Niepełnosprawność. Angi na Rysach i Sylwester w drodze

Niepełnosprawność

Obydwa wydarzenia obyły się bez większego medialnego rozgłosu. Dzieli je tylko tydzień. Miały zakończyć się w tym samym miejscu. Choć ich droga na Rysy była zupełnie inna.

Angi czyli Angelika Chrapkiewicz – Gądek nie po raz pierwszy gości na blogu.  Bo każde spotkanie, rozmowa z nią, a wreszcie każdy jej wyczyn to potężny kop dobrych emocji. Mimo zaniku mięśni – ciężkiej choroby, która przykuła ją do inwalidzkiego wózka, nie traci optymizmu. Potrafi go siać wokół siebie podobnie jak i aurę mobilizacji do pracy, działań, do życia. Bo mało kto potrafi tak korzystać z każdego dnia i witać go z uśmiechem. Mimo wszystko, a może na przekór wszelkim problemom.

Każdy ma swój Everest

Droga na Rysy. Styl – na glona.

-Trzymaj kciuki – powiedziała do mnie piątkowego wieczoru przez telefon. – Jutro idę na Rysy.

Nic nowego, to w jej stylu. Zresztą opowiadała mi kiedyś o swoim marzeniu. Wyszła na Kilimandżaro, to czemu miałaby nie zdobyć najwyższego szczytu Polski? Wydawało się to tak oczywiste jak niegdysiejszy wspólny spacer po Krupówkach, gdy wsadziła mnie na wózek i uczyła pokonywania barier.

Jak wielu, myślałem o całym przedsięwzięciu niemal ze wzruszeniem ramion – przecież ją wnoszą. Dopiero kolejna rozmowa otworzyła mi oczy, że tak naprawdę dla mnie „tylko Rysy”, dla niej były „aż Everestem”. Piętnaście godzin w nosidle wykonanym ze starego plecaka. Niewygodna pozycja, doskwierająca szczególnie osobie niepełnosprawnej. Strach przed nadciągającą o czwartej nad ranem burzą. Wreszcie spojrzenia w dół z pozycji „glona” przyklejonego do pleców tragarza. Szczęście na szczycie, najpyszniejszy kawałek czekolady, którym poczęstował ją nieznajomy Słowak.

A potem ból schodzenia, siniaki na całym ciele i potężne wyczerpanie. Dlaczego poszła w góry? Odpowiedź jaką sobie sam daję jest ta sama jakiej niegdyś udzielił George Mallory, wybitny himalaista: Bo góry są.

Wyprawowa logistyka

IMG_0666

Angi (macha nam ręką) i jej wysokogórska ekipa.

Ala Angi, osoby niepełnosprawnej, mówcy motywacyjnego to także przełamanie barier wydawałoby się nie do przełamania. I szansa, by być razem z grupą niezwykłych ludzi. Bo na Rysy nie poszła na wariata. To były miesiące przygotowań, ćwiczeń, odchudzania się, podczas którego drobna dziewczyna potrafiła zrzucić jeszcze osiem kilogramów. By komuś było łatwiej. To także godziny na siłowni, by wyćwiczyć mięśnie rąk, placów, karku. Te, które będą tak ważne w utrzymaniu właściwej postawy podczas wspinaczki.

To także ogromne wyzwanie logistyczne jakiego podjęła się grupa alpinistów z Klubu Wysokogórskiego Bielsko – Biała i przyjaciół z Bogdanem Bednarzem, kierownikiem wyprawy. To z nim wspinała się na Kilimandżaro w ramach akcji Fundacji Mimo Wszystko. Nie mogło zabraknąć Szymona, męża Angeliki. W sumie piętnaście osób, które dokonały niemożliwego. Ale Angi nie mówi tylko o swoim dokonaniu.

Dla mnie wyzwaniem było zdobycie Rysów – przyznaje. – Dla kogoś innego będzie to przejście z wózka inwalidzkiego do umywalki, jeszcze inny będzie musiał przełamać strach, by wyjść z domu, inny wstyd, by zapytać kogoś o drogę. Ale warto się przełamać i to zrobić. To daje tyle energii, tyle szczęścia, że nie da się porównać z niczym.

Biegiem na szczyt

P1580145

Sylwester Półtorak i Kubuś Matoga w Morskim Oku.

Sylwester Półtorak jest lakiernikiem, który lubi biegać. Więc pobiegł. W założeniu – z Zawoi wprost na Rysy. To 85 kilometrów z przeprawą przez najwyższe przełęcze, by skończyć na dachu Polski. Ktoś powie – jeden z hardcorowców, którzy lubią wyzwania. Ale Sylwek pobiegł nie tylko dla siebie. Na koszulce miał zdjęcie Kubusia Matogi, niespełna trzyletniego chłopca, w którego piersi bije połowa niewielkiego serca. Po dwóch operacjach potrzebuje pieniędzy na kolejną. Jednak rodzice nie proszą o datki tylko dla swego syna, ale na leczenie i innych dzieci z wadami serca. Stąd proszą o wsparcie Fundacji Serce Dziecka im. Diny Radziwiłowej i jej podopiecznych.

Sylwka  pożegnałem o dziesiątej w nocy, gdy wybiegał z Zawoi. Miał dotrzeć na Rysy w południe. Za Chochołowem dopadły go burze i ulewy. Pod Zawratem zalegał śnieg, musiał więc pobiec inaczej. W efekcie dotarł „tylko” do Morskiego Oka. Tu przerwał bieg. Ale obiecał dokończyć właśnie dziś, w środę.

Bez względu czy mu się to uda czy nie – najważniejsze co zrobił to pokazanie ludzie potrzebujących. I chęć niesienia im pomocy tak jak się potrafi. Masz pieniądze – pomóż. Umiesz biegać – biegnij. Nie bądź sam. Otwórz się na innych!

Wyprawa Angi zorganizowana była z perfekcyjną dokładnością.

Wyprawa Angi zorganizowana była z perfekcyjną dokładnością.

[grwebform url=”https://app.getresponse.com/view_webform_v2.js?u=IFGz&webforms_id=2475702″ css=”on” center=”off” center_margin=”200″/]



« (Wcześniejszy tekst)