Jordanów. Ziemia zapomniana

Jordanów

Kain także zabił swego brata. Ludzka natura podszeptuje – tym bardziej, gdy warunki ku temu prowokują – zabij, a przejmiesz jego ziemię majątek. Nie stanie ci się krzywda. Zarobisz.

Zupełnie inaczej czyta się książkę, gdy zna się jej autora. Opowieści robią jeszcze większe wrażenie, gdy dotyczą miejsc bliskich. I ludzi, którzy żyli tu obok. Choć pamięć po nich zanikła.

Jordanów. Pięciotysięczne miasteczko, któremu lata świetności wydaje się dawno minęły. Niewielki Rynek, odremontowany ratusz i podupadający urząd gminy w zabytkowym budynku dawnego sądu.

Czasy, gdy w mieście Spytka Jordana odbywały się sądy dawno minęły. Ucichł też gwar rozmów prowadzonych w jidisz. A zapomniany przez Boga i ludzi kirkut zarasta krzakami.

Elkune Zoberman, ostatni rabin nie odmawia tu kadisz, a żaden z wiernych nie kładzie na macewie kamyczka. W dawnej, bogatej, trzypiętrowej kamienicy Izaka Schachnera nikt nie sprzedaje maszyn rolniczych czy tekstyliów. Dziś mieszka i interesy prowadzi ktoś inny. A Ozjasz, jedyny syn Izaka, który przeżył holokaust zostać tu nie chciał. Bo tu, jedyne co zostało to groby. Wyjechał do Ameryki.

Pesia, Ida, Iluszka

Także o Sternbergach z Rynku nikt nie pamięta. A przecież Emanuel prowadził sklep z towarami mieszanymi i żelazem, a do tego wydawał pocztówki. Zdjęcia robił sam. Fotografował architekturę, pomniki a także swój sklep – co przynosiło dodatkową reklamę.

Nazwiska i imiona same z siebie brzmią tajemniczo. Egzotycznie. Gdyby nie jeden szczegół. Przytoczone wyliczanki brzmią niemal poetycko. Jak trzynaście postaci w podpisie na fotografii: Rywka, Malka, Ilka (przyszła żona Barucha), Baruch, Berta (żona Izaaka), Scheindel. Z przodu od lewej: syn Izaaka, Mojżesz, Mina Mindel (matka), Menachem mendel (ojciec), Tilla, Izak, Pesia.

Kto dziś da córce imię Pesia?

Albo kolejne imiona – tym razem dzieci Izaaka: Zalman, Henek, Ishayahu, Abraham. Czy córeczki Ilki – Chaja i Iluszka.

Nie brzmią pięknie? Same ich czytanie sprawia przyjemność dla ucha. Kilka stron dalej jest jeszcze więcej imion i nazwisk. Jest ich cały spis.

Setki jordanowskich imion: Lonia, Berka, Arie, Feiga, Jetti, Malka, Amalia, Ida, Perel, Zisl, Keila, Pinkas, Lea, Chana, Eliezer, Pesel, Lala, Batsheva, Gitl, Hana, Cyla, Chaskiel, Khava, Mesia, Zalman, Naftali, Sala, Gentil, Jite, Heshek, Yekhiel…

269 imion i nazwisk, które łączy kilka faktów. Są z Jordanowa, a spis, na którym się znaleźli w książce Grzegorza Miśkiewicza nosi tytuł „Lista śmierci”. Wojny  nie przeżyli. Nie dane im było.

Żydzi i ich polscy sąsiedzi

Teraz wydaje się że znikają też z pamięci. Nie tylko twarze, osoby, dokonania, pozostawione domy i mająt

Jordanów

Grzegorz Miśkiewicz

ki. Nikt już nie pamięta nawet brzmienia tamtych imion. Może tak jest wygodniej nie tylko w Jordanowie.

Pewnie proces zapomnienia postępowałby dalej tak samo sprawnie jak zarastanie trawą macew na starym kirkucie. Gdyby nie Grzegorz Miśkiewicz. Muzyk, kompozytor, którego dzieła często inspirowane Biblią są wykonywane w największych salach filharmonii na świecie. Historyk, doktor krakowskiego Uniwersytetu Papieskiego, który zapałał pasją dla wielu niezrozumiałą. Odkrywania narodu zapomnianego. Pozbawionego w Polsce nawet brzmienia swych imion. Dźwięku zgłosek wymawianych w jidisz.

Życie i Zagłada Izraelickiej Gminy Wyznaniowej w Jordanowie nie jest książką o rozliczeniach z przeszłością. Autor nie szuka na siłę winnych, ani nie emocjonuje się zrzucaniem części odpowiedzialności za śmierć Żydów na Polaków. Choć takie przypadki były także i w tych stronach. W końcu Kain także zabił swego brata. Ludzka natura podszeptuje, tym bardziej, gdy warunki ku temu prowokują – zabij, a przejmiesz jego ziemię. Majątek. Nie stanie ci się krzywda. Zarobisz.

Autor nie szuka moralnych tłumaczeń. Na zimno, jak na historyka przystało przytacza fakty. Czasem też te bolesne. Wymienia trzy rodzaje postaw Polaków od niesienia pomocy (niekoniecznie bezinteresownej) przez obojętność po nienawiść i współpracę z Niemcami.

Literatura fachowa przywołująca tysiące zeznań deponowanych od końca wojny w instytucjach historycznych (…) nie pozwala na negację tego zjawiska. Wręcz przeciwnie, wymaga przynajmniej od młodszych pokoleń nowego spojrzenia na historię. Nie jest to łatwe, bo historia powszechna na ogół milczy na ten temat, przynajmniej w podręcznikach szkolnych – twierdzi Miśkiewicz.

W imię historycznej prawdy pisze więc autor też o majątku, który po Żydach przejęli ich polscy sąsiedzi. Najpierw na mocy niemieckich decyzji, o przyznaniu „opuszczonych” nieruchomości tym, którzy o to poprosili, potem powtórnym przydziałom ustanawianym przez nową, polską władzę.

Zdrajca i jego ofiary zrównane

Jordanów

Najnowsza książka Grzegorza Miśkiewicza.

W tej historycznej książce są j też opowieści niezwykłe jak choćby o płytach nagrobnych Izraela Schreibera i jego żony Hindy Nebenzahl. Kamienie zniknęły z cmentarza. W Rabce z żydowskich macew potężne schody zrobił ówczesny hitlerowski komendant szkoły policji zwanej szkołą katów. Po wojnie część tablic ze zburzonych już schodów pozbierano, by zrobić z nich pomnik w pobliskim lesie na miejscu mordu kilkuset Żydów. Macewy dobrane zostały zupełnie przypadkowo. Dopiero niedawno inskrypcje zostały sfotografowane, potem odczytane i przetłumaczone. Ku ogromnemu zaskoczeniu obok siebie znalazły się właśnie tablice rabina i jego żony.

Inną zagadkową sprawą jest grób volksdeutscha i gestapowca Emila Wilczka. Został zabity przez AK po tym jak podziemne państwo wydało na niego wyrok śmierci. Pochowany został w listopadzie 1944 roku na cmentarzu w Rabce. Dziś jego grób znajduje się obok wojennych mogił, w których pochowano nieznanych żołnierzy. W latach 60-tych grób volksdeutscha zakwalifikowany został także jako mogiła wojenna. Być może koło tego oprawcy leżą także jego ofiary. Śmierć i ludzka pomyłka ich zrównały.

Książka Grzegorza Miśkiewicza nie jest lekką lekturą na świąteczne wieczory. Jednak warto po nią sięgnąć, by nie poddawać się stereotypom. By nie zapomnieć o tych, którzy tu przez lata żyli i pracowali. A w końcu zginęli – niestety, bywało, że także z ręki Polaków.

Oni są częścią naszej historii.

 

Foto wiodące: pomnik na cmentarzu Żydowskim w Rabce. Wśród kamiennych tablic jordanowskie  macewy z grobów Izraela Schreibera i jego żony Hindy Nebenzahl.