Młody – pisz!

Dziennikarstwa nie można  wyuczyć. Do tego trzeba mieć pasję. A oni, dzieciaki z licealnej klasy czuli to doskonale.

Wrzesień, początek szkoły. I wspomnienie jednej z najciekawszych przygód z dziennikarskim szkoleniem. Lata temu, zupełnie przypadkowo nawiązaliśmy kontakt z liceum w Kutnie. Po prostu – byli w Zakopanem na zielonej szkole i podeszli do redakcji z pytaniem, czy ktoś nie spotkałby się z młodzieżą. Efektem był cykl warsztatów organizowanych przez kilka lat tak w samym Kutnie jak i podczas wyjazdów. Zaczynaliśmy od podstaw warsztatu, później było o layoucie, fotografii, prawie prasowym, a nawet dziennikarstwo śledcze. Zresztą ten ostatni moduł zawsze cieszył się największym zainteresowaniem. Trzeba było w ciągu dwóch dni rozwikłać zagmatwaną aferę w lokalnym środowisku. Zaczynało się od anonimu w sprawie nieprawidłowości w lokalnym barze, a kończyło wykryciem grubego przekrętu na wiele milionów z ustawianymi przetargami. Jeśli gdzieś w Polsce wybuchnie afera z montowaniem piecyków gazowych w blokach komunalnych to pewnie będzie stał za tym któryś z dawnych uczniów…
Cała szkolenie kończyliśmy wyjazdem na pięciodniową zieloną szkołę. Tam wyłanialiśmy spośród uczniów dwie redakcje, które miały za zadanie opracować kilkustronicową gazetę. Ale nie o życiu młodzieżowych gwiazd z historiami z internetu, tylko tematami znalezionymi na miejscu. Od początku do końca. Było kolegium redakcyjne, zgłaszanie tematów, potem trzeba było wyjść do obcych ludzi, bo rzecz działa się zawsze gdzieś na wyjeździe – w Gdańsku, Niedzicy czy Zakopanem.
I pierwsza próba, właśnie na wybrzeżu. Bałem się, czy to wypali, ale zupełnie niepotrzebnie. Wtedy patrząc na entuzjazm młodych ludzi zrozumiałem, że dziennikarstwa nie można kogoś wyuczyć. Do tego trzeba mieć pasję. A oni, dzieciaki z licealnej klasy o profilu prawno – dziennikarskim czuli to doskonale.
Wiadomo, ostateczny efekt nie był mistrzostwem świata. Były błędy, niedociągnięcia, nie mogliśmy tego poskładać jak należy. Ale każdy miał w ręku swoją gazetę. Co ważne, pisaną do późna w nocy. Nigdy nie przypuszczałem, że przyjdzie mi odganiać szesnastolatków od komputera o godzinie 1 w nocy i to nie od gier, ale pisania artykułów.
Warsztaty dla młodzieży to wdzięczna praca – zabezpiecza przed wypaleniem zawodowym. Problem w tym, że jest ich coraz mniej. Z jednej strony kryzys powoduje, że rodziców nie stać na dodatkowe, płatne zajęcia. A jeśli jest je za co poprowadzić, to szkoła woli wyznaczyć do tego swojego nauczyciela. I trudno się temu dziwić.



« (Wcześniejszy tekst)
(Późniejszy tekst) »