Giewont na ulicy czyli poradnik jak układać konia część 3.

Giewont na ulicy

Wraca na nasze łamy wątek hodowlany. Tym razem przygotowałem wideo korzystając z kamery sportowej. Podglądamy kolejny etap szkolenia – Giewont na ulicy.

Giewont ma już dwa i pół roku. By osiągnąć dojrzałość i zacząć startować w zawodach musi skończyć co najmniej 5 lat. Jest więc niejako w połowie drogi. I na drogę właśnie wyrusza. Co prawda nie jest to jego pierwsze wyjście, ale Edward Staszel, hodowca i miłośnik koni z Dzianisza przypomina, co i jak trzeba wykonać. Przyda się nie tylko tym, którzy hodują zwierzęta z zacięciem sportowym ale i wszystkim, którzy zaprzęgają konia do dorożki, bryczki, góralskiej kumoterki czy nawet fasiąga.

Obejrzyj wcześniejsze filmy i przeczytaj wpisy:
Do czego służy bat czyli sztuka układania konia 
Krótki poradnik jak układać konia część 2.

Giewont na ulicy i odruch skrzyżowania

Giewont  ma już wyuczony pierwszy i jeden z najważniejszych odruchów – zatrzymywanie się przed każdą poprzeczna drogą. Bez względu na wszystko.

-To ważne, bo nawet gdy się spłoszy, zerwie, ucieknie to zatrzyma się przy pierwszym skrzyżowaniu – instruuje Staszel.

I prowadzi Giewonta na razie na podwójnej lonży, bez zaprzęgania do bryczki, by koń poznał ulice i okolicę. Codziennie przez blisko 10 minut zwiedza i uczy się trzymać nerwy na wodzy. A to w przypadku konia rasy gorącokrwistej wcale łatwe nie jest.

– KWPN-y mają w Polsce bardzo złą opinię. Ludzie narzekają, że są nerwowe, szalone, nie chcą słuchać. A to nieprawda. To konie bardzo inteligentne i one muszą zrozumieć czego się od nich wymaga, dlaczego to mają robić. I potrzebują cierpliwości oraz systematyczności – przekonuje Edward Staszel.

Giewont na ulicy – gdy głos uspokaja

Kolejny dobry nawyk to zatrzymywanie się w miejscu w przypadku niespodziewanych zagrożeń. Jak tłumaczy hodowca – koń uciekanie ma w krwi. Taka jego natura, więc trzeba wbrew niej wpoić mu przeciwny odruch. Rzeczywiście, gdy przechodzimy obok wiejskiego płotu, za którym nagle coś się poruszyło – Giewont początkowo niemal przysiada, by w ułamku sekundy stanąć w bezruchu. I czeka na to, co zrobi idący za nim przewodnik. Na spokojne słowa „do przodu” rusza dalej jak gdyby nic się nie stało.

Poznaje te same miejsca, ale spotyka się też z nowymi odgłosami. Przejeżdżający ciasną uliczką samochód, terkoczący ciągnik, czy domowe zwierzęta – nic nie ma prawa odwrócić jego uwagi. Podobnie jak rozmowa z napotkaną po drodze sąsiadką. Giewont wie, że nic złego to nie zwiastuje, tym bardziej, że słyszy spokojny głos właściciela.

I właśnie ta odpowiednia modulacja głosu ma konia uspokajać gdy zwierze wyczuwa jakieś niebezpieczeństwo. Podobnie jak dotyk bata. Przypomnijmy kolejny raz – bat nie służy do bicia, ale uspokajania. To przedłużenie ręki woźnicy, moment jego fizycznego kontaktu i powiedzenia – jestem już obok, nie bój się. I odpowiednie dotknięcie – czy na zadzie czy z boku powoduje, że Giewont albo się zatrzymuje, albo skręca.

Giewont na ulicy – powrót w to samo miejsce

Mój dziennikarski samouczek już w sprzedaży. Kliknij i kup!

Spacer po Dzianiszu kończymy zawsze w tym samym miejscu – tuż za progiem stajni. Tu każdy koń jest czyszczony przed i po wyjściu, stąd wychodzi i tu wraca.

– To ważne, by konia wyprzęgać zawsze w tym samym miejscu. On nawet gdyby się zgubił, zerwał to wie gdzie ma za każdym razem wrócić – dodaje. – To jego miejsce, jego przestrzeń, w której czuje się u siebie.

A na koniec zachęcam do obejrzenia krótkiego, 20-minutowego filmu – zapisu wspólnego spaceru podczas którego Edward Staszel wprowdzą w tajniki trudnej sztuki układania konia rasy gorącokrwistej. Ale przyda się to nie tylko  hodowcom, ale i wszystkim tym, którzy konie kochają, albo przynajmniej lubią na nie popatrzeć. A KWPN-y to jedna z najpiękniejszych okazów prezentujące się doskonale nawet w nieciekawej scenerii wiejskiej zabudowy.

Film nakręciłem tanią kamerką sportową, która okazuje się całkiem przydatnym gadżetem także dla dziennikarzy.