Agresja wobec dziennikarzy. Znak czasów?

agresja wobec dziennikarzy

Tłum wiernych pobił naszą dziennikarkę. Wczoraj szaleniec strzelał w redakcji amerykańskiej gazety lokalnej. Skąd ta agresja wobec dziennikarzy?

Prawdę mówiąc, nie bardzo dowierzałem, gdy usłyszałem, że dopiero co ludzie wywlekli Jolę Flach za ręce i nogi ze spotkania parafian na zakopiańskiej Harendzie. Może wyprosili, może ktoś popchnął, nakrzyczał  w złości? Ale lekarska obdukcja dziennikarski Tygodnika Podhalańskiego nie pozostawia złudzeń: „Mnogie powierzchowne urazy barku i ramienia, urazy kończyny górnej prawej i lewej, uraz klatki piersiowej”. 

Była policja, zabrany dyktafon i dwa telefony. Przeszukanie torebki.

To nie mogło nastąpić w wyniku słownej utarczki.  Tym bardziej trudno zrozumieć powód takiej agresji wobec dziennikarki. Spotkanie odbywało się w miejscowej karczmie, ludzie zwołali się w obronie proboszcza, którego biskup zdecydował przenieść do innej parafii. Chcieli go bronić i prosić o pozostawienie. Ktoś zadzwonił do redakcji, by przyjść. Jola akurat była najbliżej. To był zupełny przypadek, że poszła tam ona, a nie ktoś inny.

W trakcie dyskusji obecny tam ksiądz zaapelował, by sprawa broń Boże nie dostała się do mediów. Ktoś zawołał, że przecież dziennikarka siedzi na sali. Ruszyli więc na nią. Szukali dyktafonu, żądali skasowania nagrań, zabrali z torebki też dwa telefony.

Agresja wobec dziennikarzy – niby nic nowego

Kliknij i kup!

Przecież na podobnych spotkaniach jako dziennikarze bywaliśmy dziesiątki razy. Niejednokrotnie pojawialiśmy się w samym centrum bardziej nerwowych i budzących większe emocje awantur. Pamiętam zdjęcie Marka Grocholskiego, byłego naczelnego TP, którego straż miejska wynosiła z zakopiańskiego cmentarza, gdy ten nie chciał opuścić miejsca otwarcia grobu Witkacego. Jak się okazało, sprowadzono wówczas z Ukrainy zamiast szczątków pisarza – ciało młodej kobiety. Ale na cmentarzu nikt dziennikarza nie uderzył.

Nasz  fotograf przed laty dostał w twarz podczas pożaru – zrzuciliśmy to na karb emocji i nerwów ofiary pożogi. Niedawno sytuacja się powtórzyła –  strażak OSP bez munduru uderzył Jurka Jureckiego, gdy ten kręcił transmisję na żywo na Facebooku. Ale nie było siniaków i agresji tłumu. (Przeczytaj: Pobicie dziennikarza i samonakręcająca się tabloidyzacja)

Jacyś nerwowi jesteśmy

Świat przyspieszył, ludzie stali się bardziej nerwowi, a może po prostu najłatwiej na kimś wyładować swe emocje?  Widać to często na miejscu wypadku. Wszyscy stoją i gapią się na rozgrywający dramat. Ale na widok dziennikarza słychać tylko: no, kurwa, przyszedł paparazzi.

Założę się, że gdy nasycą się widokiem krwi i pogiętych blach, wrócą do domu to odpalą komputer, by zobaczyć wszystko na zdjęciach, filmie i przeczytać relację. W końcu wciąż najlepiej sprzedają się tabloidy bazujące na tragediach i plotkach z życia gwiazd.

Budzimy  agresję. Ale nie tylko dziennikarze. Stajemy się bardziej agresywni na co dzień. Emocje budzi już nie tylko policjant, polityk ale i zwykły sąsiad. Wrzeszczymy na  siebie zza kierownicy, Wylewamy żółć na internetowych forach, podkładamy świnie komu tylko można.

– Jestem turystą, wczoraj na Krupówkach widziałem jak załoga karetki pogotowia kupuje lody. Chcecie zdjęcie? – usłyszałem w dyżurnym telefonie.

– W zupie pieczarkowej w schronisku był robak, zwrócili mi pieniądze, ale pani mnie nie przeprosiła – dodaje inny przypominając, że zawiadomił nie tylko media ale i sanepid.

Byle nie aż tak

Agresja wobec dziennikarzy eskaluje. Czy to zjawisko powszechne? Pewnie nie. I oby nie. W nocy w Stanach doszło do strzelaniny. Szaleniec z bronią wszedł do redakcji lokalnej gazety.  Zginęło pięć osób.

Photo by Diari La Veu on Foter.com / CC BY-NC-SA