Niezależne, samorządne, dziennikarskie związki

dziennikarskie związki

Dziennikarskie związki, stowarzyszenia czy towarzystwa – jakby tego nie nazwać – potrzebna są nam silne organizacje zrzeszająca autorów. Także lokalnych.

– W Polsce nie ma czegoś takiego jak „środowisko dziennikarskie” – przekonuje Maciej Mrozowski, medioznawca w wywiadzie dla wirtualnemedia.pl. –  Jest dużo osób wykonujących zawód dziennikarza lub utożsamiających się z tym zawodem lub poszczególnymi redakcjami. Nie jest to jednak spójna grupa zawodowa będąca w stanie wypowiadać się jednym głosem.

Jakby nie patrzeć – święta racja. Ale trudno się temu dziwić. W końcu nam dziennikarzom tak mocno wpaja się świętą regułę konkurencji i walki o newsa, że nie wyobrażamy sobie by pójść na piwo z kimś z obcej redakcji. Efekt? W sytuacji kryzysowej nie ma czegoś takiego jak głos środowiska. Nawet jeśli Monika Olejnik jednym wystąpieniem to zadekretuje. Jednomyślność grupy dziennikarzy szturmujących drzwi pokoju naczelnego Wprost przetrwała tylko jedną noc.

Uwierzyliśmy, że jako dziennikarze jesteśmy indywidualistami i nonkonformistami, którzy nie są skorzy do współdziałania. I wciąż jesteśmy przekonani, że tylko samodzielnie i w opozycji do konkurencji możemy cokolwiek zdziałać. Dla newsa zrobimy wszystko. Byle samodzielnie i bez dzielenia się wierszówką.

Dziennikarskie związki – klęska urodzaju

Owszem, mamy Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich. Jest też Towarzystwo Dziennikarskie, którym z SDP nie po drodze. Trudno się oprzeć wrażeniu, że sensem istnienia obu tych instytucji jest udowodnienie sobie nawzajem potrzeby własnego istnienia. I przekonanie, że w swych politycznych poglądach są absolutnie apolityczni. Jest też Stowarzyszenie Gazet Lokalnych, ale ono skupia wydawców, a nie dziennikarzy. Mamy i Stowarzyszenie Polskich Mediów, które zajmuje się przede wszystkim wycieczkami, o czym już kiedyś na tym blogu pisałem (Kongres w Egipcie albo pies z jajami w destylarni). A wreszcie i Stowarzyszenie Prasy Lokalnej.

Niezrzeszeni jesteśmy słabi w obronie przed atakami, co gorsze nie potrafimy bronić się sami przed sobą. Bo nie ma czegoś takiego jak powszechnie przyjęty kodeks postępowania czy zasad etyki.

Przed rokiem SDP zorganizował na swojej stronie Pogotowie Dziennikarskie. To przygotowana przez fachowców z Warszawy za szwajcarskie pieniądze pokazówka dla niedouczonych pismaków z prowincji jak robić prawdziwe dziennikarstwo. Przypadkiem jeden z tekstów pogotowia  poruszał temat, którym zajmowałem się i ja. Dziennikarstwo zaproponowane  przez SDP to tekst zrobiony po rozmowie z jedną stroną. Autor nie zadał sobie nawet trudu, by zadzwonić do oskarżanego o korupcję wójta tylko przytoczył co ten zwykle opowiadał lokalnym dziennikarzom. Niedługo później sąd rozpatrując sprawę oskarżeń o korupcję uznał, że główny bohater tekstu, biznesmen, który miał wykryć milionowe łapówki jest niepoczytalny. Gdzie byłby dziś dziennikarz, gdyby do sądu trafiła sprawa o zniesławienie?

Dziennikarstwo zorganizowane

Składka członkowska w SDP to miesięcznie jedyne 6 zł. Za te pieniądze – jak czytam na stronie – dostajemy darmowy wstęp do większości muzeów Europy czy zniżkę w ambulatorium medycznym przy ul. Foksal w Warszawie. Warunek przyjęcia – wprowadzenie przez dwóch członków SDP. I tu jest problem. Znam może jednego.

– Środowisko musi być bardzo dobrze zorganizowane. Musi posiadać swoje instytucje samorządowe, które realnie bronią jego interesów,  realizują jego aspiracje i dbają o prestiż oraz wizerunek całego środowiska – zauważa Mrozowski. – W Europie i na świecie funkcjonują silne organizacje zawodowe dziennikarzy (w przeciwieństwie do polskich niewiele znaczących stowarzyszeń) oraz mechanizmy samoregulacji. W większości państw dziennikarze są dużo lepiej zorganizowani, mają swoje rady korporacyjne, które ustalają standardy dobrych praktyk i troszczą się o ich przestrzeganie. Bo to podnosi wiarygodność dziennikarzy, a więc wszystkim się opłaca. Polskie środowisko dziennikarskie, choć liczne, jest bardzo słabe i w żaden sposób nie zorganizowane.

Środowiska dziennikarskiego nie sposób organizować z pominięciem dziennikarzy lokalnych i regionalnych. Jakby nie patrzeć na profesjonalizm i fachowość kolegów z Warszawy – jest nas więcej. Tymczasem wydaje się, że samorząd dziennikarski odpowiada temu co dzieje się w Polsce z klasa polityczną. Jest centrum skupiające wybranych i doły, z którymi centrum liczy się raz na cztery lata.

Realne wsparcie

I co w związku z tym? Czy na przekór wszystkim i samym sobie jesteśmy w stanie zorganizować się i stworzyć od podstaw lub wybrać jeden silny związek dziennikarski? Czy w ogóle jest on nam potrzebny? A przede wszystkim – co zrobić by powstała jakakolwiek organizacja wspierająca i wyrażająca wolę większości lub choćby dużej części środowiska?

Mimo wszystko wierzę, że da się stworzyć lub zmienić coś, by samorząd dziennikarski mógł dostarczyć nie tylko zniżek, rozrywki czy samozadowolenia działaczy. I da nam realne wsparcie i pomoc w ścieraniu się z politykami, służbami, biznesem, a wreszcie z nami samymi.



« (Wcześniejszy tekst)
(Późniejszy tekst) »