8 twarzy władzy oczyma lokalnego dziennikarza

8 twarzy władzy

Samorządowcy podsumowują swe osiągnięcia – ja, wspólne udręki. Autoryzacje wszystkiego, odpowiedzi na piśmie, uniki, złośliwości- to tylko niektóre postawy naszych włodarzy względem lokalnych dziennikarzy.

Czekając na wyniki  wyborów czasem się zastanawiam  jakiego burmistrza czy wójta chciałbym mieć jako dziennikarz. Lepiej jednak o tym nie myśleć – jakikolwiek by nie był – nie będzie nam po drodze. A jak kto reaguje na media? Typów parę się znajdzie.

1. Cenzor – autoryzuje nawet to czego nie powiedział

Przykład sprzed paru dni. Do burmistrza, który  przegrał akurat sprawę sądową w trybie wyborczym dzwonię z prośbą o komentarz. Wysłuchuję tyradę zarzutów: dlaczego dzwonię w Święto Narodowe, dlaczego mnie na pochodzie nie było, dlaczego nie poszedłem nawet na organizowany w ratuszu jubileusz par obchodzących 50-lecie ślubu! Na koniec dowiaduję się, że komentarza nie będzie, bo burmistrz właśnie z dziećmi – podobnie jak większość Polaków – świętuje. Próbuję nieśmiało zauważyć, że chcę dać mu szanse wypowiedzieć się, zanim informacja pójdzie do druku. Bez skutku. Nie to nie – żyjemy w wolnym kraju. Pewnie nie napisałbym o tej wymianie zdań, gdyby nie kolejny telefon. Po pięciu minutach burmistrz dzwoni, że chce autoryzować tekst.

– Ale przecież pan nic nie powiedział – dziwię się.

– Nie szkodzi. Chce autoryzować każde jedno słowo – podkreśla pewnie przekonany, ze przyślę mu cały tekst.

Chcesz, to masz. Cały mail z autoryzacją miał taką treść:

” Mam w tej chwili święto, jak większość Polaków odpoczywam i nie będę nic komentował”.

Chyba się pan Zbigniew wkurzył, bo odpowiedź dostałem znacznie obszerniejszą, w dodatku zahaczającą o pogróżki:

„DZIŚ JEST BARDZO WAŻNE DLA NAS WSZYSTKICH POLAKÓW ŚWIĘTO  – i bardzo proszę tego święta nie sprowadzać do swojego tak tendencyjnego pytania i mnie prowokowania.
NIE ODPOCZYWAM – JAK WIĘKSZOŚĆ POLAKÓW (proszę tych Polaków zapytać co teraz, co dziś robią)
ZA TO Panie Józefie, któryś nic nie przeżył ze stanu wojennego.
SZUKA PAN – BARDZO PROSZĘ !!!”
 Nie wiem jaki stan wojenny mnie czeka – problem miałem jedynie z tym, co i jak mam autoryzować. Ostatecznie potraktowałem tę odpowiedź jako komentarz do mojej nierzetelności, oblałem się rumieńcem i puściłem „autoryzowane” zdanie w leadzie. Żeby było lepiej widać.
Autoryzacja stała się świetnym narzędziem by spróbować dziennikarza doprowadzić do porządku. Spotkałem się z żądaniem innego burmistrza, który chciał autoryzować swą wypowiedź, której udzielił publicznie podczas obrad rady miejskiej. Przekonywał, że na pewno źle go zrozumiałem. Oczywiście nic nie dostał.

2. Służbista – odpowiedź będzie na piśmie

Jak się nie da wszystkiego autoryzować, to można podejść pismaka sposobem. W kilku urzędach, które mam przyjemność „obsługiwać” powstała nowa, świecka tradycja. Na pytania dziennikarza odpowiada się na piśmie. Oczywiście, niby w trosce o pełną rzetelność informacji. Dlaczego urzędnikom tak zaczęło zależeć na tym, by wypisywać elaboraty dla dziennikarzy? Nie wiem. Podejrzewam, że  zawalony liczbami, danymi, a przede wszystkim urzędniczą nowomową dziennikarz w końcu się podda. I jeśli pracuje dla portalu internetowego – wklei całość, bo miejsce go nie ogranicza. Jeśli musi zmieścić się na papierze – przeklei kilka zdań. Bez ładu i składu. W efekcie nic nie zrozumie on sam, a jeszcze mniej czytelnicy. I na to liczy nasza władza pewna bezkarności.
Kuriozum było żądanie jednego z burmistrzów, który nie tylko przysłał odpowiedź na piśmie, ale także… żądał jej autoryzacji. To znaczy, że nie wiedział co pisze? Chciał autoryzować sam siebie?

3. Zombi – o mnie albo dobrze, albo wcale

Wyznaje tę łacińską zasadę – tyle, że zapomina, że tyczy się zmarłych. To początkowo prawdziwy brat – łata pełen zrozumienia dla dziennikarskiej pracy i jej wagi w społeczeństwie obywatelskim. To pojęcie zresztą odmienia na każdym kroku i przez wszystkie przypadki. Lubi cię. Chwali nawet. Do czasu, gdy pierwszy raz napiszesz coś nie po jego myśli. Krytykując władzę ustawiasz się po drugiej stronie – dokładnie tam, gdzie kiedyś stało ZOMO. I tym samym narażasz się na pierwszy rzut kamieniem. Pierwsza cegła to nierzetelność, druga – brak obiektywizmu, trzecia – granie na uczuciach lub zabieganie wyłącznie o „słupki sprzedaży”. Nieboszczyk niczym zombi wbije w ciebie zęby przy każdej okazji nieomieszkając przypomnieć, że jesteś prawdziwą kanalią, a co najmniej hieną.  Nieboszczyk doniesie na ciebie do szefa jak tylko zauważy, że wychodzisz przed czasem z sesji, wykorzysta każde twoje potknięcie. I możesz być spokojny – nie da ci żyć, chyba, że w końcu zginie pod osikowym kołkiem kolejnych wyborów.

4. Pies – jeszcze się nie znamy, ale czuję, że się nie polubimy

Słyszysz jak warczy? Wystarczy, że usłyszy słowo „dziennikarz”. – Hm, przykro mi, ale dotychczasowe doświadczenia z pańskimi kolegami po fachu… – tak zacznie pierwszą rozmowę z tobą

Nie zachęca to do dalszej kontynuacji. Próbujesz jeszcze przekonać człowieka, że dzwonisz, bo chcesz być obiektywny, musisz mieć stanowisko drugiej strony,  zależy ci na prawdzie. Może i da się omamić. Wykaże chwilę słabości. Odpowie na pytanie. Jeśli dotyczyło inwestycyjnych sukcesów w gminie – masz jego wdzięczność. Jeśli działającego w gminnym przedszkolu zakładu pogrzebowego, który po objęciu stanowiska wójt przepisał na żonę – jesteś świnią i nie ma co z tobą gadać. Przy każdym następnym telefonie do gminy możesz być pewien, ze usłyszysz w słuchawce głos sekretarki: „przykro mi, pan wójt wyszedł w teren”. Nawet gdy wcześniej, ta sama sympatyczna pani zawoła: „panie wójcie, telefon z Tygodnika!”

5. Milusi – do czasu

Różni się tym od poprzednika, że początkowo wcale nie ma wrogich zamiarów. Wręcz przeciwnie – panie Józiu, mam dla pana fajny temat… Czujesz, że jest dobrze, sprawy, które przypadkiem dostajesz są ciekawe, choć niepokoi cię, że wszystkie coś dziwnie łączy. Za każdym razem „afera” tyczy któregoś z opozycyjnych radnych, albo przynajmniej ludzi, których władza niezbyt lubi. OK, sprawa to sprawa – sprawdzić trzeba. Czasem wychodzi ciekawy tekst. Tyle, że źródło informacji w jednej chwili potrafi wyschnąć. Czasem potrafi cię tym zaskoczyć. Jak to? Gość, który podrzucał ci takie „haki” nagle obraża się, gdy napiszesz, że pewnie czeka nas po wyborach podwyżka opłat za wywóz śmieci?  Przecież wiadomo, że to, co się zbiera nie pozwala sfinansować wywozu, a ustawa nie pozwala dołożyć ani złotówki z budżetu gminy. Dostajesz informacyjną kwarantannę – facet, który odbierał telefon nawet wieczorem – nagle robi się nieuchwytny.

– Taki jesteś pismaku? A gówno dostaniesz, nie informację – myśli sobie nasz były Milusi.

A ty wijesz się w spazmach boleści i zamiast z bufonem rozmawiasz więcej z ludźmi. I przypominasz sobie, po co zostałeś dziennikarzem.

6. Światowid – ile twarzy tyle zachowań

Do czasu Cie lubi. Ale gdy nastąpisz mu na odcisk – jesteś kanalią. Skorzysta z okazji cię publicznie wyśmiać, obrazić, a jak nadarzy się okazja – pozwać do sądu. Możesz być pewien, że ostentacyjnie ręki ci nie poda. Nawet w licznym gronie znajdzie sposób, by cię ominąć.

7. Kalkulator – pisz pan, byle dużo

Życie go nauczyło, że największą karą dla polityka jest publiczny niebyt. Nie przejmuje się krytyką. Najważniejsza zasada – nieważne jak piszą, byleby nie przekręcili nazwiska. Chętnie udziela informacji, nie chce nic autoryzować – w razie czego zawsze się wyprze, żeby coś takiego miał powiedzieć. Wiadomo – dziennikarzy mamy, jakich mamy. Jest na kogo zwalić winę. Zadzwoni z uprzejmym donosikiem, podrzuci aferkę, ale i sam nie będzie miał pretensji do dziennikarza. Prędzej będzie szukał źródła informacji żeby go bez skrupułów zniszczyć. Ideał władzy. Niestety…

8. Kolega po fachu – pełne zrozumienie

Aż dziw bierze, ilu w samorządach mamy dziennikarzy. Jedni kiedyś coś studiowali, inni gdzieś coś pisali, albo choć współpracowali. Zawsze będę cię traktować jak kanapowego pieska, którego trzeba poczochrać po za uchem, by był zadowolony.

– Wiem, wiem, też byłem dziennikarzem… – podkreśli przy każdej okazji kiwając głową jakby ze zrozumieniem dając do zrozumienia, że każdą krytykę mężnie weźmie na klatę.

Do czasu. Kiedyś zmieni narrację – dodając:

– …ale za moich czasów takich kanalii nie było.

Uważaj na pochwały

Za parę dni wybory. Dziennikarze też głosują – pójdziemy więc do urn, by powierzyć losy swego podwórka kolejnej władzy. Nie będziemy oglądać się na to czy ta nas lubi czy nie, ale co zrobi dla miasta czy gminy.

Bo naprawdę tylko to się liczy, a nie zadowolenie dziennikarza czy lokalnego polityka.



« (Wcześniejszy tekst)
(Późniejszy tekst) »