Jacek Jaworski, lis i przyjaciele fałszywi

Rudy szkodnik. Wcielenie fałszu i obłudy. Samo zło. A przecież – taki sympatyczny. Jacek Jaworski – niby zdrajca, a bohater.

Bez przesady – nie przerzucam się na tematykę leśno – myśliwską.  Nie zostałem z dnia na dzień nawiedzonym ekoterrorystą. Ale ten temat mnie tak zauroczył, że o tekście dla Tygodnika Podhalańskiego muszę nawiązać także i tu. Myślę, że historia ciekawa, a zdjęcia i filmy – rewelacyjne.

Jacek Jaworski

Jacek Jaworski i prawie miesięczny Fuchs.

Na Jacka Jaworskiego zawsze można liczyć jeśli chodzi o ciekawe tematy. Autor Raportu Taterników, który przyczynił się znacznie do skazania zabójców z kopalni Wujek z pierwszych dni stanu wojennego, zawsze zaskoczy jakąś ciekawostką. Tym razem przytargał mi na tapetę lisa.

Zwierz jak zwierz – co w nim ciekawego poza tym, że najwięcej fanów ma wśród okolicznych myśliwych? Ale ten okazał się wyjątkowy. Trzytygodniowego szczeniaczka znalazła podczas zawodów w Niemczech córka Jacka, Debora. A, że maluch był sam i skazany na pewną śmierć – przywiozła go do kraju.

Fuchs, bo tak go nazwali, zadomowił się ostatecznie pod opuszczona stodołą sąsiadów w górskim przysiółku. Lis ma nawet  szczepienia i książeczkę zdrowia, a niedawno łaził także z nogą w gipsie. Bo zdążył ją złamać podczas górskiej włóczęgi.  Nie chcę opowiadać całej historii – ta do przeczytania w Tygodniu.

Bo niby kury dusi

Ciekawe tylko to, jak bardzo łata szui przylgnęła do skądinąd tak sympatycznego lisa. Przez bajki? Może. W końcu obok wilka ten drapieżnik jest ucieleśnieniem wszelkiego zła. No, może jeszcze żmija szczyci się bardziej kaprawą proweniencją.

Czujność nie zawadzi.

Czujność nie zawadzi.

Pewnie lisią legendę skutecznie kultywują panowie ze strzelbami, którzy muszą wykazać się stosownym odstrzałem.

Mimo wszystko, nie jestem wrogiem polowań. Skoro człowiek wlazł ze swą gospodarką do lasu to musi pilnować równowagi. Z dwojga złego – już wolę odstrzały niż przyglądanie się selekcji naturalnej zwierząt przez śmierć głodową. Ale lis – w momencie gdy wilk  jest pod ochroną i myśliwi mogą co najwyżej szczerzyć na niego zęby  przez lunetę sztucera – urósł nam do roli wredniaka numer jeden.

Stąd „polowace” chwalą się zdjęciami nad całym pokotem ubitych futrzaków. Kilka miesięcy temu internet obiegł filmik, w którym widać jak dzielny myśliwy szczuje rannego lisa psami. Ot, taki sadystyczny rodzaj psiej tresury. Przecież to tylko lis. Wredny, fałszywy skurczybyk, który do tego masowo kury dusi.

Jacek Jaworski. Bo zdrajcami byli

Okno na świat.

Okno na świat.

Panuje obiegowa opinia, że pies mówi wszystko o swym panu. To jakiś omen w tym wszystkim, że lis akurat przyszwendał się Jaworskiemu. Trenerowi judo, szefowi szkolenia plutonów specjalnych milicji przed stanem wojennym.  A potem współpracownikowi podziemnej Solidarności. W jego wypadek na nartach, który miał zakamuflować odejście ze służb sam nie mogłem uwierzyć. Do czasu, gdy pracując przed laty nad reportażem „Bohaterowie czy łajdacy” pytałem o to kolejnych świadków. Wszystko się potwierdzało. Nawet to, że pewnego zimowego wieczoru przyszedł w goprowskim swetrze do o. Hugona, cystersa na Czarnej Górze wręczając teczkę z kopią raportu. Lata później staruszek w habicie opowiedział mi o tej rozmowie. I teczce, którą spalił zanim otworzył. Był pewien, że to prowokacja. Myślał, że właśnie przechytrzył ubeckiego lisa.

Wysłuchiwałem też opowieści taterników, którzy Jacka Jaworskiego, Ryszarda Szafirskiego i Janusza Hierzyka odsądzali od czci i wiary za to, że w Tatrach, świątyni wolności, śmieli szkolić zabójców z Wujka. Potem było jeszcze mnóstwo głosów, że cały Raport Taterników to bujda spisana na potrzeby wybielenia się przez zdrajców.

Worek stereotypów

W naturze najlepiej.

W naturze najlepiej.

Spasowali do siebie, razem dźwigając na grzbiecie ciężar stereotypów i ludzkich sądów. I czasem wieczorem siadają przed wejściem do stodoły. Fuchs wyskoczy, by ostrymi zębami delikatnie zaatakować dłoń. Ta szura w trawie niczym szara mysz, niby próbując uciec przed groźnym drapieżnikiem. Polubili się ogromnie.

W końcu – jeden to rudy szkodnik. Wcielenie fałszu i obłudy. Samo zło.

Drugi, to dla „kolegów” z milicji zdrajca, a wśród „przyjaciół” z opozycji – czerwony ubek.

Mijają lata i dekady. A stereotypy pozostają niezmienione .

Zdjęcia i film: rodzina Jaworskich



« (Wcześniejszy tekst)