Oko w oko z myśliwym

Fuchs

Sam żyje z zabijania. I zabicia obawiać się musi każdego dnia.

Ma na imię Fuchs. Z niemiecka. I nie chodzi tu o mafijne porachunki.

Fuchs to lis, którego losy opisywałem już tutaj. Pochodzenie drapieżnika jest obce – Fuchsa przywiozła z zawodów kolarskich za zachodnią granicą Debora Jaworska. Samotny, rudy maluch przyplątał się i nie chciał się odczepić od polskiej zawodniczki. W końcu, od miejscowego weterynarza dowiedziała się, że lisek bez matki nie przeżyje – więc sama mu matką została.

Lis w gipsie

Karmiła go w przerwach między wyścigami, dbała po zawodach. A w końcu – nie miała wyjścia – Fuchsa zabrała do Polski. Na Danielki. Okolice domu Jaworskich położonego w górskim przysiółku okazały się doskonałe dla rudego malca. Gdy podrósł – gospodarze wystawili go z domowych pieleszy na zewnątrz. Półdziki lisek szybko znalazł sobie miejsce pod stodołą i coraz odważniej zaczął się zapuszczać do lasu. Zanim zniknął na dobre – jeszcze skubaniec zaliczył gips.

Fuchs

Na drodze, choć obcych Fuchs unika.

Nie wiadomo co Fuchs narozrabiał albo z kim zadarł – opiekunowie zauważyli pewnego dnia, że utyka wlokąc za sobą powykręcaną tylną łapę. Weterynarz, do którego Jaworski zawiózł lisa był mocno zdziwiony przyznając, że takiego pacjenta nie miał. Śmiał się też myśliwy, który zajrzał do kliniki ze swym psem. Jak się później okaże – dzięki wizycie w klinice Fuchs nie skończył z rozdziawionym pyskiem na wypchanym korpusie u kolekcjonera trofeów.

Fuchs pochodził w gipsie grzecznie trzy tygodnie – akurat tyle ile powinien, po czym zdjął go sobie sam. Z czasem na Danielki przestał zaglądać – widać zdobywanie pokarmu idzie mu nie najgorzej. Może znalazł swą partnerkę i założył rodzinę? Kto go tam wie.  Wiadomo tylko, że żyje. Przynajmniej jeszcze niedawno tak było.

Po znajomości

Tymczasem myśliwy w lutowy poranek wybrał się na polowanie. Wziął broń, wzuł ciepłe buty i ruszył w las gdzie odbywały się rójki lisów. O tej porze rudzielce dobierają się w pary i toczą ze sobą zażarte boje o towarzyszki życia. Musza dobrze wybrać, bo jako monogamiści ze swą jedyną towarzyszką spędzają całe życie. Jak ludzie. Przynajmniej teoretycznie.

Rozbuchana chuć i pęd do jak najszybszego seksualnego  zaspokojenia powodują, że stworzonka na pewien czas tracą  rozsądek. Podobnie jak ludzie. Przynajmniej teoretycznie.

Myśliwemu podczas polowania na lisy szczęście nie dopisywało. Zmęczony oczekiwaniem na okazję do strzału usiadł na pniu, a sztucer oparł o drzewo. Jak zwykle, gdy tylko zdejmie palec z cyngla wtedy nadarza się okazja.  Zgodnie z prawami Murphy’ego myśliwy zobaczył bardzo blisko pięknego, dobrze odżywionego rudzielca. Co ciekawe, futrzak ufnie, spokojnym krokiem zbliżał się do niego, aż w końcu przysiadł u jego boku. Popatrzyli sobie w oczy –

Fuchs

Fuchs w gipsie

doświadczony myśliwy rozpoznał niedawnego pacjenta spotkanego u weterynarza. Przez pewien czas siedzieli obok siebie w końcu Fuchs podniósł się, odszedł kilka kroków. Obejrzał się jeszcze i w końcu piękniś odszedł w siną dal.

Było to kilkaset metrów od domu w Danielkach. Po części i jego domu. – Myślę, że jeszcze się z nim spotkamy tym bardziej, że widziałem nieraz świeże ślady lisa obok domu w miejscach, gdzie bawiliśmy się z Fuchsikiem – przyznaje z nadzieją Jacek Jaworski.

Myśliwskie potworności

Fuchs – jak jego niemieckie imię wskazuje to szczęściarz.  Niestety, szczęścia może mieć mniej, gdy spotka innego myśliwego. Ufność do człowieka zwykle drogo kosztuje każde dzikie zwierzę.

Aż trudno uwierzyć jakimi jesteśmy potworami.

[grwebform url=”https://app.getresponse.com/view_webform_v2.js?u=PeoJ&webforms_id=2475702″ css=”on” center=”off” center_margin=”200″/]



« (Wcześniejszy tekst)