Local Press przy szachownicy

dziennikarska motywacja

Udało się. Za tekst Dobro, zło i trzeci do szachów zdobywam Local Press. Fantastyczne uczucie i potwierdzenie tezy, że o najciekawsze tematy potykamy się wędrując po swoim lokalnym świecie. Siłą tekstów są nasi bohaterowie. I odrobina pomysłowości przy opisywaniu tematu.

(Fot.: Bartłomiej Jurecki)

A tym, którzy nie mieli okazji przeczytać artykułu opublikowanego w Tygodniku Podhalańskim rok temu – przypominam go w całości.

 

Dobro, zło i trzeci do szachów

 Na Przysłopiu, przez stolarza Żurka, Heglowską dialektykę trafił szlag.

Dobro i zło, biel i czerń, czyniący zło i tego zła doświadczający – filozoficzną wizję dwubiegunowości świata pokonała szachownica. Jan Żurek, choć stolarz, nie myśliciel, przekłada wizję profesora Jacka Filka, etyka, na szachowe pola.

Trzeci element

Przysłop, niewielka miejscowość między Zawoją, a Stryszawą. Wąską drogą do domu Jana Żurka, oprócz ciężarówek z deskami, dojeżdżają autokary z wycieczkami. Bo ludzie chcą zobaczyć, jak powstaje jedyna na świecie gra. I wrócić do domu z kompletem za 60 zł.

W niewielkiej przydomowej stolarni siadamy wśród stosów pudełek pomalowanych w szachownice. Prawie wszystkie klasyczne, kwadratowe. Ale zachował się po świątecznych wyprzedażach jeszcze komplet tych dziwnych – z trzema kolorami figur.

Z pomysłodawcą, profesorem Uniwersytetu Jagiellońskiego Jackiem Filkiem, nie spotkał się nigdy, choć ze sobą korespondowali. Odpowiedział na pomysł filozofa, który szukał przykładu dla zobrazowania swojej wizji świata. Żurek, stolarz i zapalony szachista-amator, dowiedział się o idei przez przypadek od znajomego. Ale teraz niczym uniwersytecki wykładowca gładko przekłada filozofię na język prosty i zrozumiały za pomocą szachowych figur. – Cały świat wydaje się podzielony na dwie części, które są sobie przeciwstawne – zaczyna, układając pionki białe. – Jeśli jest anioł, to musi być diabeł, jeśli jest dobro, to musi być i zło. To samo jest z samym złem – kontynuuje, dostawiając czarne. – Są dwa jego rodzaje – albo ja wyrządzam komuś krzywdę, albo jej doznaję. 

Jak przekonuje Żurek, takie postrzeganie świata ma też swoje historyczne uzasadnienie – wystarczy spojrzeć na dzieje wojen. Nawet jeśli weźmie w nich udział dowolna liczba walczących, to szybko zawiązują się sojusze i w efekcie mamy dwie walczące strony.

Ale takie spostrzeganie świata prowadzi do uproszczeń. Wynikałoby z niego, że jeśli ja nikomu krzywdy nie czynię ani sam go nie zaznam – to znaczy, że stoję całkowicie poza złem? Ono mnie nie dotyczy? No, właśnie, przecież to nieprawda, trzeba więc wyróżnić jeszcze trzeci rodzaj zła – bycie świadkiem zła – podkreśla Żurek, na swej sześciokątnej szachownicy dostawiając pionki czerwone. Jest ono pośrednio i doznawaniem i czynieniem tego zła. Trzecim elementem.

Muszę bronić najsłabszego

Jan Żurek i jego szachy.

Jan Żurek i jego szachy.

Profesor pomyślał, że opisanie swych przemyśleń na niewiele się zda – ot, powstanie kolejna książka, która zalegnie na księgarskiej półce. Postanowił włączyć to w coś, co istnieje i jest popularne. Myślał, by zmienić reguły boksu, ale szybko doszedł do wniosku, że trzech w ringu doprowadziłoby jedynie do większego mordobicia.  Przełożenie na tenis też nie wyszło. Stanęło na szachach.

Idea ciekawa, ale jak przełożyć ją na język gry tak, by była nie tylko możliwa, ale i nie burzyła zrozumiałych dla wszystkich zasad? Pomysł nie był nowy, były rozwiązania z trójkątną szachownicą czy klasyczną kwadratową, z doklejonymi dodatkowymi polami startowymi. Wszystkie raziło sztucznością – trzeba było wymyślać nowe zasady, dodatkowe figury. Żurek przeglądał opisy patentowe. W końcu trafił na pomysł Amerykanina Zubrina z lat 70., który jednak nigdy nie doczekał się realizacji. Patent, nie znalazłszy wytwórcy, okazał się martwy. Stał się on punktem wyjścia dla szachownicy Jana Żurka. Dwie połowy klasycznej szachownicy wystarczyło rozsunąć na zawiasie, a w powstały klin dostawić pola dla trzeciego gracza. W ten sposób Żurek otrzymał regularny sześciokąt. Jedynie pewne pola trzeba było wydłużyć w rąb.

Na przykrytym starą ceratą stoliku jest miejsce na szachownicę i szklankę z herbatą. W pierwszym ruchu ruszam pionkiem, by przygotować się do obrony sycylijskiej. Skupiony na tym, co robią białe, nie zauważam, jak czerwony goniec, idąc swoim torem, a więc po łuku, bije mi odsłoniętą wieżę. Co więcej, przechodząc przez środkową rozetę na szachownicy, mógł obrać kierunek na wieże białych. Dlaczego jednak zaatakował mnie? Zmówili się, by mnie wykończyć? Przypominają się wcześniejsze słowa, że każda wojna i tak prowadzi do koalicji i walki dwóch stron. Gdzie więc miejsce dla trzeciego? Przecież zaraz mnie wykończą, bo dokończyć partii między sobą! Rzeczywiście, taki scenariusz powoduje, że cała idea prof. Filka idzie w kosz! – tłumaczy spokojnie stolarz. Ale wtedy wpadł on na świetny pomysł, że gra toczy się do pierwszego mata i wygrywa tylko ten, który mata zada. 

Przegrywa nie tylko ten, który dostał mata, ale i ten, który mniej czy bardziej biernie uczestniczył w grze. Świadek. To wymusza na każdym z graczy konieczność obrony najsłabszego, bo jeśli ja nie zareaguję w porę, nie ochronię go – przegram razem z nim!

Początkowo trudno przyzwyczaić się do ruchów przez centralną rozetę, ale powoli wszystko staje się jasne. Podobnie jak to, że zanim odpowie się na ruch, trzeba poczekać na ruch trzeciego. A ten może zniszczyć nam całą misterną koncepcję. Spoglądając na czerwone, nie zauważam, że biała królówka zadaje mi cios. Za szybko. Trzeba zmienić sposób patrzenia na szachownicę. Paradoksalnie duże problemy mają dobrzy szachiści, którzy mają opanowane różne strategie i teorie. Tu się nie sprawdzą przez tego trzeciego zauważa twórca gry.

Miejsce przy szachownicy

Szachy dla trzech uczyniły stolarnię Żurka bardziej znaną. Trafiali do niego dziennikarze, pojawiał się w radiu, a nawet w telewizyjnym teleranku. Jego szachy są zastrzeżone jako wzór przemysłowy, właścicielem patentu jest prof. Filek. Ale nie angażuje się on w produkcję. – Podobno powiedział, że groszoróbstwo uwłacza jego człowieczeństwutłumaczy stolarz z Przysłopia, który jest jedynym na świecie wykonawcą szachów dla trzech.

Wytworzone przez niego komplety wędrują niemal na cały świat. Eksportuje je na wszystkie  kontynenty, z wyjątkiem Afryki. Trudno jednak mówić o masowej skali – roczna produkcja to zaledwie 7-8 tys. kompletów. Wciąż 4 razy więcej sprzedaje klasycznych szachów. Ale może kiedyś ludzie dojrzą, że świat nie jest czarno-biały, dobry i zły, demokratyczny i antydemokratyczny, liberalny i solidarny, wierzący i z wiarą wojujący.

Przy życiowej szachownicy zawsze jest miejsce dla trzeciego gracza.

 



« (Wcześniejszy tekst)
(Późniejszy tekst) »



  • Milena Nowak

    Statystyki wskazują, że znacznie ponad 1/3 przedsiębiorców nie zna
    instytucji, które mogłyby udzielić im pomocy w prowadzeniu biznesu.
    Oznacza to, że w razie niepowodzeń nie będą wiedzieli gdzie szukać
    wsparcia, prawdopodobnie nie są oni też zainteresowani optymalizacją i
    ulepszeniem swojej działalności, gdyż aktywnie nie poszukują
    zewnętrznych bodźców sprzyjających rozwojowi i budowaniu konkurencyjnej
    pozycji na rynku.

  • Anna w Walii

    Gratulacje! Wznoszę zdrowie zwycięzcy kieliszeczkiem wieczornego wina.

    • Dziękuję i na zdrowie! Oby się nam wszystkim dobrze pisało. A powszechnie wiadomo – in vino veritas…