Dziennikarski warsztat 1. Burza mózgów

burza mózgów

Praktyczny kurs z podstaw dziennikarstwa – to moja propozycja na serię wpisów. Zacznijmy od kolegium redakcyjnego, a tu najważniejsza może być żywiołowa burza mózgów.

Czas wrócić na blogu do tematyki szkoleniowej. W końcu Warsztat Medialny to z założenia blog poświęcony mediom, dziennikarstwu i szkoleniom. Czas więc połączyć obie dyscypliny i rozpocząć cykl, który służyć będzie ludziom mediów. Szczególnie lokalnych oraz gazet szkolnych tworzonych przez młodzież. Niech ruszy burza mózgów.

Pisanie na blogu nie zastąpi realnego szkolenia. To nie to samo co warsztaty dziennikarskie na sali czy  w plenerze, przeprowadzanie wywiadów, przygotowywanie tekstów, układanie listy zasad, które będą nam przyświecać w codziennej pracy. Dlatego nadal będę zachęcać do szkoleń Akademii Medialnej Tygodnika Podhalańskiego.

Dla tych, którzy już skorzystali i uczestniczyli w kursach w Zakopanem czy Rabce, ten cykl będzie krótkim przypomnieniem. Dla innych inspiracją, by się dokształcić – samodzielnie lub razem z nami.

Burza mózgów. Kolegium i medialna szkoła dziennikarska

Od czego zacząć? Od kolegium redakcyjnego. Kto z nas nie przeżywa od czasu do czasu wrażenie totalnej pustki w głowie gdy pada sakramentalne pytanie: co mamy do najbliższego numeru?

Oczywiście, wiele  zależy od tego jakiego mamy szefa czy szefową.

Typ opiekuńczy zarzuci nas propozycjami do zrobienia. Co więcej, da wybór, a przypadki, z którymi wie, że sobie nie poradzimy zrobi sam. Będzie miło, sympatycznie i bezstresowo, ale nie wyrośniemy ponad stadium pisania krótkich bombek i relacji z imprez. Zdając się na tematy podsunięte, masz realną perspektywę pracy w roli dziennikarskiej miernoty, wyrobnika, rzemieślnika obrabiającego swój kawałek kamienia.
Na drugim biegunie jest redaktor preferujący styl pracy wojskowego trepa. Rzuca temat, potem przekleństwo, wreszcie jakieś pojedyncze hasło i czeka na reakcje. Ta oczywiście powinna polegać na precyzyjnym podaniu gotowego pomysłu na tekst, który rozwali konkurencję. A, że zwykle takiego nie dostaje, pozostaje wyrazić ból wymownie wskazujący na to z jakimi baranami przyszło naczelnemu pracować. – Jak ja się marnuję! – wyrwie mu się spoglądając głęboko w oczy swych dziennikarzy.

Bez względu na osobowość prowadzącego, albo nawet wbrew niemu warto, by kolegium przeradzało się w rodzaj burzy mózgów, swoistego tygla generującego ciekawe pomysły.

Wszystko po to, by nie powielać tych samych tekstów co rok, nie męczyć się za każdym razem z wymyślaniem nowych pomysłów. Bo przecież co rok mamy te same tematy, które jakoś musimy zrealizować. Ale jeśli pracujesz od dwudziestu lat w gazecie, to co nowego wymyślisz, gdy po raz dwudziesty masz napisać o początku roku szkolnego? Dwudziesty wywiad z pierwszoklasistą, relacja z otwarcia nowej szkoły? Ile kosztuje wyprawka? Wystarczy tylko zaktualizować ceny.

Burza mózgów, czyli co?

Nie odkrywamy Ameryki. Technika jest stara i idealnie można ją wykorzystać podczas kolegium. Najważniejsze by poddawać jak najwięcej pomysłów – haseł. Mogą być nawet infantylne, najważniejsze, by było ich dużo. Co ważne – rzucanych sugestii  nie oceniamy – nie ma głupich pomysłów! W odróżnieniu od tego, czego uczyła nas szkoła – korzystanie z cudzej pracy jest jak najbardziej na miejscu. W oparciu o pomysły innych buduj swoje!

Tyle teoria. A praktyka? Co burza mózgów może mieć wspólnego z naszym nieszczęsnym początkiem roku? Co mogłoby się pojawić na naszej tablicy z pomysłami? Próbujemy:

– papierosy – gdzie palą gimnazjaliści,

– ile waży tornister,

– typowe miejsca na wagary,

– najlepsze/najgorsze szkoły w okolicy,

– co zrobić, by wychować prymusa. Ile i za jakie korepetycje płacą rodzice?

– relacja ze szkolnej akademii,

– najdziwniejsze kółka zainteresowań,

– najdziwniejsze profile klas w liceach,

– najlepszy/najgorszy nauczyciel oczami uczniów,

– sylwetka najlepszego nauczyciela w powiecie,

– miss mokrego podkoszulka nauczycielek/miser nauczyciel,

– najgłupsze odzywki naszych nauczycieli,

– seks w wieku szkolnym,

– jak szkoła pomaga uczennicom – matkom,

– szkoła i bariery dla niepełnosprawnych. Jak pokonać na wózku szkolne schody?

– rankingi szkół – czyli wyścig szczurów po jak najlepszą lokatę,

Itd. itp. Pewnie masz w zanadrzu jeszcze sporo innych pomysłów.

Wszystko zależy od czasu i pomysłowości grupy. Najważniejsze, by pomysły rzucali wszyscy, a wybrany „sekretarz” spisywał wszystko na tablicy. Gdy już lista jest gotowa możemy zastanowić się, które pomysły są obiecujące i te zakreślamy. Z kilku pomysłów wybieram ten, który najbardziej mi odpowiada, oczywiście mogę go jeszcze zmodyfikować.


Burza mózgów czyli dziennikarskie pomysły

Wiadomo, prościej będzie streścić przemówienie burmistrza na otwarcie szkoły. Wierszówka, może i kiepska, ale jakaś będzie. Pozostaje tylko pytanie, kto to będzie czytał? Zresztą to pytanie powinno zawsze Ci towarzyszyć, gdy tylko zabierasz się za pisanie jakiegokolwiek artykułu. Wyobraź sobie konkretnego czytelnika i spróbuj go zainteresować.

Patrząc na to zestawienie myślę, że wybrałbym tekst o rankingach, ale jako sposobu na pokazanie nawet najgorszej szkoły z najlepszej strony. Zawsze można znaleźć taki ranking, w którym szkoła będzie dobra. Na drugim miejscu pewnie pociągnąłbym pomysł z papierosami. Opowieści uczniów i byłych uczniów, gdzie kurzyli i jak głupio się czaili, podane w ironicznym sosie mogłyby rozbawić także tych 40-50 latków, którzy przypomną sobie szkolną głupotę. I tu mamy odpowiedź na pytanie – kto to przeczyta?

A przy okazji naszego kolegium, warto spisać sobie wszystkie pomysły. Do wykorzystanie za rok. I dobrze mieć swój kajecik, albo miejsce w kalendarzu, czy internetowej chmurze, gdzie te wszystkie idee bez obciachu będziemy sobie przechowywać. Nigdy nie wiadomo co i kiedy się przyda. Ja przynajmniej zachęcam.

Kolejny wpis:

DZIENNIKARSKI WARSZTAT 2. TEMAT I POMYSŁ CZYLI NAJWAŻNIEJSZA JEST MOTYWACJA


(Późniejszy tekst) »



  • Teofila

    Weszłam dziś po raz pierwszy na ten blog. Z wyglądu ciekawy, zaczęłam czytać teksty, myślę sobie – nieźle, ale coś zaczęło mi przeszkadzać. A teraz prosto z mostu – niestety, szanowny Autor bloga nie uznaje chyba zasad interpunkcji. A niechlujność języka przeszkadza, szczególnie u dziennikarza z doświadczeniem.

    • Bardzo dziękuję za uwagę. Cieszę się, że chociaż treść wypadła „nieźle”. Zabieram się za tropienie przecinków.