Dziennikarski związek zawodowy – w pogoni za normalnością

dziennikarski związek

Płaćcie nam uczciwie – to krzyk freelancerów i nie tylko. Dziennikarski związek zawodowy apeluje o stworzenie kodeksu dobrych praktyk.

To w końcu kiedyś musiało nastąpić. Dziennikarki i dziennikarze zakładają związek zawodowy. Właściwie komisję przy istniejącym, ale to nieistotne. Ważne, że  coś drgnęło w środowisku, w którym dotąd wszyscy byli do siebie nastawienie konkurencyjnie. Wiadomo – w codziennej pracy liczy się, kto prędzej będzie miał newsa, kto wyczai ciekawszy temat do reportażu, kto napisze go inaczej, dotrze do nieznanych świadków. Zapewne podświadomie przekłada się to na przekonanie, że w sprawach pracowniczych również jesteśmy samotnymi wilkami. Wywalczysz sobie lepsze warunki to je masz. Nie? To trudno.

Dziennikarski związek – zajmijmy się też swoimi sprawami

A nie chodzi o spory zbiorowe i spektakularne strajki. Niemal wszyscy zdajemy sobie sprawę, że razem z wydawcami jedziemy na tym samym wózku. Nasi szefowie są często również dziennikarzami. Dlaczego więc w mediach dochodzi do nieprawidłowości? Dlaczego walcząc ze śmieciówkami i wykorzystywaniem pracowników w innych firmach nie potrafimy zawalczyć o własne środowisko? Dlaczego mając etat martwimy się, że pensja co prawda jest niewysoka, ale co nas obchodzi fakt, że współpracownik, autor zewnętrzny dostaje jeszcze mniej?

Przyszłość dziennikarstwa należy do freelancerów – mówili wykładowcy na podyplomowych studiach dziennikarskich. Mamy laptopy, bezprzewodowy internet, smartfony – fizyczny kontakt z pracodawcą nie jest więc już w wielu zawodach potrzebny. W niedalekiej przyszłości mało kto będzie „jeździć do pracy” w klasycznym rozumieniu tego słowa. Biuro czy redakcję będzie się odwiedzać raz na dwa-trzy tygodnie, resztę spraw będzie się załatwiać elektronicznie, nawet narady można robić przez telekonferencje. Taką wizję świata za 10-20 lat, a więc teraz, snuło kilkanaście lat temu wielu poważnych socjologów, ekonomistów i publicystów.

Tak się jednak nie stało. Osoby, które zaczynając kilkanaście lat temu karierę dziennikarską wybrały szlak freelancera, niekoniecznie wyszły na tym najlepiej. Dlaczego ówczesne przepowiednie się nie sprawdziły, a freelancerzy zostali na lodzie?

To tekst Kuby Łoginowa opublikowany w Warsztacie Medialnym przed rokiem (Ile zarabia dziennikarz czyli trudne życie freelancera). Autor, ówczesny freelancer wziął się za działalność publiczną i politykę. A co w dziennikarskim środowisku? Tu zmiany postępują wolno. Cóż, nie jesteśmy hydraulikami czy murarzami, nie przebieramy w ofertach. W mediach nie ma „rynku pracownika„. Często za to słyszymy utyskiwania niemal każdego wydawcy o spadkach sprzedaży, problemach finansowych i kryzysie w mediach.

Dziennikarski związek – to dopiero początek

Grono współpracowników w gazetach i na portalach wcale nie jest małe. Małe są za to zwykle ich honoraria. Stąd zwykle dziennikarstwo muszą traktować raczej jako hobby i dodatek do pracy. Trudno sobie wyobrazić pracę freelancera, którzy publikuje teksty na zamówienie w różnych gazetach i portalach. Z gażą często poniżej 100 zł za reportaż, nad którym pracuje kilka dni nie będzie w stanie przeżyć. Chyba, że nie zapłaci ZUS-u, nie zarejestruje działalności, nie pomyśli o emeryturze. Nie je.

To była kwestia czasu, by wreszcie środowisko zaczęło się łączyć. I to nie wokół rachitycznych i upolitycznionych organizacji dziennikarskich. W sierpniu powstała Komisja Dziennikarek i Dziennikarzy przy OZZ Inicjatywa Pracownicza. Jak przystało na związkowców – rozpoczęli od walki o prawa pracownicze. I słusznie rozpoczęli od stworzenia kodeksu dobrych praktyk. Bo nikt nie chce podcinać gałęzi, na której sam siedzi.

– Chcemy wypracować zasady współpracy z redakcjami, które byłyby czytelne dla obu stron, a jednocześnie tworzyły poczucie, że dziennikarka/dziennikarz jest traktowany sprawiedliwie i z szacunkiem. Niebawem szerzej poruszymy kwestie podpisywanych umów, terminowości wypłat czy proponowanych za teksty stawek – czytamy w pierwszym ich wpisie na facebookowym profilu.

Dziennikarski związek – lista freelancera

W liście rozesłanym do najważniejszych redakcji freelancerzy z Komisji Dziennikarek i Dziennikarzy proponują konkretne zasady. Umowa, która symetrycznie spełnia oczekiwania obydwu stron, wypłata honorarium po przyjęciu tekstu, a nie dopiero po publikacji, pokrycie kosztów przygotowania artykułu jak dojazdy czy hotele, a wreszcie terminowa wypłata honorarium. Temat podjął branżowy Press.

A wydawcy? Pytani przez Press komentują dość ostrożnie w stylu – inicjatywa dobra, warto się przyjrzeć, ale nie można jej rozważać w oderwaniu od sytuacji wydawców. Krótko mówiąc – entuzjazmu nie widać.

A przecież wszystko wydaje się być zrozumiałe. Zresztą, przeczytajcie sami. Poniżej w całości podaję postulaty zawarte w liście Dziennikarek i Dziennikarzy.

1. UMOWA. SYMETRYCZNA I KONKRETNA

Umowa jest porozumieniem, które chroni interesy obydwu stron: autora i wydawcy. Gdy jest spisana – przed rozpoczęciem pracy – choćby w formie mejlowej, pozwala uniknąć niedopowiedzeń i niejasności.

Zgodnie z kodeksem cywilnym umowa określa realny termin oddania dzieła, ramowe wymogi dotyczące dzieła (w przypadku tekstu: jak długi ma być? w jakiej formie napisany? co koniecznie w nim zawrzeć?). To kwestia istotna nie tylko dla autorów, ale także dla redaktorów i redaktorek.
Dobra umowa określa stawkę – a przynajmniej przedział płacowy oraz termin zapłaty honorarium – nie dłuższy niż 30 dni od momentu zaakceptowania tekstu.

Zgodnie z przepisami kodeksu cywilnego, jeżeli w umowie nie zostało to zapisane inaczej, wynagrodzenie należy się w chwili oddania dzieła. Ale w wielu tytułach za tekst płaci się po jego opublikowaniu, a publikacja z różnych przyczyn może się opóźniać nawet o kilka lub kilkanaście miesięcy. Koszt finansowy takich opóźnień ponosi autor.
Termin zapłaty powinien pozostać niezależny od terminu publikacji materiału.

2. PRZYJĘCIE TEKSTU I INFORMACJA O PLANOWANEJ PUBLIKACJI

Autorzy tygodniami lub miesiącami czekają na jakąkolwiek informację dotyczącą tekstu – czy dotarł, czy wymaga poprawek, czy i kiedy zostanie opublikowany.

Rekomendujemy wprowadzenie zasady akceptowania, odrzucania tekstu lub konieczności wprowadzenia poprawek w czasie nie dłuższym niż 14 dni od otrzymania przez redakcję zamówionego materiału.

3. KOSZTY REALIZACJI ZAMÓWIENIA

Jako autorzy zewnętrzni nie generujemy kosztów takich jak wyposażenie miejsca pracy, sprzęt – o to wszystko dbamy sami.
Zakładamy, że wydawcom zależy na pogłębionych, solidnie napisanych tekstach – niezależnie od tego, czy tekst napisał autor na etacie czy współpracownik.
Takie właśnie teksty piszemy.

Jednak kiedy się analizuje wyliczenia dotyczące czasu realizacji tekstów i wysokości honorariów, okazuje się, że pracujemy znacznie poniżej stawek minimalnych.

Gdy doliczy się do tego koszty realizacji zleconych materiałów, honoraria „netto netto” okazują się symboliczne.
Dlatego uważamy, że redakcja, która zleca tekst wymagający podróży, powinna pokryć koszty związane z realizacją materiału, w szczególności takie jak przejazdy czy noclegi.
Przerzucanie finansowego ciężaru realizacji tekstów na dziennikarzy to ryzyko – dziennikarze mogą próbować minimalizować koszty, ograniczać research i wysiłki włożone w powstanie tekstów, a to odbije się na ich jakości.

4. TERMINOWOŚĆ WYPŁAT HONORARIÓW

Dla dużego wydawnictwa zapomniany czy przesunięty na kolejny miesiąc przelew to wypadek przy pracy. Dla dziennikarza, który na ten przelew czeka, to wyrwa w zaplanowanym i jednocześnie niestabilnym budżecie. Dlatego tak ważne są dla nas terminowe wypłaty honorariów.

To cztery najważniejsze kwestie, najbardziej dla nas palące.

Wierzymy, że Państwo również dostrzegają konieczność uregulowania zasad współpracy.
Zapraszamy do rozmowy wszystkich wydawców prasy i wszystkie redakcje w Polsce – z nadzieją, że razem wypracujemy zasady, dzięki którym teksty prasowe będą jeszcze lepsze – i będą powstawać z poszanowaniem praw obydwu stron umowy.

Rynek prasy jest w kryzysie, ale można i warto go kształtować. Zacznijmy to robić wspólnie, stwórzmy przestrzeń do dyskusji i do współpracy.
Liczymy na spotkanie – jeśli popierają Państwo nasze postulaty, prosimy o odpowiedź w ciągu dwóch tygodni.

Dziennikarski związek – jednoczmy się

Tylko tyle, a może aż tyle. Pewnie różne grupy mają także swoje listy pełne postulatów. Całkiem racjonalnych i potrzebnych. Tyle, że mało kto chce je wysłuchać, a tym bardziej wprowadzać w życie. Dziennikarstwo w gazetach lokalnych to także dziennikarstwo choć jego realia często są  zupełnie inne niż te panujące w dużych tytułach. Tu  też warto wygłosić swoje zdanie.

Co ciekawe – o ile nawet wydawcy gazet lokalnych mają swoje stowarzyszenia, to nie widać dotąd organizacji zrzeszających samych dziennikarzy. Może Komisja  Dziennikarek i Dziennikarzy to dobry krok na jednoczenie się od podstaw? Problemów do rozpatrzenia także w lokalnych redakcjach będzie pewnie więcej.

A jeśli chcecie się dołączyć to namiary podaję za wpisem na facebookowym profilu komisji:  e-mail: komisjadziennikarska@gmail.com można też zadzwonić pod numer: 796 565 611.