednak zmienić optykę. I zacząć myśleć  o papierze jako alternatywie dla wydania cyfrowego. Nie odwrotnie.

Wciąż nie możemy sobie wyobrazić tej zmiany. Oszukujemy się zarzekając, że znamy swoich czytelników. Że wiemy czego szukają, co czytają. Nie robiąc żadnych badań – może poza uliczną sondą – przekonujemy, że na cyfrową treść nie będzie popytu. A jeśli będzie, to jedynie na lakoniczne ogryzki darmowych informacji. Wmawiamy sobie, że przecież nie znamy nikogo, kto zapłaciłby za treść w internecie. Bo sami w życiu za nią nie zapłaciliśmy. Kolejny mit to przeświadczenie, że nikt nie szuka w sieci wartościowych treści, a jedynie ślizga się po tytułach skanując kluczowe słowa.

I dokładamy kolejne błędne przeświadczenie, że publikacje w internecie zabijają dziennikarstwo, podcinają gałąź, na której wszyscy siedzimy. A może po prostu źle siedzimy?

Wymrzemy jak dinozaury czyli jak poprawić sprzedaż gazety

Druk nie umrze. Zawsze będą chętni, by gazetę kupić. Jednak rozwój lokalnej prasy będzie się wiązał głównie z inwestowaniem w treści on line. Jak to zrobić, by nie stracić dochodów z papierowych reklam i ogłoszeń? Nie ma co liczyć na to, że klikanie w benerki na stronie zrekompensje straty. System reklam, który każdy może opublikować nawet na małym blogu generuje coraz więcej, coraz tańszych reklam. Nie ma co liczyć, że tysiące czytelników wchodząc na stronę będzie masowo klikać w okienko z reklamą środka na potencję. A jak klikną to gazeta zarobi sumy idące w  grosze, nie złotówki. Swoje robią też programy umożliwiające blokowanie reklam. Więc jakie znaleźć rozwiązanie?

Daleko szukać nie trzeba, drzwi zostały już otwarte. Warto tylko się odpowiednio do nich dopasować.

Paywall – słowo otwierające furtkę w przyszłość. I straszak w ustach każdego wydawcy. Hasło, które uruchamia słowotok argumentów, które wymieniłem wyżej. Że nikt nie zapłaci, znamy czytelników, sami w życiu, ani nasze dzieci tym bardziej.

Tylko, czy aby na pewno nie jesteśmy skazani na to, że w końcu trzeba będzie treść sprzedawać? A skoro tak, to może warto się do tego przygotować i znaleźć mechanizm, który pogodzi wszystkie aspekty wydawnictwa? Może czas pomyśleć o tym wspólnie, w ramach Stowarzyszenia Gazet Lokalnych tak, by znaleźć operatora taniego i dobrego? A może ktoś sam wymyśli system na miarę genialnego w końcu Presserwera zbudowanego przez informatyków Kuriera Słupeckiego?

– Już w 2013 r. aż 12 z 20 największych gazet w USA miało już na swoich stronach internetowych wdrożone różnego typu paywalle. Jak wynika z badań amerykańskiego Missouri School of Journalism aż 59 % z lokalnych gazet w USA o nakładzie do 5 tys. egzemplarzy na swoich stronach internetowych miało 2 lata temu wdrożone różnego rodzaju płatności za treść. Podobnie w Europie gdzie opiniotwórcze dzienniki i tygodniki, a nawet media o tabloidowym charakterze (w W. Brytanii – „The Sun“) mówią internautom: za treść oczekujemy opłaty – pisze Paweł Nowacki z Dziennika Gazety Prawnej na łamach swojego bloga.

Jak poprawić sprzedaż gazety – czytanie za kawę

Papier musi pozostać – to nie podlega dyskusji. Niezbędna wydaje się też darmowa strona internetowa z krótkimi newsami czyli coś czym większość gazet lokalnych już dysponuje. I za nią nie ma sensu pobierać pieniędzy. To przestrzeń dla tych, którzy szukają krótkich newsów, skanują tytuły, komentują nie zwracając uwagi na polskie znaki i głębszy sens pisanych zdań.

I musi powstać strona druga – poszerzona. Odpłatna. Z możliwością kilku darmowych wejść dla tych, którzy nie mogą się przekonać do płatności.

Musimy przekonać czytelników, że jeśli chcą dostać coś ekstra to musza za to zapłacić. Choćby za cenę filiżanki kawy miesięcznie. A jeśli już wysupłają kilka złotówek to muszą dostać coś więcej. Nie tylko pełne artykuły wydania papierowego, ale artykuły poszerzone. O galerię zdjęć, multimedia, statystyki. Wszystko to, co z braku miejsca nie ma szans dostać się do wydania papierowego. Wszystko to, co podniesie wartość i jakość czytanego tekstu. I musi to być poskładane pod wymiary ekranu komputera tak, by nie trzeba było powiększać, pomniejszać, przesuwać, przewijać. Z odpowiednim dostosowaniem do ekranu tabletu i smartfona. To nie może być zwykły PDF.

Sam nie raz spotykałem się z pytaniami czy wywiad, który przeprowadziłem można będzie przeczytać w sieci. No nie można, bo darmowa strona – zgodnie z polityką tygodnika – przyjmuje tylko krótkie zajawki. Można skomentować. Ale właściwie co? Fragment tekstu. Nie można wywiadu udostępniać. I tracimy czytelników. Efekt? Wywiad zeskanowany z gazety ktoś udostępnia sobie na Facebooku. Tam trwa dyskusja, wymiana opinii, tam ma on swoje drugie, choć krótkie życie. A ta polemika mogła być na naszej stronie.

A, że trzeba zapłacić? Tygodnik Powszechny przygotował świetne rozwiązanie. Można kupić jedynie jeden, konkretny tekst, bez kupowania całości! Miesięczna prenumerata to 12,90. Za tę samą cenę kupimy pakiet 50 punktów, z których za każdy dostaniemy jeden artykuł. Proste i konkretne. Płatności internetowe dawno przestały być barierą, a systemy jak PayPal pozwalają płacić nawet za groszowe zakupy.

Udostępnij się w sieci

Nie bójmy długich tekstów! Piszmy dobre reportaże, wywiady, felietony. To nieprawda, że internauta ich nie przeczyta. Gdyby tak było to najpopularniejsze blogi dawno by padły, tymczasem trzymają się nieźle przynosząc spor zyski autorom.

Komentujmy i udostępniajmy nasze teksty w mediach społecznościowych. To także świetne narzędzie promocji. Ktoś raz czy drugi przeczyta w ramach darmowego pakietu, ale potem kupi, bo będzie ciekaw kolejnych twoich tekstów.

Czy mam rację? Pewnie czas pokaże. Zachęcam do dyskusji! W końcu takie debaty musimy zacząć przeprowadzać w swoich lokalnych gazetach. Czekam na komentarze poniżej. A jeśli ten tekst jest tego wart – proszę udostępnij go. Wystarczy kliknąć ikonkę!

Photo credit: The Next Web / Foter / CC BY-SA



« (Wcześniejszy tekst)



  • blog MediaBuzz

    Od dłuższego czasu obserwuję media lokalne jak sobie radzą, a zazwyczaj nie radzą, ze sprzedawaniem treści w wydaniu papierowym i online. Często są to tylko zapowiedzi tematów w gazecie. Z kolei „duzi”, przede wszystkim dzienniki, mają inny problem – kiedy publikować tematy, które trafiają na drugi dzień do printu. Więcej na ten temat pisałem tutaj http://wp.me/p6CWdE-T

    • Nie jest łatwo ustawić odpłatność za treści na stronie jeśli ma się przeświadczenie, że nikt za to nie zapłaci. To nie takie proste – tu w lokalnych gazetach nie mamy do czynienia z właścicielem, który siedzi sobie gdzieś w Niemczach czy Francji i ma kasę, by podąć ewentualne ryzyko. Tu każdy wydawca ryzykuje swoim własnym majątkiem, a dziennikarze – w razie klapy – swoją pracą. Nie dziwię się, że wszyscy podchodzą do sprawy bardzo ostrożnie. Ale w końcu trzeba będzie się z tym zmierzyć.

      • blog MediaBuzz

        Ma Pan rację, sprawa nie jest prosta dla lokalnych graczy, ale nieunikniona. Muszą jednak zacząć patrzeć na sieć bardziej jako szansę niż zagrożenie. I znaleźć swój złoty środek

  • Lubię papierowy egzemplarz, tylko mam później lekki problem z jego złożeniem… 😉
    Ps
    Gdybym miała płacić…to tylko zdecydowanie za papier.

    • I całą moją misternie szykowaną argumentację diabli wzięli:)

  • Oj tam,oj tam 🙂
    To tylko burza mózgów 🙂
    Gazeta papierowa ma wiele zastosowań.. 🙂 z pewnością z mody nie wyjdzie. Net natomiast bardziej ściąga czytelnika dla samych komentarzy niż treści tam zamieszczonych 😉
    Poza tym od czego są blogi 🙂 za free jeszcze.

  • Podobnie jak zawsze obroni się papierowa książka. Tyle, że moim zdaniem możliwości dalszego rozwoju prasie daje już tylko sieć i płatne treści. Na wzrost sprzedaży egzemplarzowej już bym nie liczył.

  • Całkiem niedawno gdzieś właśnie słyszałem, że w USA jakaś lokalna gazeta miała też mega problem ze sprzedażą. Próbowali pisać o sprawach międzynarodowych, krótkie teksty, długie teksty itd. aż w końcu przyszedł jakiś menager i zmienił strategie.

    Chodziło o to, że gazet lokalna miała być na maksa lokalna. Jak dzieci szły do szkoły, to wysyłali tam fotografa, żeby zrobił zdjęcia pierwszoklasistom i wszystkim innym na start szkoły. Nawet tam były takie akcje, że były pokazywane klasy jak się zmieniały na przestrzeni lat. No i super pamiątka takie coś. Jak ktoś wygrał turniej w szachy, karate czy cokolwiek, to zaraz był o nim artykuł. Robiono też zdjęcia nowo narodzonych maluchów i publikowano to co kilka dni. Odwiedzali zakłady pracy, rozmawiali z pracownikami itp. No i później cała firma kupowała gazetę. Okazało się to strzałem w 10tkę.

    Z jednej strony był opór, bo po co firmie robić reklamę. Niech zapłacą! Ale jak choćby połowa załogi kupiła egzemplarz bo jest na wielkim zdjęciu na środku gazety, to też nie było źle. Robiono też takie akcje z kuponami: że np. opisywano jakąś restaurację i można było dostać kupon na 20% na wszystko, ale kupon był tylko w papierowym wydaniu. Zatem nawet jak ktoś czytał online, to i tak kupił papier jak chciał kupon.

    Jak dziecko jest w gazecie, to kupię gazetę. Mało tego, kupię jeszcze dziadkom po egzemplarzu 😀

    Nie potrafię teraz tego znaleźć, ale wypisałem co pamiętam. Tak podrzucam, a nuż się coś przyda.

    Pozdrawiam!

    • Cześć Bartek, dzięki za opinię! Masz rację, taka musi być specyfika gazety lokalnej – też przez to przechodziliśmy ale dawno temu. Jak ktoś pisał polityczne komentarze o przemianach w Polsce – nakład spadał. Ale już się wyleczyliśmy z manii pisania o wszystkim jakieś 20 lat temu. Na szczęście. Masz rację, że lokalna gazeta silna jest właśnie swoją lokalnością. Też publikujemy zdjęcia noworodków, mamy rubrykę towarzyską, w której życzenia składają sobie górale z Zakopanego i Chicago (bo tam też się ukazujemy). Moim zdaniem, problem jest w tym, by dopasować się do nowych czasów, nowego pokolenia i coraz więcej treści dawać na portal – oczywiście nie rezygnując z wydania papierowego. To czy i jak to zrobić – to pytanie, które wałkujemy niemal na każdym kolegium. Bo dając więcej trzeba wymagać też jakiegoś honorarium. A czy góral zechce zapłacić ? Oto jest pytanie godne Hamleta:)

  • Ciekawą opcją wydaje się też webnalist – system mikropłatności za artykuły, które przeczytasz. Na razie startup dopiero się przebija, ale skoro jednym z twórców jest Grzegorz Lindenberg, twórca Superekspressu, to zapewne sukckes będzie.
    http://www.sdp.pl/wywiady/11642,zaplaca-tylko-za-to-co-przeczytaja,1439442101