Historie żydowskie. W poszukiwaniu wspólnej historii

Mieszkają dziesięć kilometrów od siebie. Ale o sobie nie wiedzą nic. I nawet nie zdają sobie sprawy, że łączy ich wspólna pasja. Odkrywanie przeszłości. Żydowskiej przeszłości swoich miasteczek.

I jeszcze jedno – Urszula Antosz Rekucka z Mszany Dolnej, Narcyz Listkowski z Rabki i Grzegorz Miśkiewicz z Jordanowa byli bohaterami moich tekstów w Tygodniku Podhalańskim. Najnowszy reportaż ukazał się właśnie w tym tygodniu.

Historie żydowskie – Narcyz Listkowski

To opowieść o mężczyźnie, który odkrył, że mieszka na żydowskiej mykwie – rytualnej łaźni mieszczącej się niegdyś w centrum Rabki. Dziś Narcyz Listkowski dobrze wie, że baseny, w których pobożni Żydzi obmywali nowe naczynia i oczyszczali swe dusze i ciała z win, znajdują się jakiś metr, może dwa pod podłogą. Zwyczajną, panelową jak to w salonie komunalnego mieszkanka.

Poza mezuzą na framudze drzwi nie widać tu śladów dawnej społeczności. A przecież tu była właśnie żydowska Rabka. Nad mykwą mieszkał rabin, którego nazwiska nikt już nie pamięta. W dokumentach znalezionych w Izraelu widnieje Izrael Rokach. Ale nikt tu nie słyszał takiego nazwiska. Jest za to wspomnienie. Jedno, dramatyczne. Obraz ilustrujący dramat ostatniego rabina.

Lipiec 1942. Młoda dziewczyna, pasąc krowy, widzi daleko na łące rabina na kolanach, z rękami wzniesionymi ku niebu, krzyczącego wniebogłosy. Nie wiadomo – wołał Boga? Błagał o pomoc? A może jak patriarcha Jakub – walczył z Jahwe? I jeszcze obraz jego córek odciągających starego ojca w stronę domu. Obserwująca tą scenę Polka nie rozumiała, o co chodzi. Dopiero później dowiedziała się, że komendant Wilhelm Rosenbaum kazał nazajutrz zebrać wszystkich Żydów po 60. roku życia oraz wszystkich pobożnych. Powiedział, że to jest ich ostatni dzień. Niech się modlą do swego Boga.

(Cudowne miejsce, TP 26/2015)

Historie żydowskie

Narcyz Listkowski i schody, które niegdyś wiodły do rabczańskiej synagogi.

Historie żydowskie. Grzegorz Miśkiewicz

Po rabczańskich Żydach nie ma śladu. Poza schodami prowadzącym do przedwojennej, nieistniejącej dziś synagogi. Odkopał je – całkiem niedawno – Narcyz Listkowski z przyjaciółmi. Jest jeszcze na drugim końcu miasteczka niewielki cmentarz przy Willi Tereska. A na nim macewy. Dwie z nich zidentyfikował Grzegorz Miśkiewicz, bo pochodziły z Jordanowa. Jego Jordanowa, który jako muzyk i kompozytor pokochał, a jako historyk odkrywa odsłaniając kolejne zapiski, odkrywając dzieje miejscowej gminy żydowskiej i jej zaginionych obywateli. Czasem próbuje odczytać wytarte przez wiatr i deszcz napisy na grobowych tablicach. Czasem w poszukiwaniu zagląda do Rabki, gdzie odkrył cudowną historię symbolicznie i przypadkowo odnajdujących się po śmierci małżonków.

Dziś mało kto wie, gdzie jest jordanowski kirkut, chociaż jego mur widać z głównej drogi. Pozostałe tam nieliczne macewy są tak zarośnięte, że najlepiej iść tam wczesną wiosną, gdy trawa jeszcze wszystkiego nie zasłoni. Podczas wojny wiele kamiennych macew Niemcy zabrali do Rabki, gdzie była Szkoła Policji Bezpieczeństwa i Służby Bezpieczeństwa (Schule der Sipo und SD). Tam komendant Rosenberg wymyślił sobie, żeby zrobić z nich schody. Długo też macewy walały się w korycie pobliskiego potoku. Było ich bardzo wiele. Po wojnie utworzono w Rabce cmentarz żydowski, którego nigdy wcześniej nie było – powstał tylko dlatego, że zamordowano tam około 400-500 Żydów. Z tych odnalezionych macew zbudowano pomnik. Nikt nie patrzył, jak je zbierano i układano – to było zupełnie przypadkowe. Potem okazało się, że macewa z grobu pierwszego rabina Izraela Schreibera i jego żony Hindy, (z domu Nebenzahl) są obok siebie.

(Pamięci niewygodnej kronikarz, TP 44/2014)

Historie żydowskie, antysemityzm

Grzegorz Miśkiewicz jest znanym kompozytorem głównie muzyki sakralnej. Jego pasją jest też historia jordanowskich Żydów.

Historie żydowskie i żydująca katechetka

Grzegorz Miśkiewicz na krakowskim Uniwersytecie Papieskim zrobił doktorat z historii. I nikogo nie dziwi, że bardziej niż historią papiestwa fascynuje go Judaizm na polskich ziemiach. Tą samą uczelnię ukończyła także Urszula Antosz – Rekucka, teolożka, katechetka. Nieco szalona, bo jak sama o sobie mówi – żydująca. Na lekcjach katolickiej religii zdarza jej się zapalić siedmioramienną menorę czy z młodzieżą zaśpiewać Hymn Szabatowy.

I nikt nie widzi w tym nic niestosownego. Przecież to religia naszych starszych braci w wierze – jak często określał Żydów Jan Paweł II. I bywa, że mszańskiej katechetce uda się zaprosić do miasteczka pod Lubogoszczą młodzież z Izraela.

Dzieciaki moje w ogólniaku po spotkaniu mówią: proszę pani, oni są tacy sami jak my! To są tacy fajni, młodzi ludzie. A oni sobie wyobrażali Bóg wie co. Żyjemy w takich podwójnych stereotypach – młodzi Żydzi też żywią się uprzedzeniami na nasz temat. Z tego część, niestety jest prawdą, bo nie jesteśmy wszyscy idealni, ale tym bardziej, że wszyscy jesteśmy antysemitami. Cieszą mnie słowa koordynatorki z Izraela, która przyznała, że najcudowniejsze co ich spotkało podczas wizyty w Polsce – to spotkanie z rówieśnikami w Mszanie Dolnej. Bo Polska przestała im się kojarzyć się tylko z krajem grobów przodków

(Betlejem i żydująca katechetka u grobu Racheli, TP nr 51/2013)

Choćby nie wiem jak bardzo przekonywać mnie o wrodzonym, „polskim antysemityzmie” – nie uwierzę.  Będę gryzł.  Może oni gdzieś są. Ale nie wśród moich znajomych.  Nie znam ich i znać nie chcę. Wolę posłuchać opowieść Miśkiewicza, Listkowskiego czy Antosz – Rekuckiej. Czy przypomnieć sobie głos Henryka Zdanowskiego,  dziewięćdziesięcioletniego staruszka z Mszany wspominającego śliczną buzię Lusi Beldegrunowej, z którą chodził do klasy. I piosenkę, którą ona śpiewała podczas szkolnej zabawy ubrana w różową sukienkę z loczkami na kruczoczarnych włosach: „Widziałam motylka co na listku drżał, złamane skrzydełka obydwa miał”. Była piękna i zawsze ładnie ubrana. A poza tym mieszkała tam, gdzie pachniało pieczywem, gdzie Henryk zawsze kupował podłużne bochenki chleba.  Po siedemdziesięciu latach, płacząc, mężczyzna relacjonuje ze szczegółami oglądane przez dziurę w płocie ostatnie chwile mszańskich Żydów zebranych w Rynku przez burmistrza, volksdeutscha Władysława Gelba.

Gdzieś na placu stała Lusia Beldegrun, potem w lesie padło do dołu jej młode ciało. I tylko można sobie wyobrazić jak umiera Siapsy Dawid Rebhun, który zawsze pachniał kawą i Beldegrun, który dawał Heńkowi struclę. Kolejne nazwiska, twarze, wspomnienia. Zbiorowa mogiła kryje w sumie 881 ciał. I wspomnienie Mszany, której już nie ma. Pan Henryk niechętnie wraca do tych czasów. Czasem, gdy spogląda przez okno usytuowane na wysokości chodnika głównej ulicy widzi nogi przemykających szybko postaci. Ludzie przechodzą, mijają. Tak samo jak wspomnienia tych, których już w Mszanie nie ma. Ale oni już nie wrócą. Pozostały tylko łzy.

(Mszana pachnąca macą, TP 14/2012)

Historie żydowskie, antysemityzm

Urszula Antosz – Rekucka zapala menorę.

Historie żydowskie. Świętując wspólnie

Przeglądam swoje teksty z „żydującymi” bohaterami. Odkrywam kolejne, nieznane historie. Po każdym spotkaniu wracam nie tylko z nową wiedzą, ale także emocjami. Daję się uwieść niezwykłym opowieściom, przesiąkam atmosferą przedwojennej, żydowskiej Rabki, Jordanowa, Mszany czy Nowego Targu. I urzekają mnie znów obrazy namalowane z opowieści całkiem współczesnych.

Niewielki dom u podnóża Lubogoszczy jest jedynym, w którym 25 dnia miesiąca kislew w oknie przez osiem dni zapala się chanukowe świece. Chanuka to żydowskie święto upamiętniające odbudowę świątyni Jerozolimskiej. Ponad siedemdziesiąt lat temu takich 9-ramiennych chanukij świeciło się w Mszanie tysiące. – Tak sobie myślę, że ci, którzy tu mieszkali i nie raz tędy chodzili cieszą się gdzieś w niebie, gdy widzą, że ktoś pali tu chanukowe światło – przyznaje katechetka.

Chanuka to święto ruchome. Bywają lata, że schodzi się ono z czasem Bożego Narodzenia. Wówczas w domu Rekuckich na choince zapalają się lampki, a w oknie chanukowe świece. Taki symbol przeplatających się losów, wierzeń, tradycji. I pamięci.

(Betlejem i żydująca katechetka u grobu Racheli, TP nr 51/2013)

Czy naprawdę my Polacy jesteśmy antysemitami? A może daliśmy sobie wmówić, że zachowanie patologicznego marginesu to norma?

 



(Późniejszy tekst) »