Dziennikarstwo śledcze i pomysł na nienudny wykład

dziennikarstwo śledcze

Końcowy efekt często rozpala emocje. Jednak dziennikarstwo śledcze to miesiące spędzane nad dokumentami, archiwami i rozmowami z dziesiątkami osób.

Czasem w naszym Warsztacie Medialnym dostajemy nietypowe propozycje, takie jak wykład dla studentów dziennikarstwa Uniwersytetu Jagiellońskiego. Ale my wykładów nie lubimy. I robimy zajęcia po swojemu.

Beata Sabała – Zielińska, zakopiańska dziennikarka radiowa zaprosiła nas na gościnne występy. Nas czyli Jurka Jureckiego i mnie. Nakreśliła ogólnie temat: dziennikarstwo śledcze. I czas – trzy godziny zegarowe. Z jednej strony – za mało, by ugryźć temat. Z drugiej – nikt nie wytrzyma tak długiej pogadanki typu spotkanie z ciekawym człowiekiem. Co zrobić, by nie zanudzić?

Dziennikarstwo śledcze – idąc wyznaczonym tropem

dziennikarstwo śledcze

Praca w grupach – redakcje przygotowują plan działania.

Trzeba było dostosować warsztat, który stworzyliśmy przed laty według pomysłu i przy współpracy Jacka Łęskiego – wówczas popularnego dziennikarza śledczego. Tyle, że według tego schematu – na rozwiązanie lokalnej afery uczestnicy mieli dwa – trzy dni zajęć, podczas których trenerzy wcielali się w bohaterów zagadki. Ci wyposażeni byli też we wszelkie potrzebne dokumenty, jakie dziennikarze mogli starać się pozyskać buszując po urzędach, rejestrach sądowych czy miejscowych fundacjach.

Końcowym elementem zajęć było napisanie przez rywalizujące ze sobą zespoły tekstu, który miałby się ukazać na łamach ich gazety. To pokazywało jak różne mogą być efekty pracy nad tym samym tematem.

Tyle, że zajęcia na UJ miały trwać trzy godziny, a nie dwa dni. Trzeba więc było to jakoś zmodyfikować.

Pomysł nasunął się sam – punktem wyjścia zrobiliśmy  pracę nad autentycznym tekstem Jurka Jureckiego „Nietykalni”, który doprowadził do aresztowania wiceszefowej zakopiańskiego urzędu skarbowego.

Studenci dostali więc tajemniczy anonim i odtąd w grupach mieli odpytywać wyszukanych przez siebie bohaterów mogących naprowadzić na tropy korupcyjnych układów jakie panowały w urzędzie.  A Jurek raz był emerytowanym urzędnikiem, innym razem handlarzem na jarmarku czy sprzątaczką w urzędzie. A przy tym barwnie opowiadał o kulisach powstawania całej serii artykułów sprzed lat.

Było interesująco.

Dziennikarstwo śledcze i garść podstawowych zasad

dziennikarstwo śledcze

Jurek Jurecki w razie potrzeby potrafi się wcielić w rolę sprzątaczki. W tle zdjęcie głównej bohaterki „Nietykalnych”.

Przy okazji nie mogło zabraknąć dyskusji na temat stanu polskiego dziennikarstwa śledczego. Wykruszania się grona tych, którzy się taką tematyką zajmują oraz mieszaniu pojęć przez tych, którzy za dziennikarstwo śledcze przyjmują pisanie typowych „policjałków”.

A różnica jest wyraźna – dobry tekst śledczy ujawnia kulisy przestępstwa. Zwykle dopiero po nim prokuratura wszczyna swoje postępowanie i „goni” dziennikarza. Może być też oczywiście sprawa rozwiązywana równolegle. Jednak to dziennikarz śledczy niczym detektyw prowadzi swoje odrębne dochodzenie nie ograniczając się do tego co zakomunikuje mu rzecznik policji.

Jednym z ekspertów warsztatów z dziennikarstwa śledczego, które przed kilku laty prowadziliśmy w Zakopanem była Anna Marszałek, wówczas dziennikarka śledcza Rzeczpospolitej.

Na co zwraca uwagę na podstawie swoich doświadczeń? Na pierwszym miejscu wymienia zasadę obowiązującą nie tylko w dziennikarstwie śledczym – obowiązkowe dotarcie do drugiej strony. Stanowisko negatywnego bohatera jest niezbędne nawet jeśli się z nim nie zgadzamy lub wiemy, że kłamie. Prawdę w końcu ujawniamy w artykule.

Oczywiście w tego typu tekstach trzeba pamiętać o szczególnej staranności w zbieraniu materiałów. Każda pomyłka może oznaczać porażkę w sądowym procesie.

Punktem wyjścia do opracowania tematu jest zebranie dostępnych materiałów. Dobry research pozwoli przygotować się na rozmowy z bohaterami i uniknięcie zbędnych pytań o sprawy znane.

Dziennikarstwo śledcze czyli praca u źródeł

Jakie mamy źródła, z których warto skorzystać? Anna Marszałek wylicza:

  • Wszystko, co uda się znaleźć w Internecie i w materiałach publikowanych (biura wycinków prasowych, agencje dostarczające materiałów z prasy, radia i telewizji na zadany temat).
  • Krajowy rejestr sądowy (akta spółek, stowarzyszeń, fundacji). Rejestry są dostępne on-line. Uwaga na firmy, które chcą na tym zarabiać – KRS jest także bezpłatny – do znalezienia np. przez strony Ministerstwa Sprawiedliwości.
  • Akta prokuratorskie i sądowe. W trybie ustawy o dostępie do informacji publicznej możemy zażądać wglądu w akta umorzonych śledztw prokuratorskich. Drogę przetarł ktoś, kto nie odpuścił i zaskarżył odmowę do sądu administracyjnego. Oczywiście nie dostaniemy wglądu w akta śledztwa prowadzonego. Sądy bywają różne, ale zwykle dziennikarz dostaje zgodę na wgląd w akta prowadzonych i zakończonych procesów. Jest też droga na skróty – przez kontakt z adwokatem – pełnomocnikiem, którejś ze stron,  samą stronę lub pokrzywdzonego i jego pełnomocnika.
  • Dokumenty z sądów administracyjnych i urzędów (np. rejestr działalności gospodarczej zgłoszonej w gminie, plany zagospodarowania, itp.)
  • Raporty kontroli NIK.
dziennikarstwo śledcze

Podczas naszych zajęć musi być ruch.

Do tego trzeba dodać kontakt bezpośredni. Kogo pytać? Już wiemy, że niezbędny jest kontakt z negatywnym bohaterem, ale także jego przyjaciółmi, znajomymi, rodziną.

Trzeba i zapukać do jego wrogów czy konkurentów. Na liście „źródeł osobowych” powinni się znaleźć także przedstawiciele instytucji i organów, w których pracował nasz bohater, był z nimi jakoś związany (kiedyś i obecnie), a wreszcie rzecznicy prasowi i inni przedstawiciele policji, prokuratury, sądów. Oczywiście o ile te organa się nim jakoś zajmowały.

Warto jeszcze dodać do tego koronną zasadę – pod żadnym warunkiem nie wolno nam ujawnić źródła informacji, jeśli zastrzegło sobie anonimowość.

Dziennikarstwo śledcze – gatunek jakby wymierający

Dziennikarstwo śledcze nie jest łatwym kawałkiem chleba. Tego typu publikacje są niezwykle potrzebne. Jednak ludzi, którzy się parają tak mozolną pracą jest coraz mniej. A i redakcje coraz częściej licząc pieniądze dochodzą do wniosku, że nie opłaca się utrzymywać osobny etat człowieka, który pisze tekst raz na kilka miesięcy. Nawet jeśli jest to prawdziwa bomba, to bilans zysków i strat podpowiada, że to się nie opłaca. I śledczych ubywa.

Przybywa za to tych, którzy śledczymi się nazywają pisząc teksty na podstawie policyjnych biuletynów.

Chcesz się dowiedzieć więcej o szkoleniach Warsztatu Medialnego? Kliknij i przejrzyj naszą ofertę szkoleniową.