Cel: dziennikarz

Medialna pamięć jest krótka.

Trwa tyle co news z czołówki.

Gdy tylko wybrzmi,

zastępuje go kolejny.

 

Dziś robili uliczną sondę. Lapidarne pytania w sprawie turystyki.  Ona, 24-letnia Alison Parker z mikrofonem. On, 27-letni Adam Ward z kamerą. Nie byli dziennikarskimi celebrytami. Nie pracowali dla znanej telewizji. To ekipa WDBJ7, lokalnej telewizji.

Strzały padły podczas nagrania w hrabstwie Bedford, nad jeziorem Smith Mountain Lake, gdzieś w Wirginii na południu Stanów Zjednoczonych.

Na nagraniu słychać strzały. Dziewczyna próbuje uciekać. Nie daleko. Kamera pada na ziemię. Zanim jeszcze zastygną palce operatora, pojawi się w niej na chwilę czarna postać mordercy. Na krótko. Sprawca znika. Trwają poszukiwania.

Jak podaje gubernator Wirginii prawdopodobnie sprawcą podwójnego zabójstwa jest były pracownik stacji.

Dlaczego? Być może jakąś idiotyczną odpowiedź poda wieczorne wydanie wiadomości.

Tymczasem świat obiegają zdjęcia uśmiechniętej pary młodych ludzi. Życie mieli przed sobą. Sądząc po wieku – za sobą jedynie krótki, medialny epizod.

Na ile ubezpieczyć dziennikarza?

Chyba przyzwyczailiśmy się do doniesień o zabójstwie dziennikarzy. Zwykle giną ci, którzy ryzykują najbardziej i relacjonują z miejsc konfliktów. Wojna nie wybiera. A reporter jest łatwym celem. I spektakularnym. Zabójca może liczyć na natychmiastową publikę.

Niestety okazuje się, że reporter staje się równie łatwym i spektakularnym celem także tam, gdzie wojny  nie widziano od wieków.

Lata temu śmialiśmy się w redakcji, gdy okazało się, że ubezpieczenie na życie dziennikarza jest droższe.

-Ale lokalnego? – nie mogliśmy się nadziwić.

– Nie ma wyjątków – pokazywał nam agent służbową tabelę.

Ostatecznie w rubrykę „zawód” wpisaliśmy: pracownik biurowy. Jego życie wyceniono taniej. Nikt nie brał pod uwagę, że w lokalnej gazecie może dojść do tragedii. Tu przecież, co najwyżej, można oberwać po mordzie podczas dożynkowej balangi. Czasem fotoreporterowi odwinie pięścią sfrustrowany właściciela płonącego właśnie supermarketu.

Pierwszy szok przyszedł w połowie czerwca, gdy jednym ciosem zamordowany został Łukasz Masiak, dziennikarz lokalnego portalu z Mławy. Ktoś próbował bagatelizować, że to osobiste porachunki. Ktoś inny – doszukiwać się odwetu świata przestępczego za niewygodne materiały. Jaka jest prawda? Śledztwo trwa. I trwa. Jak to w Polsce. Tymczasem portal został wystawiony na sprzedaż. Pieniądze mają pomóc przeżyć osamotnionej wdowie z małych dwójką dzieci. Podobnie jak zbiórka zorganizowana przez Fundację Grand Press i lokalnych dziennikarzy. Informacje o kweście i numer konta znajdziesz: TU.

Ze Stanów dziś przyszedł kolejny przykład śmierci bezsensownej. Jakiś frustrat? Szaleniec? Pewnie informacja będzie żyła przez parę dni w mediach. Potem zapomnimy. Jak o zabójstwie Łukasza. Medialna pamięć jest krótka. Często trwa tyle co news z czołówki. Gdy tylko wybrzmi, zastępuje go kolejny. Ze swoim dramatyzmem, bohaterem, ofiarą. Kto jeszcze pamięta śmierć Alison Parker i Adama Warda? A przecież pisałem o nich w pierwszym  akapicie.