Lala królowa lawet część II

Antyporadnik motoryzacyjny doczekał się niespodziewanej kontynuacji.

Nie to, że stałem się specjalistą samochodowym. Po prostu na podstawie doświadczeń pojawiły się kolejne przemyślenia typu „jak nie”.

Jak nie ufać elektronice.

Listę potencjalnych usterek renault laguna otwierają błędy czujników ciśnienia powietrza w oponach. Są tacy, którzy przekonują, że to nikomu niepotrzebny bajer, który najlepiej od razu wymontować. Pan Tomek, wulkanizator, który przekłada mi opony z letnich na zimowe i odwrotnie za każdym razem zadaje sakramentalne pytanie:
– to co, wyrzucamy?
Ja odpowiadam spokojnie – póki nic się nie dzieje to niech siedzą.
Aż w końcu stało się – czujnik lewego koła zaczął pokazywać, że powietrza jest coraz mniej.

Oczywiście podjechałem od razu na stację benzynową i wziąłem się za pompowanie. A, że wskaźnik kompresora był walnięty, odpaliłem auto, by zobaczyć na wyświetlaczu czy jest już OK. Nie było. Raz, drugi, trzeci. Przekonany, że kompresor w ogóle nie działa dałem za wygraną i niczym blondynka podjechałem do wulkanizatora. Gdy ten pokazał mi wskazania, poczułem się jak blondynka i to podwójnie tleniona. Szczęście, że opona nie strzeliła – było w niej 6,3 atmosfery! Czyli prawie trzy razy za dużo…

Pan Tomek dopompował ile się należy, a ja miałem sprawdzać co się będzie działo dalej. A dalej wskazania lewego koła spadały. Podjechałem na drugi dzień – tym razem kompresor wskazał jak należy – 2,2, tymczasem wyświetlacz w samochodzie – 1,8.

– Pan się nie przejmuje, czujniki tak mają. Trzeba jeździć, a przy przekładce opon na wiosnę zdemontujemy czujniki.

Ulżyło mi. Pal diabli – niech się wyświetlają komunikaty. Postanowiłem przetrzymać cholerstwo. Tymczasem za każdym razem czujnik pokazywał coraz mniejsze wartości. Potem kolor komunikatów zmienił się z żółtego na czerwony. Według instrukcji, powinienem natychmiast zatrzymać samochód i wezwać pomoc. Ale co tam, ja wiedziałem, że to tylko walnięty czujniki. I w ogóle się tym nie przejmowałem. W końcu przyszedł czas na przedświąteczne porządki w samochodzie. Podjechałem na myjnię. I tu zwrócili mi uwagę na… prawe koło, w którym było już bardzo mało powietrza.

Ale jak to prawe? Przecież czujnik wskazywał lewe, które wielokrotnie sprawdzałem i za każdym razem było w nim zalecane 2,2 at! Pojechałem, dopompowałem – wskazania na wyświetlaczu zniknęły.

Okazało się, że czujnik jest w porządku, cały czas wskazywał dobrze, nawet wówczas, gdy w oponie zostało 0,9 atmosfery. Tyle, że pokazywał nie to koło, co należy. I tak ja jak i fachowcy od opon skupiliśmy się na lewym kole, podczas, gdy powietrze uchodziło z prawego. Ot, przy wymianie opon ktoś zamienił przednie felgi prawą z lewą i nikomu nie przyszło do głowy, że może to być problem.

A wystarczyło podejść, kopnąć nogą w prawą oponę jak to robią systematycznie ci, którzy elektroniki przy kołach nie mają…

Jak nie ufać mechanikom

Skończyły się moje odwieczne problemy z automatyczną skrzynią biegów. I to bez potrzeby kolejnego generalnego remontu. Wystarczyło zmienić zakład. Usterka była, bo niespodziewanie pękła taśma wstecznego biegu. Ale przy okazji udało się naprawić coś, co było nienaprawialne.

– To dziadostwo, te skrzynie tak mają, nie da się ich do końca naprawić. Najlepiej sprzedać auto – doradzał pan Staszek, fachowiec od automatów po tym jak trzy lata temu powymieniał elektrozawory i sterownik w skrzyni.

Łatwo powiedzieć, ale jak sprzedać auto, które szarpie przy ruszaniu? Nawet nie próbowałem. Przecież nie powiem klientowi – skrzynia jest po generalce, a, że szarpie to znać, że w ogóle jest! Jak moja była dentystka, która za każdym razem gdy wyłem na fotelu podkreślała, że ból to diagnoza. W końcu sam zdiagnozowałem potrzebę zmiany dentystki.

Ostatecznie do opisywanej naprawy wstecznego pojechałem do Krakowa. Namiary na Axod.pl znalazłem w internecie, opinie nie najgorsze. Choć gdy zajechałem na miejsce, to byłem bliski załamania. Firma mieści się w czymś na kształt starego baraku – może to odpowiednie miejsce na budę jakiegoś domorosłego majsterkowicza, który zajmuje się odkurzaczami. Ale skrzynie ze swoją skomplikowaną elektroniką?

Wsteczny naprawili w ciągu kilku godzin. Na koniec dali niespodziewaną radę – szarpie, bo poduszka pod silnikiem jest zużyta. Wymienić i przestanie.

I rzeczywiście – wymieniłem i przestało. Operacja z częściami kosztowała mnie 170 zł. zamiast spodziewanych kilku tysięcy za kolejny remont.

Jak nie żyć złudzeniami

Oczywiście zadowolony z odgłosu lekko wskakujących przełożeń skrzyni biegów już zapomniałem o mądrej radzie pana Staszka.



« (Wcześniejszy tekst)