Obite dziennikarstwo czyli jak walczyć z korupcją

jak walczyć z korupcją

Anatolija pobili za teksty o korupcji. W Polsce do, której przyjechał szlifować dziennikarski warsztat – o Ukrainie słyszy głównie w kontekście Rzezi Wołyńskiej.

Czy kiedykolwiek przestaniemy być zakładnikami historii?

Dziesięcioro dziennikarzy z Zaporoża przyjechało na tydzień do Nowego Sącza na zaproszenie Małopolskiego Towarzystwa Oświatowego. Dla mnie to było również niezwykłe doświadczenie ciekawych dyskusji pojawiających się gdzieś pomiędzy tematami prowadzonego szkolenia. Nie tylko dotyczących dziennikarskich interwencji, ale przede wszystkim sytuacji w kraju. I pytania: jak udało nam się wyjść z kryzysu. A czy w Polsce ktokolwiek twierdzi, że się udało?  Dla nich jesteśmy przykładem na to, że tak.

Jak walczyć z korupcją

Jak poradzić sobie z niezadowoleniem społecznym? Jak ludzie mogli wytrzymać takie przemiany? Ile trzeba lat, by wyjść z gospodarczego dołka? Jakie były pierwsze reformy? Ile ich przeprowadzano równocześnie? Jak to możliwe, że ludzie przetrwali zaciskanie pasa nie oglądając się na czasy, gdy było lepiej?

A czy w Polsce wcześniej było lepiej? – odpowiadam pytaniem na pytanie. I przypominam sobie jak trzeba było wstawać o piątej nad ranem, mimo wakacji, by stanąć w kolejce po kilogram kiełbasy.

Teraz w kolejce nie stoję. Ale od rodaków słyszę znacznie więcej narzekania niż wówczas.  I tak od lat. Bez względu na czasy, kryzys i partyjne barwy rządzących.

Młodzi Ukraińcy z ciekawością dzieciaków wypytują o wszystko. Zdają sobie sprawę, że wszystko przed nimi. Także walka z gigantyczną korupcją, gospodarczymi przekrętami i społeczną obojętnością  oraz odbudowa zdruzgotanego zaufania społecznego do mediów. I zasianie wiary w sens i skuteczność działania.

Jak powinno wyglądać dziennikarstwo

Bo to, o czym często mówią to brak odzewu po napisaniu tekstów. Urzędnicy nie reagują, czytelnicy machają ręką. I nic się nie zmienia. Chyba, że ktoś się wkurzy, to naśle zamaskowanych zbirów, którzy obiją dla przykładu pismaka.  Anatolij pokazuje mi zdjęcie zrobione zaraz po tym jak napadli go „nieznani sprawcy”. Siniaki, podbite oko, krwawe wybroczyny. Nie patyczkowali się. Pamięta tylko tyle, że zatrzymali się przy nim, wysiedli z samochodu. Mieli na głowach kominiarki, a tablice rejestracyjne zakleili. Mogli zabić. Ale chcieli tylko wystraszyć. Bili, kopali. Na komendę przestali, wsiedli do samochodu i odjechali zostawiając dziennikarza z myślami: komu na tym najbardziej zależało.

Podczas dyskusji zaczynam się zastanawiać kto kogo powinien uczyć i dzielić się doświadczeniami. Ale może po prostu oni chcą zobaczyć jak powinno wyglądać dziennikarstwo w miarę normalnych warunkach?

Jak pomóc Ukrainie

Każdy wyjazd na Wschód, spotkanie z ludźmi stamtąd traktuję jako lekcje i przypomnienie jaką drogę pokonaliśmy. Jak bardzo Polska się zmieniła i przeobraziła mimo, że u nas nikt tego nie chce przyjąć do wiadomości.

Po szkoleniu wracam do naszej rzeczywistości. Znany polityk mówi o Rzezi Wołyńskiej. I konieczności przeproszenia.  To, że prezydent Petro Poroszenko uklęknął przed warszawskim pomnikiem ofiar – to wciąż za mało. Konieczne są kolejne pomniki, kolejne hołdy. Dopiero wówczas można będzie zacząć normalne relacje z Ukrainą.

A ja widzę młodych dziennikarzy, ludzi, którzy o swoją Ukrainę walczyli całkiem niedawno na Majdanie. Ludzi, którzy marzą o wolnym kraju i normalności.

I mam nadzieję, że polskiej telewizji nie oglądali, polityka nie słuchali. Bo jak długo zamiast myśleć o przyszłości mają odpowiadać za grzechy swych pradziadków?

A może czas zostawić historyczne dyskusje historykom, a poświęcić się myślom o teraźniejszości i przyszłości? Bo obita twarz dziennikarza z Zaporoża to także wyzwanie dla nas – jak pomóc, by i im udało się podążyć naszą drogą do choćby względnej normalności.