13 patentów na walkę ze smogiem

13 patentów na walkę z wielkim smogiem

Jeśli sąsiad cię truje dymem z komina, to także twoja wina. Bo nic z tym nie robisz.

Wystarczy wyjrzeć przez okno. Nie trzeba badań, analiz czy stacji kontrolnych. Po prostu syf wisi w powietrzu i nikt już temu nie zaprzeczy. Czy to będzie Kraków, Sucha Beskidzka, Nowy Targ czy Zakopane. Obojętne. Widzimy czym oddychamy i co znalazło się w powietrzu. Pył – jak sama nazwa wskazuje – nad nami zawieszony.

Smog i walka z wiatrakami

Przyzwyczailiśmy się do niego niemal tak samo jak do wyrzucania śmieci po lasach. Wydaje się, że nie ma szans na walkę. Tak samo jak nie ma co walczyć z efektem cieplarnianym, bo za niego odpowiadają jakieś dalekie Chiny czy USA. Wciąż pokutuje przekonanie, że i za smog nasz powszedni odpowiada ktoś, gdzieś daleko. Bo węgiel za drogi,  bo nie ma systemu kontroli, bo ktoś kiedyś zainwestował w piec olejowy i teraz tego żałuje, bo zawsze się tak paliło i dobrze było.

A, że ktoś do pieca z i tak najtańszym, zasyfionym węglem dorzuca śmieci? A kto go złapał za rękę? Kto jest w stanie udowodnić, że gęsty, czarny dym unoszący się z komina to nie skutek złego paliwa – cokolwiek byśmy za paliwo nie uznawali?

Pamiętam teksty, które pisałem od lat w Tygodniku Podhalańskim, a które kończyły się podobną konkluzją – walka z niewłaściwym paleniem w piecach to walka z wiatrakami. Nawet jeśli ktoś doniósł straży miejskiej, że sąsiad kopci – strażnik musiał grzecznie stanąć pod drzwiami i zapukać. Właściciel mógł go wpuścić lub nie. Zwykle nie wpuszczał, bo i po co. A jeśli wpuścił, to mógł go zaprowadzić do kotłowni, albo i nie. Ot, wszystko zależało od jego dobrej woli. Jak wpuszczał, to zwykle wszelkie śmieci dawno były wypalone. A teraz, to w Nowym Targu nawet już straży miejskiej nie ma. Po referendum radni ją zlikwidowali. I dziś to już sobie urzędnik z magistratu może pukać do drzwi i przekonywać, że kontrolę robi…

Można pobrać próbki do badań? No można. Tyle że badania były tak drogie, że opłacało się je zlecać jedynie w przypadku dużych fabryk, gdzie z kominów ulatywały tony sadzy.

Mieszkaniec miasteczka mógł czuć się bezkarny. Zawsze.

Kiedyś wyskoczyłem z pomysłem, by na oficjalnej stronie urzędu zamieszczać nadesłane fotografie najbardziej kopcących kominów w mieście. Odzewu nie było – panikę spowodował strach przed ustawą o ochronie danych osobowych. Cokolwiek z danymi osobowymi komin mógłby mieć wspólnego.

Smog – problem wizerunkowy

Na szczęście są już programy umożliwiające dopłaty do wymiany domowych pieców na ekologiczne. Nawet jeśli są na węgiel, to ten węgiel spala się bardziej efektywnie, a w powietrze wydostaje się znacznie mniej pyłów niż ze starych kotłowni. Pieniądze są. Samorządy powoli zaczynają korzystać z programów dofinansowania choćby realizowanych przez Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska.  Opracowywane są plany walki ze smogiem. Ale wciąż większość tych planów pozostaje na papierze. Podobnie jak i mityczny efekt ekologiczny.

Walka musi rozegrać się też na polu mentalnym. Bo komu to przeszkadza, że śmierdzi?  Kiedyś podczas targów budowlanych zagadnąłem jednego z wielu wystawców oferujących kotły na ekogroszek.

– A śmieci da się w tym palić? – zapytałem z głupia licząc na gorliwe zaprzeczenie.

– Jasne! – zaczął mnie przekonywać sprzedawca instruując co i skąd trzeba z urządzenia wymontować, by z dymem poszło wszystko czego dusza zapragnie.

Czy ktoś wymyślił sposób na rozwiązanie problemu smogu? Władze Krakowa bronią się już tak idiotycznymi argumentami, że ręce opadają nawet uczniowi zerówki. Za niedawny smog odpowiedzialne są zaduszkowe znicze na cmentarzach. I wzrost liczby samochodów w mieście. Tyle, że z rur wydechowych nie wydobywa się w takich ilościach pył zawieszony, a dym ze świeczek. Może i gęsty, ale trudno sobie wyobrazić, by unosił się nad miastem przez cały tydzień.

Opisywałem niegdyś batalię, jaką stoczył burmistrz Suchej Beskidzkiej z krakowskim WIOŚ-em o stację monitorująca. Zdaniem samorządowca odczyty z urządzenia tworzą zły klimat wokół miasta. To nie fakt, że smog się unosi, ale to, że jego wielkość podaje się do publicznej wiadomości miało odstraszać od beskidzkiego miasteczka tysiące turystów. Burmistrz swoją walkę wygrał – stacja monitorująca najpierw została przestawiona w inne miejsce, a po tym, jak miasto odcięło jej prąd – zniknęła  całkowicie. Wraz z problemem. Tylko czy na pewno?

Smog – sposób na nękanie

A co mamy na swoje usprawiedliwienie my – dziennikarze i blogerzy? Owszem, o problemie piszemy od czasu do czasu – w gazetach, na portalach czy blogach. Informujemy o dostępnych programach dofinansowujących, czasem podamy gdzie i ile kotłowni udało się wymienić. Ale wciąż ekologia jest to problemem marginalizowanym. Od czasu do czasu trafi się jakaś  jedynka, gdy dojdzie do spektakularnego zanieczyszczenia. Tu jakieś flaki z ubojni wylądują w rzece, tam wypłyną w potoku śnięte ryby. A, że codziennie widzimy setki kopcących kominów dookoła – do tego także my się zdołaliśmy przyzwyczaić.

A co możemy? Jak zawsze – nękać:

  • Samorządowców.
    • Popsujmy im dobre samopoczucie publikując na okrągło – jak wyrzut sumienia aktualne dane o zanieczyszczeniu powietrza w swojej okolicy.
    • Zróbmy licznik – ile udało się dofinansować wymian kotłowni? Ile jest zaplanowane?
    • Pytajmy przy każdej okazji – co zrobiłeś dla ekologii? Jakie masz pomysły, burmistrzu? Bo my się dusimy!
    • Publikujmy mapy zagrożeń pokazujące, gdzie jest największe zanieczyszczenie.

Tu nie trzeba wielkiej wyobraźni – wystarczy sięgnąć po dane publikowane na stronach WIOŚ, nawiązać kontakt z organizacjami ekologicznymi. Choć mam wrażenie, że te koncentrują się wciąż bardziej na doli konia wiozącego turystów do Morskiego Oka.

  • Mieszkańców, sąsiadów, trucicieli
    • Publikując galerię zdjęć z kopcącymi kominami. Niech widzą, że ktoś wie…
    • Organizując coś w rodzaju quizu pod hasłem – znajdź swój komin na zdjęciu?
    • Przypominając numer telefonu straży miejskiej, wydziału urzędu, pod który można zgłaszać właścicieli kopcących kominów.
    • Pisząc o dotacjach na wymianę kotłowni, podając jak skorzystać. Namawiać, przekonywać, pokazywać dobre strony.
    • Pokazując tych, którzy wymienili kotłownie. Rozmawiać o tym czy to się opłaciło, jak funkcjonuje, czy przynosi oszczędności paliwa – bo powinno.
    • Opisując konsekwencje tolerowania smogu – w wywiadach z lekarzami, specjalistami, autorytetami.
  • Ochronę środowiska
    • Nękając tych, którzy powinni działać – informować o zgłoszeniach, opisywać konkretne przypadki.
    • Przypominając o programach, przekonywać do działań.
    • Przeprowadzając wywiady z inspektorami, szefami. By mieli świadomość presji społecznej.
  • Samych siebie..
    • Żeby każde otwarcie okna i zaczerpnięcie zasyfionego powietrza kończyło się gromkim okrzykiem: o kurwa one wciąż dymią!  I ja jeszcze z tym nic nie zrobiłem!

To nasze życie jest w naszych rękach. I jeśli sąsiad nas truje to także moja wina. Bo nic z tym nie robimy!

 

Jeśli uważasz, że warto o tym krzyczeć – podaj ten wpis dalej. Linkuj do niego. I sam pisz kolejne! Zamieszczę link także tutaj.

Niech tych artykułów czy wpisów będzie jak najwięcej w blogosferze, na portalach w gazetach.  Masz inne pomysły? Wrzuć je w komentarzu. Stwórzmy listę naszych małych sposobów na walkę z wielkim smogiem. Nie dajmy się truć.



« (Wcześniejszy tekst)